Tajniacy z lodami, czyli powrót do konspiracji. Felieton Dariusza Szretera

Dariusz Szreter
Dariusz Szreter
Udostępnij:
Rodzi się nowa wizja historii, jako narodowego zbiornika bohaterów, w którym każdy może z każdym

Dziesięć, a może nawet kilkanaście lat temu, moja redakcyjna koleżanka przygotowywała reportaż o działaczach podziemnej Solidarności z lat 80. Jeden z nich przyznał się jej, że ma jeszcze schowany powielacz. Gdzie - tego nie chciał powiedzieć, bowiem - jak stwierdził: nie wiadomo czy jeszcze kiedyś nie będzie potrzebny. Czytając te słowa około roku 2010 chciałem popukać się w czoło. Jednak w ostatnich pięciu latach coraz częściej łapię się na myśli, że to tamten konspirator miał wtedy nosa, a ja okazałem się naiwniakiem. A już zupełnie utwierdziłem się w tym przekonaniu, kiedy przeczytałem o niedawnej wejherowskiej przygodzie Bogdana Borusewicza. Otóż wracając na parking po wiecu Rafała Trzaskowskiego, wprawnym okiem konspiratora zauważył on, że jest śledzony przez dwóch osobników, udających, że spacerują ot tak sobie, liżąc lody. Kiedy „Borsuk” zaszedł ich znienacka i zapytał o powód zainteresowania jego osobą, panowie wyjaśnili, że są z policji. Komenda w Wejherowie tłumaczyła potem, że tajniaków wysłano, by zadbali o bezpieczeństwo wicemarszałka. Tere-fere, taka „ochrona”, bez wiedzy osoby „ochranianej”, ma swoją fachową nazwę: inwigilacja.
Zgoda, do tragicznych niekiedy prześladowań opozycji w czasach PRL, ma się to nijak. Ale nie od dziś przecież wiadomo, że historia powtarza tragedię pod postacią farsy.
A propos historii. Była minister oświaty, Anna Zalewska, 1 sierpnia popisała się twittem: „powstańcy to dla Was wróciła historia do szkół”. Czyżby miało to znaczyć, że przed deformą Zalewskiej jej tam nie było? Przyznają Państwo, że - nawet jak na standardy obecnej władzy - to grube kłamstwo. Historia w szkole była, tylko niektórzy po prostu nie uważali na lekcjach. Jak Andrzej Duda, który w ubiegłym roku wychwalając Powstanie twierdził, że miało ono miejsce po konferencji jałtańskiej (4-11.02.1945). Albo Elżbieta Witek, która o zbrodni katyńskiej (1940) jakoby dowiedziała się z... przedwojennych książek. Może to zresztą nie niewiedza, ale świadoma nowa wizja historii, jako narodowego zbiornika bohaterów, w którym każdy może z każdym. Jak w filmie Krauzego, gdzie zamordowani w Katyniu, bratają się z ofiarami katastrofy smoleńskiej. Nie zdziwiłbym się, gdyby ta scena niebawem trafiła do szkolnych podręczników. A wtedy dla rzetelnej nauki historii pozostaną już tylko tajne komplety.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rząd wprowadza dodatkową pomoc dla emerytów

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie