Tabloidy w Polsce, czyli Rupert Murdoch nad Wisłą

Ryszarda WojciechowskaZaktualizowano 
Joannie Brodzik brukowce "włożyły dziecko do  brzucha"
Joannie Brodzik brukowce "włożyły dziecko do brzucha" Janusz Wójtowicz
Kiedy Wielką Brytanią wstrząsa największy w historii mediów podsłuchowy skandal, polskie tabloidy nabierają wody w... papier. Najwyraźniej same nie mają czystego sumienia

Okazuje się, że wynajmowanie przez brukowiec "News of the World" hakerów, którzy się włamywali do skrzynek pocztowych w telefonach komórkowych i podsłuchiwali nie tylko celebrytów, polityków czy rodzinę królewską, ale też zwyczajnych ludzi - rodziny żołnierzy poległych w Afganistanie czy ofiary terrorystów - to nie jest temat dla "Faktu" czy "Super Expressu". Podobnie jak włamanie się hakerów do poczty głosowej telefonu porwanej i zamordowanej dziewczynki oraz majstrowanie przy tej poczcie tak, żeby rodzice mieli nadzieję, że dziecko jeszcze żyje. W naszych brukowcach nie widać bijących po oczach tytułów w stylu: hańba, wstyd, a może nawet psychiczna zbrodnia, jak to mają w zwyczaju robić przy innych, bardziej błahych sprawach. A szkoda, bo ciekawe, jak by ten temat sprzedały rodzime tabloidy. W tej brytyjskiej aferze jest bowiem wszystko, co kolorowa prasa kocha - dramat ludzi, tych podsłuchiwanych i dziennikarzy - tych zwalnianych. Są wielkie pieniądze i związki z politykami. Lecą głowy i żądania kolejnych, łącznie z głową brytyjskiego premiera.

Lepiej źle niż wcale, czyli kto i po co potrzebuje tabloidów

Medialna nekrofilia

Polskie tabloidy "Fakt" i "Super Express" też słyną z przekraczania różnych granic. Może tylko nie tymi metodami, jakie stosowano w "News of the World". Chociaż złośliwi mówią, że to tylko kwestia pieniędzy. I naszych bulwarówek po prostu nie byłoby stać na takie masowe przekupstwo i hakerstwo. U nas, jeśli się wstrząsa ludźmi, to inaczej. Jednym z pierwszych wstrząsów, który wywołał temat granic, jakich media, nawet te kolorowe, nie powinny przekraczać, była publikacja na pierwszej stronie "Super Expressu" zdjęcia martwego dziennikarza TVP Waldemara Milewicza, zabitego w Iraku. Tylko jeszcze jedna z gazet poszła tym tropem i też zamieściła zdjęcie. Reszta mediów solidarnie je zbojkotowała. Choć jak dochodziły słuchy, w niektórych redakcjach była pokusa, żeby je zamieścić.

Andrzej Grabowski: Komedia jest bardzo poważną sztuką

Dzisiaj ta medialna nekrofilia uprawiana jest w tabloidach na różne sposoby. Wystarczy wspomnieć o niedawnym fotomontażu, przedstawiającym martwego arcybiskupa Józefa Życińskiego w trumnie. Podpis pod zdjęciem zapowiadał, że tak mniej więcej będzie arcybiskup ubrany w trumnie. Niedawno też obie bulwarówki zamieściły serię zdjęć z pogrzebu... babci Tomasza Kammela. Obficie pokazując czyjś rodzinny ból, w nadziei, że się dobrze sprzeda. Po tragedii smoleńskiej w obu kolorowych gazetach ścigano się na zdjęcia i fotomontaże, które porażały.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

W obronie "zwyklaka"

Tabloidy karmią swoich czytelników frazesami, że stają w obronie zwykłych ludzi, ale to one potrafią tym "zwyklakom" - jak w swoim żargonie ich nazywają - przetrącić życie. W 2006 roku "Fakt" zamieścił zdjęcie 14--latki, ofiary zbiorowego gwałtu. Koledzy najpierw dziewczynkę upili, potem zgwałcili, a zdjęcia wstawili do internetu. Tabloid je zamieścił. Nastolatkę można było na zdjęciu rozpoznać. Adwokat, który reprezentował ją potem w sądzie, dowodził, że te zdjęcia stygmatyzują dziewczynkę na całe życie. "Fakt" się co prawda tłumaczył, że fotki były najpierw prezentowane w internecie, a dopiero potem u nich, ale sąd nie uznał tego za fakt łagodzący i nakazał zapłacić wydawcy 200 tys. zł zadośćuczynienia. Innym razem ten sam tabloid tekst o pedofilu zilustrował zdjęciem niewinnej osoby. Tu również sprawa zakończyła się procesem, wygranym przez ofiarę bulwarówki. Kiedy się pojawiła sprawa kardiochirurga dr. Mirosława G., na drugi dzień po konferencji prasowej ministra Zbigniewa Ziobry "Fakt" bił po oczach wielkim tytułem "Doktor śmierć", a w tekście znalazła się fraza, że zabijał w rządowym szpitalu. Dr G. wywalczył w sądzie 150 tys. zł zadośćuczynienia.

Magda Steczkowska: Siostra to nie jest dobry pomysł na lansowanie

Mniej dramatyczny wydźwięk miała historia z jeziorem pełnym wódki, opisana w "Fakcie". Mieszkańcy wsi Bracholin przeczytali o sobie, że "rzucają się na kolana i na czworakach jak zwierzęta chłepcą wodę z jeziora". Wcześniej, jak się okazało, naiwnie pozowali do fotki przy jeziorze, wierząc, że powstaje o ich okolicy materiał krajoznawczy. Tak im w każdym razie powiedziano. Tymczasem w artykule sugerowano, że jezioro w tej wsi zawiera alkohol, a okoliczni chłopi chłepcą go, wiadomo jak.

Najchętniej jednak polskie tabloidy biorą na widelec rodzimych celebrytów. Najgłośniejszą do tej pory ofiarą jest senator, scenarzysta i adwokat Krzysztof Piesiewicz. Chodziło o publikację przez "Super Express" zdjęć z filmu zakupionego od szantażystów senatora. Zdjęcia mocno kompromitowały polityka. W swoim domu Piesiewicz był bowiem ubrany w sukienkę i wciągał do nosa jakiś biały proszek. Można różnie oceniać zachowanie senatora, ale sam zakup czegoś od szantażystów, czyli przestępców, budzi nie tylko wątpliwości.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Nagi biust pod ochroną

Był czas śledzenia aktorek i piosenkarek na plażach. W ten sposób kilka z nich pojawiło się na zdjęciach bulwarówki w stroju topless. Anna Mucha, Małgorzata Kożuchowska czy Justyna Steczkowska zostały przyłapane przez paparazzich na plażach Egiptu i Grecji, kiedy się opalały półnago. Zdjęcia zrobione z ukrycia zdobiły potem pierwsze strony tych gazet. Wszystkie trzy celebrytki poszły z toplessem do sądu i wygrały z tabloidem, dostając całkiem niezłe finansowe zadośćuczynienia.

Piotr Adamczyk: Zamiast tańca z gwiazdami - mam gwiazdy na kasku

Były też majtkowe historie, przez które przeszły Justyna Steczkowska i Doda. W jednym i drugim przypadku pisano, że gwiazda nie ma na sobie majtek. Doda, która lubi skandalizować, tym razem uznała, że to o jeden krok za daleko, po tym jak "Fakt" napisał, że na gali Telekamer w 2008 roku nie miała pod sukienką bielizny. Tabloid prezentował zdjęcie piosenkarki z wysuniętą nogą z sukni i kawałkiem pachwiny. Sąd orzekł, że artystka jednak miała na sobie majtki. Sprawa zakończyła się tym, że sąd zmniejszył wysokość żądanego zadośćuczynienia ze 100 tys. do 25 tys. zł.
To podglądactwo stało się dla tabloidów zbyt kosztowne. Dziś można więc zobaczyć już Justynę Steczkowską na pierwszej stronie w bikini.

Czasami uprawia się w tych kolorowych pisemkach cynizm troskliwy. Oto mamy zdjęcia Edyty Górniak, na których piosenkarka nie wygląda najlepiej. Zrobione są z ukrycia, w momencie kiedy odpoczywa gdzieś w lesie, bez makijażu, na całkowitym luzie. Jaki jest tytuł nad zdjęciami? No właśnie: Górniak pięknieje na wsi.

Często pokazywane są zbliżenia nóg jakiejś celebrytki, na których widać cellulit, a można przeczytać, jak piękne są to nogi.

Marek Kondrat: Młodość? Teraz jest mi najlepiej

Zdarzało się też wmawianie gwiazdom dziecka w brzuch. Przeszła przez to np. Joanna Brodzik. Jeszcze kilka lat przed jej ciążą jeden z tabloidów informował, że aktorka spodziewa się dziecka, sugerując, że na zdjęciu ma zaokrąglony brzuszek. Brodzik nie wytrzymała i poszła z tym do sądu, twierdząc, że te kłamliwe informacje rujnują jej karierę zawodową, ponieważ filmowcy wycofują się z wcześniejszych propozycji.

Teraz jest moda na ściganie aktorów pijących. Andrzej Chyra to od kilku lat ulubieniec paparazzich. Często w bulwarówkach pojawiają się jego zdjęcia z informacją, gdzie, z kim i jak pije. Dość obrzydliwy był zamieszczony pod fotką na okładce podpis "Chyra zalany na imprezie". Na zdjęciu aktor wyglądał jednak jak człowiek stuprocentowo trzeźwy. Kilka stron dalej była już inna fotka aktora, z plamą od wody na ubraniu. O takie zalanie chodziło. Ale okładka sugerowała coś innego.
Teraz królem imprez dla nich jest Borys Szyc. Ale nie ograniczają się do pokazywania go ze szklanką czy butelką. Pewnego dnia można było przeczytać na pierwszej stronie: "Szyc się znęca nad narzeczoną?". Kilka stron dalej wyjaśniano, że to było znęcanie się przez chrapanie. I tak można by jeszcze wymieniać...

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Niektórzy mówią, że celebryci czasami winni są sami, bo wcześniej flirtują z tymi kolorowymi gazetami. Ale nie wszyscy. A już na pewno nie Chyra, Brodzik czy Szyc. Za to flirtują politycy. I to często na ostro. Nie zawsze z happy endem. Doświadczył tego Kazimierz Marcinkiewicz. Najpierw jako gwiazda tabloidów został przez nie wykreowany na najpopularniejszego premiera w Polsce po 1989 roku. Ale od momentu kiedy w jego życiu pojawiła się Isabel, którą były premier się pochwalił "Super Expressowi", przyłapany na zakupie pierścionka, przestał być pieszczochem. Romans niczym brazylijska telenowela ośmieszył go na tyle, że stał się początkiem jego politycznego końca. Potem były premier skarżył w programie Tomasza Lisa, że "tabloid jest jak buldożer, który bezmyślnie burzy wszystko, co ma przed sobą".

Andrzej Chyra: Pięćdziesiątkę trzeba będzie wziąć na klatę

Nelly Rokita też opowiada różne rzeczy bulwarówkom. Nie przeszkadza jej tytuł nad własnym zdjęciem "Dla męża jestem nikim". W TOK FM stwierdziła, że tabloidy są potrzebne.

Fala krytyki spadła na głowę premiera Donalda Tuska, który w pierwszych tygodniach swojego urzędowania pospieszył redagować przez jeden dzień "Fakt". Potem się tłumaczył, że obiecał im to dwa lata wcześniej. Ustawki, czyli zdjęcia na polityczne zamówienie w tabloidach, pojawiają się często, i to polityków od prawa do lewa, nie tylko Jarosław Kaczyński z bratanicą Martą i jej dziećmi, ale też prezydent Bronisław Komorowski, jak składa swojej mamie w jej mieszkaniu życzenia. Inni uprawiają pod okiem tabloidu jogging, pielą w ogródku albo prezentują goły tors na plaży. To ma ocieplać wizerunek. I ociepla, dopóki nie zostanie uruchomiony buldożer...

Adam Nowak, lider zespołu Raz Dwa Trzy: Kiedy wolę milczeć

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie