Sztuka Jedzenia: Czy można w Wielkim Poście żywić się tylko sztuką? ROZMOWA z Klaudią Jarecką

rozm. Gabriela Pewińska
Klaudia Jarecka - Jedzenie i patrzenie na piękno... Jedno i drugie to jak wchłanianie światła Archiwum prywatne
O tym czy można w Wielkim Poście żywić się tylko sztuką z Klaudią Jarecką, gdynianką, ubiegłoroczną absolwentką Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu na kierunku Malarstwo, współzałożycielką grupy OKO działającej w obszarze sztuki performance i form przestrzenno-dźwiękowych, rozmawia Gabriela Pewińska.

Mamy Wielki Post. Zamiast obiadu może wizyta w galerii? Zamiast pasztetu na talerzu, pasztet na obrazie? Choćby ten z "Martwej natury z pasztetem z indyka" Pietera Claesza. Na stole: indyk z kwiatem pomarańczy w dziobie, ostrygi, cytryny, chleb, oliwki, winogrona, wino, no i ten pasztet jak tort, formuła dania bardzo ceniona w siedemnastowiecznej gastronomii.
Obrazami Pietera Claesza można się najeść nawet wtedy, gdy jest się bardzo głodnym. Można się nimi żywić zgłębiając technikę malarską, kompozycję, zestawienia, precyzję oddania materii, grę świateł i soczystość pojawiającego się na nich jedzenia. Obrazy Claesza przedstawiają przeważnie sytuacje śniadaniowe, posiłki codzienne, ale i bankiety. Nie pozbawione akcentów symbolicznych ujawniają walory poetyckie. Pieter Claesz cieszył się wielką popularnością za życia i miał wielu naśladowców.

Na wspomnianej "Martwej naturze z pasztetem z indyka", kwiat pomarańczy w dziobie indyka każe ponoć wnioskować, że to biesiada związana z uczczeniem związku małżeńskiego, sól i pieprz symbolizują tu "pikantne aspekty małżeństwa".
Jedzenie, które zostało oddane z taką precyzją, musi być połączone ze znajomością prezentowanej materii. Przypuszczam, że Claesz należał do smakoszy. Kiedy oglądam jego dzieła, niestety, czuję głód...

Chwytasz za telefon i zamawiasz pizzę?
Momentami tak to się kończy...

Na Wielki Post poleciłabym zatem jego inną, eksponowaną w berlińskiej galerii, martwą naturę. Na niej dwa przewrócone kielichy i jedna, biedna oliwka.
Claesz może być zatem malarzem idealnym także na czas pasyjny. Na jego obrazach pojawia się vanitas: alegoria kruchości naszego, człowieczego życia. Na swoim płótnie "Martwa natura z vanitas" wyeksponował czaszkę...

Ale symbolami przemijania były też na dawnych obrazach sery i cytryny. Ser, bo jest, jak życie, nietrwały?
Cytryny, towar ekskluzywny, jedzone były z rzadka. Symbolizowały więc skromność, umiarkowanie...

Sztuka sztuką, w życiu Wielki Post kiedyś oznaczał chleb maczany w oliwie, śledzie i ciastka zwane wiekuistymi. Jadło się je nawet pół roku po upieczeniu.
Śledzie występują też na obrazie Claesza.

Wędzony jest głównym bohaterem martwej natury Georga Flegela. Towarzyszą mu kielich wina, bochen chleba, pory i... czarny, wielki żuk. Co on tam robi na tym stole?
Bez niego obraz nie miałby takiej mocy. W czasach Flegela, czyli w XVI wieku, na terenie chrześcijańskiej Europy - żuk symbolizował tak samo jak wino, chleb i ryba - Jezusa Chrystusa.

Posiłki na płótnach Claesza to uczty, z reguły, skończone. Po sprawie. Po herbacie. Koniec zabawy.
Patrzenie na niektóre z nich jest więc niczym umartwienie.

Można żyć tylko sztuką?
Motyw jedzenia w malarstwie jest tematem obecnym od samych narodzin sztuki. Jedzenie jako podstawa ludzkiego życia, jako życia podtrzymanie. Potem jako dekoracja, ornament. Mniej więcej od baroku zaczyna być tematem samodzielnym. Współcześnie temat jedzenia często pojawia się w sztuce, jedzenie jako symbol, jedzenie jako alegoria, jedzenie jako budulec dzieła.

Różne są te budulce. Jedna japońska artystka tworzy biżuterię z ludzkich łez. Widziałam kiedyś wystawę ceramiki z makaronu.
Wolfgang Laib wykorzystuje w swojej sztuce naturalne materie: pyłki kwiatów, mleko, ryż, pszczeli wosk. Jego sztuka ma właściwości odkrywcze, odżywcze - możemy ją poczuć jeśli wytężymy nasze zmysły - wzrok, słuch, węch, dotyk. Każdy z tych zmysłów pozwala nam się, w pewnym sensie, najeść.

Kiedyś pisałam o pewnym szaleńcu, który postanowił, że będzie się żywił tylko światłem.
Ostatnio miałam okazję zobaczyć The Light Show w Hayward Gallery w Londynie. To wystawa na temat światła. Szczególnie niezwykła była instalacja Carlosa Cruz-Dieza - intensywne doznanie koloru. To przebywanie w przygotowanej specjalnie dla widza przestrzeni, czucie podładowania emocjonalnego, ciepła wpływało kojąco. Tamto doświadczenie było dla mnie pewnym potwierdzeniem, że jedzenie i patrzenie na piękno są bardzo bliskie sobie, jedno i drugie to jak wchłanianie światła.

Ale patrzenie na obrazy, nawet tak smakowite jak "Talerz daktyli" Bimbiego, jednak nie wystarczy.
Od razu przypomina mi się film "Uczta Babette". W świetny sposób pokazuje jak sztuka daje nam jeść. Każdy kadr to niezwykłe obrazy martwych natur z jedzeniem w roli głównej. Oglądając ten film czuję radość z patrzenia, bardziej niż jeść chcę cieszyć się jedzeniem. Fascynuje mnie główna bohaterka, żyjąca z pasją, delektująca się najprostszym daniem. Trafiając do odizolowanej wioski zamieszkanej przez purytańską społeczność stopniowo wprowadza ich w świat odczuwania nowego smaku, przygotowuje im ucztę życia. Nie było to łatwe. Ich podejście do życia, w tym jedzenia świetnie oddaje cytat: "W dzień naszego Mistrza ochędożymy języki nasze ze smaku wszystkiego, a oczyścimy je z rozkoszy i obrzydliwości zmysłów, dla wyższych rzeczy trzymając je i zachowując dla wychwalania i dziękczynienia".

Mimo wszystko poddali się Babette. Była prawdziwą artystką.
A "wielki artysta nigdy nie jest biedny" - to była jej maksyma.

Jednak byli artyści, którzy malując jedzenie nie mieli co jeść. Sztuka nie wystarczała.
Pamiętam pewien film dokumentalny o odstąpieniu od życia doczesnego, zagłodzeniu się na śmierć. Obraz powstał na bazie notatnika 40-letniego mężczyzny, który postanowił popełnić samobójstwo rezygnując z jedzenia. Pisał "w plecaku mam wszystko, co potrzebne mi do samobójstwa". Buduje namiot z folii i gałęzi, zabiera ze sobą kilka książek - Becketta, Dantego, trochę leków przeciwbólowych, świece i radio. Pije tylko deszczówkę. Nie dowiadujemy się co skłoniło go do tej decyzji. Zawsze wszystko zależy od tego do czego artysta, czy człowiek w ogóle, zmierza. Jednym sama sztuka daje możliwości życia i korzystania z jego smaków, innych skazuje na głód, pozostają niezauważeni. Ale, jak powiedziała wcześniej Babette: Na całym świecie rozbrzmiewa wołanie artysty: pozwólcie mi dać z siebie wszystko.

Tworzyć, by jeść. Dziś nie wszyscy artyści umierają z głodu...
Damien Hirst - brytyjski twórca, znany jest ze swoich kontrowersyjnych dzieł, choćby takich jak "Let's Eat Outdoors Today", gdzie - szczelnie zamknięte - grillowanie zostało przeniesione do galerii. Krzesła ogrodowe, resztki jedzenia na stole oraz tysiące zdechłych i żywych much. Prace swoje sprzedaje za olbrzymie pieniądze.

Trudno uwierzyć.
Kolejny artysta, Jeff Koons, który kontynuuje idee dadaizmu i popartu w swoim malarstwie poruszając problematykę konsumpcjonizmu. Jedzenie, precyzyjnie oddane na płótnie, po części jest zasłonięte przez seksowne nogi... Jest aktualnie jednym z najbogatszych artystów, więc podejrzewam, że jego kuchnia jest równie bogata. Jednak wielu twórców zmarło nie docenionych za życia, funkcjonując cały czas w nędzy. Zdobywanie uznania trwało latami lub w ogóle nie nadeszło.
Pierwsze lata w Paryżu Picassa były tak marne, że cieszył się, gdy… kot przyniósł mu kawałek znalezionej gdzieś kiełbasy.
Przykładem raczej wszystkim znanym jest historia Vincenta van Gogha, który stworzył ponad dwa tysiące dzieł, ale niestety nie udało mu się sprzedać zbyt wiele za życia. Artysta długo był na utrzymaniu brata.

Nie wiadomo czy coś jadł, wiadomo, że był uzależniony od absyntu.
Myślę, że czasem sztuka wystarczy, ale zanim zaczniemy żyć z założeniem życia z niej, może warto się zastanowić co chcemy przekazać i czy jest to szczere, nasze. Wiele tutaj wynika ze świadomości, samoświadomości i ciągłej ciekawości, nienasycenia.

Są dzieła malowane z głodu?
Głód określiłabym jako fizyczny rodzaj cierpienia albo jako niedosyt związany z intelektem, doznaniem. Myślę, że głodnych intelektualnie artystów jest bardzo wielu. Głód pojawia się również u wymagającego i dociekliwego widza - uważnie ucztującego. Głód piękna, głód treści. Od razu pomyślałam o Henri Rousseau zwanego Celnikiem Rousseau (1844-1910). Obrazy malował, aby zarobić na utrzymanie, żył dość skromnie, ale malarstwo sprawiało mu wiele przyjemności, sama świadomość, że jego obrazy są podziwiane dawała mu zapewne wiele siły życiowej.

Picasso z Apollinairem urządzili na jego cześć wielką ucztę. Zamówili ogrom jedzenia i zaprosili tłum ludzi. Jednak jedzenia nie przyniesiono... Kochanka Picassa miała na szczęście półmisek ryżu á la Valenciennes.
Bankiet miał być pysznym żartem Picassa. Tu nie tyle ważny był ryż co integracja między artystami. Dzięki niej problem głodu fizycznego myślę, nie istniał.

A jednak przy jednym z artystów znaleziono nad ranem na wpół zjedzone pudełko zapałek...
Wolę myśleć o artyście głodującym intelektualnie, kimś takim jak Louise Burgeouis, która tworzyła do końca życia z taką pasją i nienasyceniem, że owocnie pracowała prawie do 100 lat! Każdemu życzę takiej energii twórczej, takiego głodu!

Co rzeźbiła?
Jednym z głównych motywów jej dzieł był pająk. Hołd składany przez artystkę matce - z zawodu tkaczce.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie