Szpital na złoty medal

    Szpital na złoty medal

    Jolanta Gromadzka-Anzelewicz

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Pracownicy Szpitala Miejskiego w Gdyni mają powód do dumy, a leczeni w nim pacjenci do zadowolenia. Placówka jako pierwsza w Trójmieście i czwarta na Pomorzu (po Kościerzynie, Chojnicach i Wejherowie) zdobyła akredytację krakowskiego Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia. To coś w rodzaju "zdrowotnego paszportu" do Europy.
    Co to oznacza dla pacjentów? - Przede wszystkim bezpieczeństwo wynikające z faktu, że wszystkie zabiegi, którym są poddawani, odbywają się zgodnie z procedurami - twierdzi Marek Labon, zastępca dyrektora szpitala.

    - Oto przykład. Pacjent po zabiegu transportowany jest z bloku operacyjnego na oddział. Czeka go podróż windą. A winda może nagle utknąć między piętrami. Czekając aż ruszy, chory może stracić przytomność.
    Akredytacja oznacza, że na pewno nie będzie chorego wiozła salowa, a konkretna osoba z personelu medycznego przygotowana do podjęcia reanimacji. I że nic złego mu się w szpitalu nie ma prawa stać.

    Za każdą czynność w stosunku do pacjenta, np. podanie leku czy kroplówki odpowiada nie anonimowy pracownik szpitala, a konkretna osoba z imienia i nazwiska. "Miejski" to placówka specyficzna, bo to szpital ratunkowy. Ma 13 oddziałów, słynną na całe Trójmiasto ortopedię, neurologię z pododdziałem udarowym, od niedawna własne Centrum Zawałowe. Rocznie leczy ok. 19 tys. chorych, głównie mieszkańców Gdyni. Zdobył ich zaufanie.

    Kolejny egzamin za trzy lata


    Dr Lidia Kodłubańska, dyrektor Szpitala
    Miejskiego w Gdyni

    Zdobycie tej akredytacji okupione jest niezwykle ciężką pracą całego personelu naszego szpitala. W ciągu czterech lat, od kiedy kieruję tą placówką, udało się nam zdobyć certyfikat zarządzania ISSO, a następnie akredytację.

    Centrum stawia szpitalom ubiegającym się o nią niezwykle wysokie wymagania.
    Były bardzo trudne do spełnienia, ponieważ szpital mieści się w budynkach, które liczą ponad 80 lat. Wynikające z tego niedostatki nadrabiamy dobrą organizacją pracy. Musimy się starać, bo akredytacja jest tylko na trzy lata.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo