Szkiełko, oko, skrzydło, stodoła

Dariusz Szreter, szef magazynu "Rejsy"
Dariusz Szreter
Dariusz Szreter
W czasach ekspansji rock'n'rolla i towarzyszącej jej rewolucji obyczajowej jedna z londyńskich popołudniówek pytała dramatycznie: "Czy pozwoliłbyś swojej córce chodzić z muzykiem zespołu Rolling Stones?". To pytanie, przetransponowane na dzisiejsze polskie realia, mogłoby brzmieć: Czy pozwoliłbyś swojemu ekspertowi zasiąść przy jednym stole z profesorami Biniendą, Rońdą i Otrębskim? Chodzi oczywiście o ocierające się o kabaret wypowiedzi członków tzw. zespołu Macierewicza i spółki na temat źródeł ich wiedzy "eksperckiej", nabytej w dzieciństwie w oparach kleju modelarskiego.

Po wycieku zeznań z prokuratury pojawiło się pytanie o sensowność dopuszczenia takich "fachowców" do naukowej debaty na temat przyczyn katastrofy smoleńskiej, którą pod skrzydłami PAN chce organizować prof. Kleiber.

Oczywiście nie wszyscy dostrzegli w tym blamaż. Pan prezes Kaczyński na przykład uznał, że wypowiedzi ekspertów zostały wyjęte z kontekstu. Oczywiście, że tak! Kontekst jest od lat niezmienny: wszystko, co ma na celu odsunięcie od władzy zdradzieckiego reżimu Tuska i przybliżenie momentu, gdy ojczyznę wolną raczy nam zwrócić Pan, jest godne i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne, niezależnie od tego jak byłoby absurdalne.

I tu dochodzimy do sedna problemu, mianowicie zderzenia absurdu z regułami demokracji.
Nowoczesna demokracja to dziecko Oświecenia, epoki rozumu. Jej założeniem jest więc nie tylko przekonanie o tym, że lud powinien móc sam decydować, co dla niego najlepsze, ale też że te decyzje będzie podejmować w oparciu o racjonalne przesłanki. Mało tego, dodatkowo zakładano, że ów lud ma naturalną chęć i potrzebę poznawania świata w sposób racjonalny i należy mu tu ułatwić, między innymi poprzez upowszechnienie szkolnictwa. Ale także prasy, która rozwinęła się w tamtym czasie jako środek szerzenia informacji, ale również wymiany i ścierania się opinii.

Pierwsze przesłanki tego, że mamy do czynienia z utopią, przyniosła rewolucja francuska, dokonana w imię najszczytniejszych ideałów, w efekcie przynosząca dyktaturę, krwawy terror, a w końcu upadek republiki i dojście do władzy Napoleona, osobnika, który wywołał megajatkę na całym niemal kontynencie.

Po Oświeceniu nadszedł Romantyzm, z jego spostrzeżeniem, że "czucie i wiara silniej mówi (...) niż mędrca szkiełko i oko". I tak od dwóch stuleci te dwa stanowiska się ścierają. "Szkiełko i oko" przyniosły wprawdzie ludzkości niezwykły skok technologiczny, ale w naukach społecznych sprawdzają się w najlepszym razie tak sobie. Zresztą kto czytał "Obecność mitu" Leszka Kołakowskiego, ten wie, że ostateczne korzenie racjonalizmu leżą poza zasięgiem ludzkiego rozumu. Czyli jest to także jakiś rodzaj czucia i wiary.

Choć więc w steranej wojnami Europie i kilku innych, co przyjemniejszych miejscach na świecie zapanowała demokracja, doprawdy trudno jednoznacznie określić ją jako oświeconą. Partie piszą mniej lub bardziej racjonalne programy, angażują think tanki, umawiają się na debaty wyborcze, ale ostatecznie wiadomo, że o wyniku kampanii może zadecydować to, który z kandydatów obieca więcej gruszek na wierzbie, palnie większą gafę albo lepiej będzie udawał "swojaka". Innymi słowy, skuteczniej dotrze do emocji elektoratu.

A jednak, z jakiegoś dziwnego powodu, nawet ci, którzy nie dają sobie wmówić, że "białe jest białe, a czarne jest czarne", uznają za korzystne, by mieć po swojej stronie osoby z tytułami profesorskimi. No dobrze, ale jak to wszystko ma się do debaty z udziałem specjalistów od wybuchających stodół i obserwacji skrzydeł samolotu z pasażerskiego fotela? W demokracji mają sprzyjające sobie media, które szczegółowo omawiają rewelacyjne wyniki ich badań i z którymi mogą się dzielić obawami o swoje życie. Czy to jednak wystarczająca przesłanka, by zapraszać do naukowej debaty? Jeśli taka jest wola ludu - jest.

Cóż, wiara w demokrację, jak każda prawdziwa wiara, wymaga poświęceń. Czasem też jej kultywowanie wiąże się z podejmowaniem pewnych, zdawać by się mogło, bezcelowych czynności rytualnych. A na końcu zawsze pozostaje wiara w cud. Nauka zna i takie przypadki.

Treści, za które warto zapłacić! REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI

Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 6

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

N
Nairam

Profesora wśród nich nie znajdziesz a sam Lasek jest zaledwie adiunktem
na PW - ale tupetu mu nie brakuje.

w
wwww

Starszym czytelnikom przypomina to Trybunę Ludu ewentualnie Żołnierza Wolności (sic).
Niech Pan zainteresuje się jaki dorobek naukowy mają eksperci komisji pana Laska

E
Egon

sam z siebie robi durnia.

K
Krytyk

I wtedy można wypisywać dowolne dyrdymały jak np. ten: "Z jakiegoś dziwnego powodu ci .... uznają za korzystne, by mieć po swojej stronie osoby z tytułami profesorskimi." A cóż to za dziwny powód, panie Szreter? Czy to nie jest lepszy wybór niż wybór poglądów osoby z przeciwsłonecznymi okularami - i pustką w głowie? Pragnę Pana poinformować, że na tytuł profesora trochę trzeba popracować a żeby zostać felietonistą Dz. Bałt. wystarczy założyć na głowę przeciwsłoneczne okulary i pisać prawomyślne - zgodne z linią tej gazety - bzdety na temat rzekomego blamażu prezesa PAN prof. Kleibera i wiele innych bałamuctw.

P
Polihistor

dajże Pan spokój.
Już dawno wyjaśniono manipulację, na którą się Pan nonsensownie powołuje (ale trzeba czytać, panie, czytać! to podstawa bycia należycie poinformowanym!).
Sprzeczać się z Panem wszakże nie ma sensu, więc napiszę tylko to, co Pańskiemu koledze obok.
Dzisiejszy układ nie będzie trwać wiecznie.
Młody Pan jeszcze jesteś i całe życie przed Panem.
Czy warto robić z siebie pośmiewisko?
Myśli Pan, że ogół zapomni Panu takie - i podobne - elukubracje?
Co, wyprowadzi się Pan na Karaiby i będzie pisywał - na przykład - w papiamento? Już to widzę. Polihistorem Pan nie jesteś, jak można się było o tym wielokrotnie przekonać.
Zbastuj Pan.
I - tu już radzę litościwie - nie bierz się Pan za ocenianie ludzi, których kwalifikacji nijak Pan ocenić nie możesz, i za bezsensowne urąganie im.
Bo zwraca się ono przeciwko Panu, i tyle ma sensu, co kserksesowe chłostanie Hellespontu, albo - dajmy na to - wygrażanie Panu Bogu pięścią z podwórka.
Są siły, ale też też i ludzie, których Panu nie sięgnąć - nawet słowem.
No, napisał Pan, powiedział swoje - i co z tego?
Co , Kochany Panie, z tego? :-)

A
AJB

Ja bym swojej córce z red. (POnoć "niezależnym" dziennikarzem, chyba dlatego że napisze wszystko, niezależnie co mu każą?) Szreterem chodzić nie pozwolił! Przenigdy!Nawet gdyby była brzydka niczym trzynaste dziecko Baby Jagi. Dodam że też uważam się za "dziecko" Oświecenia i Renesansu, tak jak demokracja w jego wydaniu. A mam też swoje zdanie na temat "mianowanego" przez jego idola na eksperta specjalisty od robienia aktualnej władzy LASKA?/ki?

Dodaj ogłoszenie