Szeryf, pijak i dziewczyna - recenzja filmu "Prawdziwe męstwo"

Henryk Tronowicz
"Prawdziwe męstwo", western braci Coen to udany powrót do klasycznych wzorów gatunku.

Western to bajka rdzennie amerykańska. Poza Ameryką western korzeni nie zapuścił. Co innego kult westernu. Ten przez dziesiątki lat trwał na wszystkich kontynentach. Wszelako do czasu, kiedy heroiczny mit westernu zaczęto nagle uważać za naciągany i zaczęto go poddawać rewizji (tak jakby można rewidować treść mitów i bajek).

Lecz opowieści o Dzikim Zachodzie były kręcone nadal, tyle że bez forsowania triumfu dobra nad złem "za wszelką cenę" (ten nowy nurt nazwano antywesternem).

Wiadomość, że za kręcenie westernu zabrali się Joel i Ethan Coenowie, mogła sugerować, że znani z przewrotności filmowcy rozprawią się z konwencją westernu raz na zawsze. Kulą w płot! Ich "Prawdziwe męstwo" to smakowity gatunkowy kąsek. Coenowie nie koloryzują obrazu Dzikiego Zachodu i chociaż przejawów dobra "za wszelką cenę" nie faworyzują, to ani przez chwilę nie zapominają o zasadniczym przesłaniu westernu.

Nie rezygnują też z klasycznych atrybutów gatunku. Od zbrodniczej intrygi przechodzą do wątku zemsty i kary, a równocześnie silnie eksponują motyw społecznego zobojętnienia na zło i zatratę poczucia interesu wspólnoty, w której każdy pilnuje wyłącznie własnego interesu.

Toteż i niemal w każdej scenie filmu wybuchają drastyczne moralne konflikty. A kiedy dochodzi do porachunków z użyciem broni palnej, nie pogardza się strzałem w plecy. Starzejący się, zgorzkniały szeryf nosi w tym filmie przezwisko "Stary Kogut". To podatny na korupcję, smętny pijaczyna. Kiedy czternastoletnia dziewczyna, której zamordowano ojca, najmuje go do ścigania mordercy, mniema, że zatrudnia herosa.

Jest w tym filmie kilka scen rozegranych imponująco. Pirotechnik ma w "Prawdziwym męstwie" pełne ręce roboty. Co rusz dochodzi do rąbanki ze sztucera i z colta.

Nie brak też w "Prawdziwym męstwie" rodzynków właściwych poetyce kina Coenów. Oto przelotny epizod egzekucji trzech łotrów pod szubienicą. Każdy ze skazanych na stryczek ma prawo wypowiedzieć ostatnie słowo.

Jeden ogłasza, że zabił nie tego faceta, którego zabić miał. Drugi, że poszło o scyzoryk. Trzeci ledwo słowo wykrztusza, a kat już zarzuca mu kaptur na głowę i nie pozwala mu zdania dokończyć. Po swojemu bracia Coen szydzą z handlarza targującego się o pięć groszy z małolatą, ta jednak nie daje za wygraną i oświadcza: "Jeśli płacę, to wymagam!".

U nas pierwsza wersja filmu "Prawdziwe męstwo" (sprzed 40 lat), niepostrzeżenie przemknęła w telewizyjnym maglu. Rolę szeryfa - jednookiego "Koguta" z opaską na oku - zagrał wtedy John Wayne i dostał za swoją kreację Oscara. "Kogutem" u Coenów jest Jeff Bridges, który Oscara zainkasował w roku ubiegłym (za film "Szalone serce"). Aktor uzyskał nominację także w tym roku, za replikę roli Johna Wayna.

Jeżeli "W samo południe" (1952) zasłużyło na miano westernu filozoficznego, to "Prawdziwe męstwo" pretenduje do miana westernu elegijnego. Coenowie przywracają westernowi gatunkową niewinność.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie