Szczyt przełomu. NATO wreszcie będzie w Polsce

Agaton KozińskiZaktualizowano 
Od przyszłego roku na terenie Polski będzie stacjonować grupa bojowa NATO. Decyzja o jej rozmieszczeniu na terenie wschodniej flanki to dowód na wyraźną zmianę w sposobie myślenia sojuszu. I dowód jego żywotności

Suwałki - wszystko wskazuje na to, że właśnie o tym mieście na zaczynającym się w piątek w Warszawie szczycie NATO będzie się mówiło najwięcej. Wszystko dlatego, że podczas dwudniowego spotkania przywódców państw tworzących sojusz (a także przywódców krajów z nim współpracujących) najwięcej będzie się mówić o zagrożeniu terytorium państw natowskich ze strony Rosji. A skoro realnie rozważa się ryzyko ataku ze strony Rosjan, to NATO musi opracować realny plan obrony tzw. przesmyku suwalskiego - małego fragmentu Polski, przez który przebiega najkrótsza droga z obwodu kaliningradzkiego do Białorusi. Gdyby Rosjanie na poważnie chcieli zagrozić sojuszowi, w tym miejscu uderzą w pierwszej kolejności - w ten sposób są w stanie połączyć własne terytoria, a przy okazji odciąć kraje bałtyckie od łączności z pozostałymi państwami sojuszu. A jeśli NATO poważnie myśli o obronie własnego terytorium, to o obronie przesmyku suwalskiego musi myśleć w pierwszej kolejności.

Podczas dwudniowego szczytu o Suwałkach będzie naprawdę dużo, bowiem NATO na poważnie bierze sygnały płynące zza wschodniej granicy. Szczyt potwierdzi wszystko to, co jest zapowiadane od dawna: że NATO działa i bardzo dosłownie traktuje artykuł piąty paktu północnoatlantyckiego. W tym celu na swojej wschodniej flance rozmieści cztery grupy bojowe (każda z nich ma liczyć 1000-1500 żołnierzy), po jednej w każdym z krajów najbardziej zagrożonych, a więc w Polsce, na Litwie, Łotwie i w Estonii. Innymi słowy, wokół przesmyku suwalskiego będzie czuwać z bronią gotową do strzału grubo ponad 2 tys. żołnierzy z krajów natowskich, a kolejna taka grupa będzie od niego oddalona maksymalnie o osiem godzin jazdy samochodem.

Czy takie skupisko wojska zatrzymałoby rosyjskie uderzenie? Nie. Obwód kaliningradzki to obszar silnie zmilitaryzowany. Stale stacjonuje tam kilkanaście tysięcy żołnierzy rosyjskich (a przynajmniej taka liczba pojawia się oficjalnie w mediach), których wspiera tysiąc czołgów i wozów opancerzonych. Do tego okręty wojenne, samoloty i rakiety Iskander. Od kilku miesięcy ten region jest jeszcze przez Rosjan dodatkowo wzmacniany, trwa tam rozbudowa bazy wojskowej. Być może po to, by zainstalować tam wyrzutnie rakiet z głowicami nuklearnymi - jak sugerował jakiś czas temu „New York Times”, mają się one tam pojawić w 2019 r.

Wojsko natowskie - gdyby przyszło mu zderzyć się z siłami rosyjskimi skupionymi wokół Kaliningradu - szans by nie miało. Ale też nie będzie jego rolą pokonanie przeciwnika. Rozmieszczenie czterech grup bojowych wokół okręgu kaliningradzkiego ma stworzyć nową jakość. Przecież żołnierze rosyjscy są tam od 1945 r. (w pewnym momencie stacjonowało ich tam nawet 200 tys.), natomiast oddziałów sojuszniczych nie było tam nigdy. W dodatku żołnierze NATO nie przyjeżdżają tam na ćwiczenia, manewry. Określenie „grupa bojowa” jest w tym przypadku bardzo istotne - podkreśla, że ci żołnierze są w każdej chwili gotowi do walki.

Warszawski szczyt, na którym oficjalnie zostanie ogłoszone rozlokowanie tych grup, będzie bardzo wyraźnym sygnałem na potwierdzenie intencji NATO. Sojusz zamierza wysłać wyraźny sygnał potwierdzający to, co jego szefostwo lubi podkreślać przy różnych okazjach: że NATO to najbardziej efektywna i skuteczna organizacja międzynarodowa na świecie. Do tej pory miała poważną konkurencję w postaci Unii Europejskiej, ale ostatnie tygodnie - czyli, z jednej strony, Brexit, a z drugiej, mocne deklaracje warszawskiego szczytu - pokazują, że NATO jest sojuszem mocnym, odpornym na działanie czasu i sił zewnętrznych. „Warszawski szczyt ma przełomowe znaczenie” - powiedział Andrzej Duda w jednym z wywiadów. To nie PR, lecz trafna ocena sytuacji.

Sygnałów potwierdzających jest wiele. Kilka miesięcy temu w Polsce było sporo spekulacji o tym, że przywódcy najważniejszych państw natowskich zbojkotują go, chcąc w ten sposób zaprotestować przeciwko stylowi rządów PiS. Nic takiego nie miało miejsca. Ani Obamie, ani Merkel, ani Hollande’owi nie przyszło do głowy, by osłabiać natowski kolektyw tylko dla celów demonstracji politycznej wymierzonej w jednego z jej członków. Już sama skala wyzwania, przed którym stało NATO, była potężnym zmartwieniem. Choćby w Niemczech, gdzie rząd jest wyraźnie pęknięty w tej sprawie, tworzące go CDU/CSU i SPD mówią zdecydowanie różnymi głosami. Czwartkowe wystąpienie Merkel w Bundestagu, w którym jednoznacznie poparła plany wzmocnienia wschodniej flanki NATO i wyraźnie wskazała Rosję jako źródło niestabilności regionu, to były ważne słowa. Także dlatego, że Niemcy są najbardziej aktywnym obrońcą tzw. aktu NATO - Rosja z 1997 r., w którym zapisano, że na terenie nowych krajów członkowskich sojuszu (czyli przyjętych do niego w 1999 r. i później) nie pojawią się „znaczące” siły sojuszu.

Polska od dawna podkreśla, że te zobowiązania są nieaktualne, gdyż były zawarte jeszcze przed tym, zanim staliśmy się częścią sojuszu, poza tym Rosja wcześniej sama złamała reguły ładu międzynarodowego, dokonując aneksji Krymu. Z kolei Niemcy twardo obstawali przy konieczności wywiązywania się z zapisów z 1997 r. W końcu stanęło na wersji kompromisowej. Wojska natowskie (grupy bojowe) pojawią się na wschodniej flance, ale ich liczba - według definicji stosowanych w traktatach międzynarodowych - jest niższa niż zapisy mówiące o tym, co oznacza termin „znaczące”.

To, że NATO traktuje ten szczyt priorytetowo i bezwarunkowo, może tylko cieszyć. Ale polskie władze będą do końca niepewne, w jaki sposób światowi przywódcy przyjmą zmiany zachodzące w ostatnich miesiącach w naszym kraju. Tempo, w jakim przez Sejm przechodziła ustawa o trybunale, wyraźnie sugeruje, że wolą dmuchać na zimne i mieć co odpowiedzieć Barackowi Obamie, gdyby ten zapytał o spór wokół TK. Choć i tak konferencja prasowa amerykańskiego prezydenta (zaplanowana na piątek) będzie słuchana niezwykle uważnie - także pod kątem naszego polskiego sporu politycznego.

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Materiał oryginalny: Szczyt przełomu. NATO wreszcie będzie w Polsce - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

o
on

No, a gdyby okazało się, że w Polsce "zagrożona jest demokracja" (a życzliwi w postaci kodowców i reszty oderwanej od koryta bandy zawsze się znajdą) to takie grupy bojowe zawsze mogą dostać zadanie "stabilizacji" i przywracania demokracji - tak jak "stabilizowano" Irak, Syrię, Libię.
Jeszcze do pełni bezpieczeństwa brakuje nam powołania armii europejskiej...i rozbiór gotowy.

a
aj waj

Karpie wreszcie doczekały się świąt bożego narodzenia.
Teraz spokojnie mogą sobie pływać brzuchami do góry.

Dodaj ogłoszenie