Świetlice w pomorskich szkołach są przepełnione. Raport NSZZ Solidarność

Jacek Wierciński
Z raportu wynika, że jeden wychowawca zgodnie z prawem przypada na maksymalnie 25 dzieci zaledwie w 11 proc. placówek, w pozostałych normą jest 30-40 uczniów, a - bywa... nawet setka
Z raportu wynika, że jeden wychowawca zgodnie z prawem przypada na maksymalnie 25 dzieci zaledwie w 11 proc. placówek, w pozostałych normą jest 30-40 uczniów, a - bywa... nawet setka Karolina Misztal
W szkolnych świetlicach na Pomorzu nagminnie łamane są przepisy. Z powodu zbyt licznych grup nie ma mowy o prowadzeniu zajęć, ale i o bezpieczeństwie. To wnioski z raportu przygotowanego przez związkowców z gdańskiej sekcji oświaty NSZZ Solidarność.

Raport powstał na podstawie ankiet przeprowadzonych w ponad stu szkołach na Pomorzu, ale też w Bydgoszczy i Toruniu. Autorzy raportu spodziewają się jak najszybszej reakcji nie tylko resortu edukacji i kuratoriów, ale i samorządów.

- Dzieci nie mogą być ściśnięte jak śledzie w beczce - apeluje Wojciech Książek, szef sekcji oświaty gdańskiej Solidarności. - Na ucznia powinno być co najmniej 2,5 metra kwadratowego powierzchni świetlicy, a ta norma jest nagminnie łamana. Zbyt mała liczba wychowawców z kolei to złamanie prawa, a sytuacja świetlic to patologia!

Z raportu wynika, że jeden wychowawca zgodnie z prawem przypada na maksymalnie 25 dzieci zaledwie w 11 procentach placówek, w pozostałych normą jest 30-40 uczniów, a - bywa... nawet ponad 100 dzieci na jednego pedagoga.

W 60 procentach świetlica to maksymalnie dwa pomieszczenia, nierzadko pełniące również funkcję stołówki, w których przebywają zarówno sześciolatki, jak i uczniowie np. szóstej klasy.

- Wychowawcy alarmują też, że zagrożone jest bezpieczeństwo dzieci, wówczas gdy tak licznie przebywają w jednym pomieszczeniu - tłumaczą autorzy raportu.

- Wyniki badania pokazują, że często świetlica szkolna mniej jest miejscem opieki i wychowania, bardziej przechowania dzieci. - grzmi Książek. - Jeszcze gorzej będzie po 1 września, kiedy do szkół na Pomorzu trafią wszystkie sześciolatki, nie tylko - jak dziś - te urodzone w pierwszej połowie roku. To będzie oznaczało dodatkowe tysiące uczniów - przestrzega związkowiec.

Czytaj również: Tłok w pomorskich szkołach. Sześciolatki czeka nauczanie na dwie zmiany

- Nie straszmy najmłodszych dzieci i rodziców szkołą - przekonuje Piotr Kowalczuk, wiceprezydent Gdańska ds. polityki społecznej, który jako jedyny samorządowiec uczestniczył we wtorkowej konferencji organizowanej przez związkowców.

Kowalczuk przekonuje, że ankiety Solidarności dotyczyły wyłącznie wycinka szkół - średnio w każdej z badanych 32 gmin trafiły do trzech szkół, gdy w samym Gdańsku podstawówek i gimnazjów, w których są świetlice, jest łącznie niemal 70.

- Średnia dzienna liczba uczniów w grupie świetlicowej wynosi w mieście 23,5. Ze względu na oczekiwania rodziców zwiększamy ofertę świetlicową co do liczb miejsc, propozycji zajęć i adekwatnej opieki specjalistów - informuje wiceprezydent.

Joanna Kluzik-Rostkowska, minister edukacji narodowej, głos w sprawie świetlic zabrała półtora roku temu - w grudniu 2013 r. zapowiadając wysłanie do szkół sześciolatków: - Opieka w świetlicy będzie dla wszystkich dzieci, zarówno dla tych, które przebywają w niej systematycznie, jak i korzystających z niej nieregularnie. Nie dzielimy dzieci. Każde ma prawo do opieki świetlicowej. Ważne jest, aby w miarę możliwości dzieci w świetlicy grupowane były według wieku - powiedziała minister, zapowiadając dodatkowe osoby mające pomóc nauczycielom w opiece nad dziećmi.

Związkowcy alarmują, że to do dziś niezrealizowana obietnica.

[email protected]

Treści, za które warto zapłacić! REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI

Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Proszę bzdur nie pisać bo dzieciaki na dyżury świąteczne na lato w mieście najchętniej i w soboty i niedziele rodzice by podsyłali kiedyś dzieci miały ferie wakacje wolne teraz siedzą w szkołach jak tak myślisz to zajmij się dzieckiem skoro urodziłas a nie kariera
W
Wychowawca świetlicy
To jest nieprawdopodobne że nauczyciel bije dzieci i używa wulgaryzmów jeżeli dyrekcja nie reaguje sprawę zgłosić do kuratorium
r
rodzice
jak chcecie zobaczyć jak wygląda praca w świetlicy to zapraszamy jako rodzice do szkoły w Gardei. Wulgarna nauczycielka wyzywa dzieci, wiem o tym, bo moja corka i koleżanki syn o tym mówią, używa wulgarnycvh słow czyli po prostu przeklina i sie wydziera na nasze dzieci, potrafi nawet uderzyć dziecko i co? i nic dyrektor nic nie zareaguje. Swietlica przepelniona bo czasami po kilkadziesiąt dzieci a tylko dwie opiekunki kiedy zdarza się nam odbierać dzieci to to co tam widzimy to koszmar zastanawialiśmy się kiedy dojdzie do tragedii
d
don
do matka Obserwatorowi nie chodzi raczej o rodziców pracujących, dla których świetlica jest koniecznością tylko o tych, którzy robią bez powodu ze świetlicy przechowalnie.Sam od 3 lat obserwuję to o czym przedmówca napisał .W klasie mojego dziecka jest co najmniej trójka dzieci, których matki w czasie gdy dzieciak siedzi w przepełnionej świetlicy można spotkać na fitnesie, u kosmetyczki,fryzjera albo na kawce w sopockiej kawiarni.Są to "mamusie gwiazdusie" dobrze sytuowane, w markowych ciuchach w dobrych samochodach.Częśc "rodziców" olewa dzieci traktuje je jako zło konieczne nie pracuje z nimi ,nie dba o wychowanie itp. A co do świetlicy moje dziecko chodzi do niezłej szkoły ze świetnymi nauczycielami ( w większości) ale świetlica jest dokładnie taka jak w artykule 2 małe salki, z których jedna jest stołówką i przed godziną 16 jest tam jak w puszce z sardynkami .Moim zdaniem to wina szkoły i kiepskiej koncepcji lokalowej.Obok na tym samym piętrze jest np. sklepik szkolny ,który zajmuje podobna powierzchnię jak jedna salka świetlicy a, który uważam za zbędny. Dziecku można kupić przekąskę czy coś do picia wcześniej lub po drodze do szkoły.W sklepiku małolat kupując sam najczęściej wybierze słodycze albo śmieciowe jedzenie.Starsze dzieciaki mogą podejść do sklepu, który znajduje sie obok szkoły.Jeśli juz sklepik szkolny jest "niezbędny" to lepiej zrobić go z jednego z boksów w szatni ( tak jak 20 parę lat temu w mojej podstawówce na Zaspie) a salkę wykorzystac jako 3 pomieszczenie świetlicowe
b
bbb
Wcześniej był w AWS-e i w MEN-e i "reformował" oświatę. Jest jednym z pomysłodawców utworzenia gimnazjów!!!
g
gość
że tak się zapytam
O
Obserwator
Widać uderz w stół, a nożyce się odezwą. Przeczytaj jeszcze raz, ze zrozumieniem. Nic nie wspomniałem o przypadkach jaki opisujesz.
m
matka
człowieku co ty piszesz? skoro rodzic pracuje 8 godzin plus dojazd, a dziecko ma zajęcia 7-12 i 12-17. jak mój, to jak mam funkcjonować? Coś słaby z ciebie obserwator!
O
Obserwator
Problem to także rodzice, którzy mogą zająć się swoimi dziećmi (np. dni wolne) lub odebrać je wcześniej. Wolą traktować świetlice jako przechowalnie albo plac zabaw. Gdy dziecko przebywa więcej czasu w świetlicy niż we własnym domu czy z kimś z rodziny rodzice nie widzą problemu - matka czy ociec wolą w tym czasie zrobić zakupy lub iść do fryzjera. Mają jednak czas, żeby sprawdzić pracowników świetlicy 4-5 razy dziennie lub posiedzieć do czasu zamknięcia świetlicy i obserwować z daleka. Rodzice często nawet zapominają o odbiorze lub naginają czas i dzieci czekają z opiekunem świetlicy nawet pół godziny dłużej niż oficjalnie dana placówka jest otwarta. Przypadków jest tak dużo, że można książkę o tym napisać. Niestety sprawę dokładnie znają głównie Ci, którzy oficjalnie wypowiedzieć się nie mogą, bo zaszkodzą sobie, współpracownikom i całej szkole. Mogą się też narazić bezmyślnym rodzicom, którzy traktują ich jak prywatne nianie.

Dyrektorzy szkół z kolei prześcigają się w pomysłach i dogadzaniu rodzicom. Nie widzą problemu, bo to nie oni przebywają z dziećmi. Często nawet nie chcą, żeby świetlica znajdowała się w pobliżu ich gabinetu. Zamiast poprawiać warunki skupiają się na niepotrzebnych atrakcjach. Opiekunami świetlic z reguły są też etatowi nauczyciele lub stażyści. Jeżeli pojawia się problem w postaci np. upośledzonego dziecka, 8-latka, który nie potrafi pójść o odpowiedniej porze do toalety, agresywne dzieci szkodzące innym to i tak nie zostanie on rozwiązany póki na jakikolwiek ruch nie zgodzi się jego rodzić (który oczywiście twierdzi, że dziecko tak ma i jest to normalne).

Polecam zbadanie problemu, bo jest on głębszy niż się wydaje i nie chodzi tutaj głównie o interes pracowników, a o dobro dzieci, którym szkodzą sami rodzice i dyrektorzy placówek.
Dodaj ogłoszenie