Święta nie mogą się znudzić. Świąteczne przeboje - owszem

Paweł Durkiewicz
Zdaniem Krystyny Stańko, świąteczne piosenki bardzo dobrze brzmią w swingowym rytmie
Zdaniem Krystyny Stańko, świąteczne piosenki bardzo dobrze brzmią w swingowym rytmie Archiwum DB
Słyszymy je już w listopadzie, niedługo po Zaduszkach. Wylewają się z głośników w galeriach handlowych, z każdym dniem coraz częściej serwują je rozgłośnie radiowe. Przeboje świąteczne - jak sobie z nimi poradzić?

Słodkie, melodyjne piosenki popowe, czasem stanowiące unowocześnione wersje kolęd lub pastorałek. Mają za zadanie budzić pozytywne emocje i zachęcać do konsumpcji. Czy faktycznie spełniają swoją rolę? Jak oceniać ich wartość artystyczną? I za jaką muzyką naprawdę tęsknimy w okresie świątecznym? O to zapytaliśmy cztery trójmiejskie autorytety muzyczne.

Tradycja zawsze się obroni

- Nie ukrywam, że preferuję te stare, zakorzenione w tradycji kolędy. Lubię ich słuchać, i po angielsku, i po polsku. To daje mi poczucie świątecznej atmosfery - mówi Larry Okey Ugwu, muzyk i dyrektor Nadbałtyckiego Centrum Kultury. - Żyjemy jednak w takich czasach, że wykonawcy wolą sami robić swoje piosenki świąteczne. Ale 80 procent takich nowości się nie przyjmuje. A stare kolędy zostaną zawsze.

Szef NCK ze spokojem stwierdza, że coroczny zalew nowych świątecznych przebojów to po prostu znak czasów. - Każda epoka ma swój styl. Minęły już czasy, kiedy Boże Narodzenie kojarzyło się wyłącznie ze starymi kolędami, które są nam znane od wieków. To tak jak z architekturą nowo budowanych kościołów. Często zdarza się, że te nowe projekty w ogóle nie przypominają mi świątyń. No ale kiedyś będzie to odbierane jako coś charakterystycznego dla początku XXI wieku - ocenia.
Ugwu podkreśla przy tym, że nie jest przeciwnikiem ekstrawagancji. - Toleruję eksperymentowanie. Oczywiście, mówimy o twórczości, a więc kreatywności. Rozumiem, że niektórzy mogą mieć jakieś poczucie znudzenia tradycją, ale popatrzmy na to z drugiej strony - czy same święta mogą się znudzić? Chyba to nam nie grozi.

Jazz i kolęda? Dobry mariaż

Zdaniem Krystyny Stańko, piosenkarki jazzowej i autorki audycji muzycznych w Radiu Gdańsk, utwory o tematyce świątecznej pojawiają się w mediach za wcześnie.

- Można przez to poczuć się osaczonym przez niektóre utwory. Z drugiej strony okres przedświąteczny nie jest aż tak długi, żeby nie dało się tego wytrzymać. Sama szykuję właśnie audycję, która zostanie wyemitowana w Wigilię i będzie miała właśnie taki charakter.

Według artystki, jazz może stanowić świetne urozmaicenie dla tradycyjnych motywów kojarzonych z Bożym Narodzeniem. - Klimaty jazzowe jak najbardziej sprawdzają się w tym czasie, choć trzeba powiedzieć, że nie ma zbyt wiele tego typu nagrań - zauważa. - Nie jest to pop, w którym wykonawcy co roku dostarczają coraz nowszych przebojów, a kolejne wersje znanych kolęd rosną jak grzyby po deszczu. Ja sięgam często po nagrania, które - co tu dużo kryć - mają swoje lata. W tym roku jedyną nową płytą, jaką zamierzam zaprezentować, będzie album Dianne Reeves. Poza tym klasyki: Frank Sinatra, Ella Fitzgerald.

Wokalistka zwraca uwagę, że święta to dobry czas na samodzielne śpiewanie w gronie rodzinnym.
- Bardzo lubię kolędowanie domowe i mam nadzieję, że w polskich domach kolędy będą intonowane. Wigilijny stół z tradycyjnymi potrawami to idealna okoliczność, żeby sobie wspólnie pośpiewać. U nas w domu jest tak zawsze - śpiewamy sobie kolędy i to właśnie wtedy czuć tę prawdziwą atmosferę świąt.

Święta na punkowo

Krzysztof Skiba, lider rockowego zespołu Big Cyc, nie widzi nic złego w coraz liczniejszych hitach świątecznych, ale...
- Wszystko, co podawane jest nam w nadmiarze, może nas zemdlić. Jeżeli te melodie towarzyszą nam cały czas, po jakimś czasie nie wpadamy już w nastrój radosnego podniecenia, tylko czujemy irytację. Po prostu nie da się zjeść wszystkich czekoladek z bombonierki. Jedna czy dwie smakują świetnie, ale nie cała naraz - stwierdza muzyk i satyryk. - Z drugiej strony, powiedzmy sobie szczerze - te piosenki są na ogół bardzo ładne!

Lider Big Cyca chętnie przytacza przykłady pastorałek wykonywanych w stylistyce rockowej. - W dosyć lekkim stylu pop-rock swoje piosenki bożonarodzeniowe stworzył zespół Zakopower, ale już zupełnie radykalnym eksperymentem były świąteczne utwory punkrockowego niemieckiego zespołu Toten Hosen. Pamiętam też, że w latach 90. dość kontrowersyjny punkowy artysta o pseudonimie Para Wino wraz z Tytusem z Acid Drinkers i różnymi innymi wokalistami nagrał płytę o nazwie "Punk kolędy". Nie ma tam bynajmniej żartów czy kpin, wszystko jest na serio, tyle że tradycyjne kolędy w rodzaju "Cicha noc" czy "Lulajże Jezuniu" są wykonywane w wersji cięższej niż zwykle.

Skiba uważa, że nie należy oburzać się na nieortodoksyjne podejście muzyków do kolęd. Razi go natomiast co innego... - Kompletnym debilizmem są dla mnie komercyjne zabiegi w rodzaju płyt z kolędami w wykonaniu psów, kotów i świnek morskich. Oczywiście, zwierzaki nie śpiewały, tylko ktoś komputerowo poprzetwarzał i poukładał te ich miauknięcia i szczeknięcia w coś na melodię kolęd. Żeby była to jeszcze prowokacja artystyczna... Ale nie, chodzi tylko o skłonienie miłośników kotów do nabycia albumu i wydania pieniędzy.

Ważny smak i umiar

Konrad Mielnik, muzyk, dyrektor artystyczny Radia Gdańsk i organizator Gdańskiego Festiwalu Muzycznego, przyznaje, że obecność motywów świątecznych w ramówce trzeba odpowiednio wyważyć. - W naszym radiu oczywiście gramy takie utwory, ale staramy się dozować je we właściwy, nienachalny sposób. Na pewno tego rodzaju muzyka wprowadza świąteczny klimat, tyle że rządzą nią podobne reguły jak w przypadku innych dziedzin sztuki. Jeżeli coś jest sprawdzone, na dobrym poziomie i serwowane z umiarem, wszystko jest OK. Niestety, jest to też okres, w którym każdemu wydaje się, że umie śpiewać, komponować i nagrywać. Zalew jest dość spory, a niektóre piosenki w ogóle nie nadają się do wyemitowania - mówi dziennikarz.

Utworem, który stanowi dla Konrada Mielnika nieodłączny element świąt, jest jedna z najstarszych polskich kolęd. - Lubię, gdy zaczyna się wigilia i pojawia się prawdziwy "hicior" - "Bóg się rodzi". Oczywiście w tradycyjnym wykonaniu zespołu Mazowsze - zaznacza dziennikarz, po czym przyznaje, że sam niezbyt chętnie wykonuje kolędy. - Wydaje mi się, że mam dobry słuch, więc... śpiewać nie potrafię. Inna rzecz - sam pamiętam, jak kiedyś w radiu próbowaliśmy śpiewać kolędy. Pojawił się arcybiskup Głódź i zagiął nas już po dwóch zwrotkach. Prawda jest taka, że nie znamy za dobrze kolęd, ani polskich, ani tych międzynarodowych. Tekst kończy nam się po jednej, góra dwóch strofach.

Może warto więc się poduczyć przy okazji świąt?

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie