Student nie całkiem zdemobilizowany

Wojciech KieszkowskiZaktualizowano 
W wojsku nie ma miejsca na fuszerkę - uważa Paulina, studentka psychologii, na praktyce w Marynarce Wojennej
W wojsku nie ma miejsca na fuszerkę - uważa Paulina, studentka psychologii, na praktyce w Marynarce Wojennej Wojciech Kieszkowski
"Godzina piąta, minut trzydzieści" - jeszcze niedawno na myśl o tej wesołej piosence młodemu człowiekowi cierpła skóra, włosy stawały dęba, a stres odbierał mowę. Lęk i strach pękły niczym mydlana bańka na początku grudnia, kiedy to męska część polskiej młodzieży z entuzjazmem przyjęła wyjątkowo odczuwalne zmiany w ustawodawstwie.

Nie trzeba już udawać, że się studiuje, nie ma powodu by rokrocznie zmagać się z dostarczaniem zaświadczeń i uzyskiwaniem kolejnych odroczeń w wojskowych komisjach uzupełnień. Ministerstwo Obrony Narodowej oficjalnie zniosło powszechny pobór do armii, co niewątpliwie znacząco odmieni akademicką rzeczywistość.

Grupa rezerwy szła do cywila

Do tej pory bowiem kontynuowanie edukacji po szkole średniej nie gwarantowało tego, że po uzyskaniu tytułu licencjata czy nawet magistra wojsko odpuści delikwentowi i nie upomni się o jego służbę dla dobra ojczyzny.

Z drugiej strony, rzeczą powszechnie znaną i mającą niepisane przyzwolenie było czysto teoretyczne zapisywanie się do szkół policealnych tylko po to, by uzyskać stosowne zaświadczenie w nieskończoność odraczające pobór. Studenci jednolitych studiów magisterskich, a także ci na studiach licencjackich pierwszego stopnia, mieli jednak pewnego rodzaju furtkę, która pozwalała na uregulowanie stosunku do służby wojskowej. Ta furtka to fakultatywne zajęcia z przysposobienia obronnego: semestr wykładów i kilkutygodniowa "praktyka" w wakacje.

Co ciekawe, likwidacja poboru nie przyniosła tym zajęciom kresu. Dlaczego?
- Po pierwsze, program studiów, zgodnie z przepisami wewnętrznymi uczelni, musi być znany studentowi co najmniej na trzy miesiące przed ich rozpoczęciem, tak więc jakakolwiek zmiana w grudniu nie wchodzi w rachubę - tak przyczyny istnienia przedmiotu w planie zajęć UG tłumaczy rzecznik prasowy uczelni Beata Czechowska-Derkacz.

Względy czysto formalne nie są jednak jedynymi.
- Do tej pory wcale nie było tak, że wszyscy studenci wybierali zajęcia z Przysposobienia Obronnego tylko ze względu na powszechny obowiązek obrony. W zajęciach uczestniczyły także studentki kierunków nieobjętych tym obowiązkiem - dodaje pani rzecznik.

Mój rozmarynie, rozwijaj się

Rzut oka na studencką rzeczywistość. Szymon zgłębia tajniki prawa, właśnie zaczyna czwarty semestr, ten, na którym może brać udział w zajęciach z PO. O perspektywie uczestnictwa mówi w samych superlatywach, głównie ze względu na obóz wakacyjny.
- Genialna przygoda, przebijająca wszelkie obozy przetrwania czy trekingowe rajdy, które chciałyby wzorować się na wojsku. Szansa, by trochę postrzelać, pojeździć ciężkim sprzętem. Możliwość dalszego rozwoju w strukturach armii. Stopień wojskowy. No i byłoby co opowiadać wnukom. Bardzo poważnie zastanawiałem się nad możliwością skorzystania z tej szansy, niestety chyba będę zmuszony pomysł odłożyć.

Jak się jednak okazuje, wcale nie dlatego, że podstawowy cel PO utracił rację bytu.
- Przyczyna jest prozaiczna. Zależy mi na wakacjach z prawdziwego zdarzenia, na wyjazdach, odpoczynku po ciężkim roku, a na to trzeba pieniędzy. To z kolei powoduje konieczność pracy w wakacje, więc na skoszarowanie po prostu zabraknie czasu - kończy Szymon.

Do munduru panny sznurem

O tym, że student wcale niekoniecznie za wszelką cenę ucieka od wojska, znakomicie świadczy także kolejny przykład. Paulina to atrakcyjna blondynka o ujmującym spojrzeniu, która swoją przerwę międzysemestralną poświęca na dobrowolne praktyki w Marynarce Wojennej RP. Co ciekawe, nie jest to studentka AMW czy morskiego kierunku na politechnice, lecz psychologii na sopockiej SWPS.

Na pierwszy rzut oka psychologia to dziedzina, jak na wojsko, nieco egzotyczna.

- To pozory. Tak naprawdę psycholog jest w armii bardzo pożądanym specjalistą - tłumaczy Paulina i dodaje, że innym argumentem, który skłonił ją do podjęcia praktyk w takiej, a nie instytucji, były niewątpliwie jasne, przejrzyste zasady oraz styl uprawiania zawodu. W wojsku wszystko przebiega zgodnie z ustalonymi regułami, nie ma miejsca na fuszerkę czy brak dyscypliny. - Poza tym praktyki w Marynarce to rozwiązanie dużo bardziej oryginalne niż w poradni czy domu opieki, jak się okazuje, można też się wiele nauczyć. To dla mnie nie tylko wpis w CV, lecz może nawet zalążek przyszłej zawodowej kariery - podsumowuje być może przyszła pani kontradmirał.
Wtedy zapewne już tak swobodnie z nią nie porozmawiamy…

Jednym słowem, mit studenta migającego się od munduru pewnie jeszcze nie upadł, zgoła odmienne tendencje są jednak aż nadto widoczne. Skuteczniej od akcji billboardowej popychają studentów w objęcia armii szanse zawodowego rozwoju i bezpieczeństwo posady. Koleżanko! Kolego! Wojsko czeka być może także na Ciebie!

polecane: FLESZ: Niebawem zmiana czasu, jedna z ostatnich

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie