Stryj Jan, dla świata - Karski. Historia rodziny polskiego Jamesa Bonda [ZDJĘCIA]

Dorota Abramowicz
Rodzina Kozielewskich. Siedzą babcia Aurelia, Stefan senior, żona Walentyna. Stoją: Marian, Laura, Józef Zdjęcia repr. K.Misztal
Z pięciu synów rymarza Stefana Kozielewskiego trzech zostało policjantami, jeden marynarzem, a jeden - dwudziestowiecznym polskim Jamesem Bondem. Historia gdańskiej rodziny Jana Karskiego.

Serca pięciu braci Kozielewskich, w tym najsłynniejszego z nich, Jana, spoczywają z dala od ojczyzny. Najstarszy, Marian, przedwojenny komendant warszawskiej policji, zginął w 1964 r. w Waszyngtonie. Na waszyngtońskim cmentarzu Mont Olive pochowano też Jana Karskiego-Kozielewskiego, legendarnego kuriera z Warszawy. Edmund i Józef zmarli na uchodźstwie w Ameryce Południowej. A serca Stefana, marynarza, nie oddali po jego nagłej śmierci na statku niemieccy lekarze.
- Uznali je za ewenement i zostawili jako eksponat w hamburskim szpitalu - mówi dr Wiesława Kozielewska-Trzaska, znana gdańska dentystka, jedyna córka Stefana.

Czytaj także: Zapomnieli o rodzinie Jana Karskiego

Siedzimy w gdańskim mieszkaniu chrześniaczki Jana Karskiego, przeglądamy rodzinne zdjęcia. Prababcia, dziadkowie, stryjowie, jedyna stryjenka Laura, mama Genowefa, zwana przez bliskich Żenią z tatą, tata z małą Wiesią...
- Tata nigdy nie skarżył się na zdrowie. Nie wziął ani jednego dnia zwolnienia lekarskiego. Jednak w czasie sekcji zwłok okazało się, że na jego sercu zostało 18 blizn po 18 zawałach. Rzecz w medycynie niespotykana.
I, nie da się ukryć, symboliczna.

Na morze z papierami brata

Dziadek Kozielewski, po którym imię odziedziczył ojciec pani Wiesławy był w Łodzi rymarzem. Sklep kaletniczy przy ul. Kilińskiego przynosił godziwy dochód, który został zainwestowany w naukę synów. Po przedwczesnej śmierci ojca w 1929 r. głową rodziny został najstarszy Marian - policjant. To on pilnował, by bracia pokończyli szkoły, on ściągnął do pracy w policji Edmunda i Józefa, on z dala czuwał nad kształceniem i dyplomatyczną karierą najmłodszego, wybitnie utalentowanego Jana.
Tymczasem Stefan wykorzystał Mariana, by spełnić swoje największe marzenie.

- Ojciec był duszą nieujarzmioną - uśmiecha się pani Wiesława. - Rwał się na morze, był jednak za młody. Wziął więc metrykę dziewięć lat starszego brata i jako Marian wstąpił do Marynarki Wojennej.
Sprawa wyszła na jaw, gdy Stefan skończył 18 lat i dostał powołanie do wojska. Marian, wysoki rangą policjant, musiał bronić młodszego brata. W końcu się udało, ale Stefan przeniósł się do marynarki handlowej. Pływał przed wojną jako mechanik m.in. na słynnych "pasażerach" - Piłsudskim i Batorym.

Został w Gdyni. Tu sprowadził żonę, poznaną jeszcze w Łodzi, Żenię, tu na świat przyszła w 1934 roku ich najmłodsza córka, Wiesia.

- Początkowo rodzice wynajmowali pokój w willi "Janusz" na dzisiejszym Wzgórzu Św. Maksymiliana - opowiada córka Stefana. - Potem dostali mieszkanie w blokach zusowskich na Świętojańskiej.

Czytaj także: Andrzej Jaworski, Anna Fotyga i dyrektor Muzeum Stutthof o wypowiedzi Obamy
Pani Wiesława nie pamięta przedwojennych spotkań ze stryjem Janem Karskim. Opowiadano jej, że w czasie rejsów taty Jan zabierał mamę do teatru, a stryj Marian woził w tym czasie malutką bratanicę dorożką. Wiesia spokojnie zasypiała...
Później stryj Jan był już bardzo zajęty. W 1936 r. jako prymus w Szkole Podchorążych Rezerwy Artylerii dostał od Ignacego Mościckiego szablę. Trafił do służby dyplomatycznej, wyjeżdżał do Szwajcarii i Anglii.

Ostatnim dziecięcym wspomnieniem małej Wiesi jest pożegnanie z ojcem. Pod koniec sierpnia 1939 r. Stefan wysłał żonę i córkę do wuja w Łodzi. Sam zamustrował na statek, który przed wybuchem wojny opuścił gdyński port.

- Pamiętam tatę wsiadającego do taksówki - dr Kozielewska-Trzaska wpatruje się w przedwojenną fotografię z ojcem. - Biegłam za samochodem, póki nie zniknął mi z oczu.

Wojna i blizny

Wojna rozrzuciła po świecie braci Kozielewskich. Stryj Marian trafił na Pawiak i do Auschwitz. Zwolniony w 1941r. włączył się do konspiracji i został komendantem głównym Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa. Jan zbiegł z radzieckiej niewoli. Przyjął nazwisko Karski i został kurierem władz Polskiego Państwa Podziemnego. Aresztowany przez Gestapo, poddany torturom, chciał się zabić. Odbili go działacze podziemnego PPS, wśród nich - Zofia Rysiówna, znana aktorka. Przedostał się do warszawskiego getta i do obozu w Izbicy. W 1942 r. przekazał aliantom raport na temat Holocaustu. Brytyjski minister Anthony Eden i prezydent USA Franklin D. Roosevelt zlekceważyli wstrząsającą relację Polaka.

Czytaj także: Zapomnieli o rodzinie Jana Karskiego

Stefan pływał w alianckich konwojach, m.in. do Murmańska.
- Wspominał, że trzy razy jednostki, na których pływał, zostały storpedowane - mówi córka.
Niewykluczone, że może wtedy pojawiły się pierwsze blizny na sercu Stefana.

Kilkuletnia Wiesia nie wiedziała o losach ojca i stryjów. Mama dostała pracę jako gospodyni u nauczycielki, która podpisała volkslistę. To uratowało panią Żenię przed wywózką na roboty do Niemiec. Nauczycielka, pani Kreczmarowa, uczyła Wiesię po niemiecku matematyki, dawała korepetycje z angielskiego. Na lekcje przychodziły niemieckie dzieci i jasnowłosa Wiesia musiała mówić do mamy "mutti", by nie narazić jej na kłopoty. Potem, gdy do Łodzi weszli Rosjanie, Wiesię błagano, by o "mutti" bezpowrotnie zapomniała.

Stefan po zakończeniu wojny poprosił Czerwony Krzyż o pomoc przy poszukiwaniu żony i córki. Dostał wiadomość, wartą kolejnej blizny, że obie zginęły.

Spotkanie

Stryj Marian, kulejąc, z nogą zranioną w Powstaniu Warszawskim dotarł do rodziny w Łodzi. Potem zniknął.
- Musiał uciekać za granicę - opowiada gdańska lekarka. - Zabrał ze sobą tylko zdjęcie matki i fotografię Józefa Piłsudskiego.
Ucieczkę brata zorganizował Jan. Niewykluczone, że również za jego sprawą za granicą znaleźli schronienie Józef i Edmund.
Pani Żenia wybrała się do Gdyni, by tam poszukać wieści o mężu. W porcie spotkała znajomego, pana Michalskiego. Na jej widok stanął jak wryty. - Pani Żeniu, muszę pani dotknąć - wyszeptał. - Przecież wy nie żyjecie...

Dobre wieści dotarły szybko do Stefana. Natychmiast zamustrował na amerykański statek, wiozący dary UNRRA do Polski.
Pani Żenia i Wiesia wyruszyły na spotkanie z Łodzi do Gdyni. Pociągi jeździły nieregularnie i gdy nocą weszły do domu znajomych, usłyszały: - Nie rozbierajcie się, Stefan wypływa za pół godziny.

Czytaj także: Lech Wałęsa: Barack Obama musi przeprosić za "polskie obozy śmierci"

Była czwarta nad ranem. Wiesława pamięta siarczysty mróz, majaczącą na burcie sylwetkę wysokiego mężczyzny, strażnika z bronią pilnującego, by nikt niepowołany nie wszedł na trap. - Ta wyższa to córka, czy żona? - pytał z dali tata, który zostawił pięciolatkę, a teraz miał przywitać dwunastoletnia pannę.

Bardzo chciała się do niego przytulić, ale strażnik nawet nie pozwalał zbliżyć się do statku. Wtedy amerykański kapitan, wzruszony widokiem rozdzielonej wojną rodziny, zadecydował, że o 20 minut opóźni wyjście z portu. I to kapitan przekonał przerażonego strażnika, by ten pozwolił na chwilę matce i córce wejść na pokład.

Te 20 minut Wiesława zapamięta do końca życia. Uścisk taty, okrywający ją ciepły koc, herbatę w kabinie. Urywane słowa, łzy...

Podczas następnego rejsu Stefan zamustrował w Polsce. Nie mógł już znieść rozstania z rodziną.

Wpadka bez komentarza

- Jan Kozielewski należy do naszej rodziny, Jan Karski już do świata - mówi o słynnym stryju dr Kozielewska-Trzaska.
Dorastając w Gdańsku, córka Stefana dopiero po latach dowiedziała się, że wydana w 1944 r. książka Karskiego "Story of a Secret State" zdobyła dużą popularność w USA, że Karski wykładał na uczelni, że uczył samego Billa Clintona. Później też doszła do niej wiadomość, że Jan w 1945 r. zakochał się w pięknej córce ambasadora Wenezueli i wziął z nią ślub. Małżeństwo przetrwało zaledwie kilka miesięcy, po których orzeczono rozwód kościelny.

Kolejny ślub, też kościelny, Karski wziął w latach 60. Wybranką była Pola Nireńska, znana tancerka, choreograf, polska Żydówka. Spotkał ją pierwszy raz w 1937 r. Zapamiętał. O zgodę na kolejne spotkanie poprosił... rabina.

- Pola z miłości do stryja przeszła na katolicyzm - opowiada córka Stefana. - Niestety, wojna odcisnęła na niej ogromne piętno. Straciła całą rodzinę. W 1992 r. popełniła samobójstwo.

ZOBACZ: Obama wręcza medal dla Karskiego i... mówi o "polskim obozie śmierci" [VIDEO]

Życie odebrał sobie także stryj Marian. Nie mógł odnaleźć się na obczyźnie.
Stefan wrócił do pływania, zakończonego w 1965 r. dramatycznie ostatnim, 18 zawałem. Córka do dziś przechowuje książeczkę żeglarską III mechanika.

Wiesława skończyła stomatologię, obroniła doktorat.
Ze stryjem Janem po raz pierwszy dorosła Wiesława spotkała się w 1995 r. w Lublinie, gdzie Karski odbierał tytuł doktora honoris causa tamtejszego uniwersytetu.

- Umówiliśmy się gdzie indziej, ale weszliśmy przypadkiem razem na poranna kawę do restauracji hotelowej - wspomina dr Kozielewska-Trzaska. - Spojrzałam na niego i włosy zjeżyły mi się na rękach. Był tak podobny do mojego ojca!
Kolejne spotkania, rozmowy. Listy, adresowane lekko nierównym charakterem pisma. Książki i artykuły, przysyłane rodzinie do przeczytania. Wspólne zdjęcia. Wspomnienia łatające dziury wojennej niepamięci, przywracające tych bliskich, którzy odeszli.
Z mediów dowiedziała się o pośmiertnym odznaczeniu stryja Medalem Wolności. Uznała to za sprawiedliwy, choć nieco spóźniony gest Amerykanów.

- Uśmiercili panią - zadzwonił do Gdańska kilkanaście dni temu Waldemar Piasecki, sekretarz stryja. - Amerykanie twierdzą, że członkowie rodziny Jana Karskiego już nie żyją.

- Nie pierwszy raz - odparła, przypominając sobie o dramatycznej wiadomości przekazanej ojcu kilkadziesiąt lat wcześniej.
Dlatego kolejnej wpadki Amerykanów - słów Baracka Obamy o "polskim obozie śmierci" - bratanica Jana nie chce już komentować. Twierdzi, że nie warto, by pamięć o Karskim została przykryta przez lapsus językowy. Nawet, jeśli jest to lapsus samego amerykańskiego prezydenta.

Dorota Abramowicz
d.abramowicz@prasa.gda.pl

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

S
SYLWESTER

Nas Polaków nie interesuje , że Prezydent G.W.Bush oddał Amerykę Żydom i że Żydzi "trzęsą" Bia łym Domem . Nas nie interesuje, że Żydzi amerykańską gospodarkę doprowadzili do bankructwa . Ameryka free country niech was Żydzi depczą ale My Polacy oczekujemy od Prezydenta PRZEPROSIN w prasie krajowej i zagranicznej, bo inaczej będziemy nazywać "amerykański zamach na WTC " !. Oczekujemy od Prezydenta Obamy PRZEPROSIN !.

w
wyjasniajacy

zlekcewazyl Karskiego w swoim raporcie o " polskich obozach smierci " wybudowanych w polskim Oswiecimiu przez hitlerowskich Niemcow..Polski Oswiecim nazwali wowczas Auschwitz.
Obecny prezydent Obama w dekorowaniu postum Karskiego wspomnial o slynnych "polskich obozach smierci " wowolujacy strach wsrod milionow Zydow ,ale nie skomentowal oprawcow hitlerowskich tych obozow. Tego brakowalo.
W czasie trwania rezimu hitlerowskiego Zydzi w Europie nazywali je "polskimi obozami smierci " dla lokalizacji , gdzie ich wywoza. Transport do Polski oznaczaczala dla nich smierc z rak hitlerowskich oprawcow.
Ta tradycycyjna i lokalizacyjna nazwa jest do dzisiaj stosowana.Ona nie ma nic wspolnego z okresleniemm przymiotnikowym
jak rozumieja to Polacy. Tylko do tego okreslenia jest konieczny komentarz ,by to dobrze zrozumiano.

Dodaj ogłoszenie