Strażacy ochotnicy z Pomorza po tragedii OSP Czernikowo. Nasza służba to poświęcenie. Robimy to, by nieść pomoc

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
W wypadku w Czernikowie zginęli druhna i druh miejscowej OSP. Ich wóz jechał gasić pożar.
W wypadku w Czernikowie zginęli druhna i druh miejscowej OSP. Ich wóz jechał gasić pożar. Grzegorz Olkowski
Udostępnij:
- Jesteśmy jak rodzina. Może nawet związani mocniejszą więzią. W akcji musimy sobie zaufać, to od wzajemnego wsparcia zależy nasze życie. Skoro powierzamy sobie swoje zdrowie i życie, to jest to na pewno coś silnego, wyjątkowego – mówi Piotr Perzanowski, strażak – ochotnik OSP Marynowy na Żuławach. Z pomorskimi ochotnikami rozmawiamy o więzi łączącej druhny i druhów.

Pomorze. Strażacy o więzi, która łączy druhów OSP

Wczoraj światłami i syrenami jednostki OSP i PSP z całego kraju oddały cześć druhnie i druhowi z OSP Czernikowo, którzy zginęli na służbie. Pojazd gaśniczy, którym jechali do pożaru sadzy, zderzył się z tirem w centrum Czernikowa. Trzech innych strażaków-ochotników jest rannych.

- Przekazaliśmy OSP Czernikowo naszą pamięć, myśl, wsparcie — mówi o akcji Piotr Perzanowski, strażak ochotnik OSP Marynowy w powiecie nowodworskim. - Ważne, by ludzie, którzy stracili bliskich w tej tragedii, wiedzieli, że nie są sami.

Wczorajsza „demonstracja”, wyrazy współczucia są dowodem niezwykłej solidarności, więzi łączącej strażaków-ochotników.

- Gdy jesteśmy na akcjach ratowniczych, to jest „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Gdy zawyje syrena, to nikt się nie pyta, czy to jest bezpieczne, nikt się nad tym nie zastanawia. Nikt nie myśli komu pomagamy, czy to ktoś biedny, bogaty itp. Kto może ten się stawia i rusza innym na ratunek. Chęć niesienia pomocy jest dla strażaków najważniejsza. To misja. Oczywiście, wszyscy są wyszkoleni, i wiedzą jak się zachować w sytuacjach zagrożenia. Jednak jeśli ktoś zacznie kalkulować ryzyko, a to jest zawsze, praktycznie przestanie być strażakiem – tłumaczy Roman Pawłowski, druh OSP Mikoszewo w gminie Stegna, na Mierzei Wiślanej.

Słowa o misji strażaka-ochotnika potwierdza Piotr Perzanowski. On także ma na koncie wieloletnią służbę w ochotniczym mundurze.

- Dla każdego z nas ta misja oznacza, że jesteśmy od tego, by nieść pomoc. Zawyje syrena i trzeba ruszać, zostawiając w domu bliskich. Jesteśmy jak rodzina. Może nawet związani mocniejszą więzią. W akcji musimy sobie zaufać, to od wzajemnego wsparcia zależy nasze życie. Skoro powierzamy sobie swoje zdrowie i życie, to jest to na pewno coś silnego – podkreśla Piotr Perzanowski. - Stąd ta jedność.

- Ja mam taką powtarzającą się refleksję, gdy uczestniczę w uroczystościach pogrzebowych zasłużonych druhów OSP, którzy odchodzą na wieczną służbę – razem jesteśmy w ogniu, razem w rywalizacji na zawodach sportowo-pożarniczych, razem się też żegnamy. To jest autentyczna solidarność, szczera więź – podkreśla Roman Pawłowski.

Tomasz Witkowski z OSP Jantar dodaje, że „nikt, nikomu nie każe” angażować się w działalność OSP i ryzykować zdrowia i życia w czasie akcji ratowniczych.

- Kierujemy się poczuciem obywatelskiego obowiązku, tradycją – mówi Witkowski. - To wszystko buduje prawdziwą wspólnotę strażacką, między ochotnikami, ale i strażakami zawodowymi. To jedna służba, wszyscy jesteśmy równi. Nie musimy się znać osobiście, nie musimy nawet wiedzieć, że gdzieś w małej wsi w Polsce jest jednostka OSP. To i tak są nasi bracia i siostry — druhny i druhowie.

Piotr Perzanowski przyznaje, że działalność w OSP wiąże się z ryzykiem.

- To jest niebezpieczne zajęcie, realizujemy zadania w bardzo dużym zagrożeniu. Chodzi o to, by zagrożenia minimalizować. Dlatego przechodzimy szkolenia – mówi.

- Oczywiście, nikt nie jedzie na akcję, ze świadomością, że coś się wydarzy złego, tobie, albo kolegom. Jedziemy na ratunek. A ryzykuje każdy, choćby uderzeniem zwykłej dachówki w głowę, która spada z dachu – zaznacza Tomasz Witkowski.

Nasi rozmówcy dodają, że całe środowisko mocno przeżyło czwartkowy wypadek.

- Od czwartku rozmawiamy właściwie tylko o tej, ogromnej tragedii. To jest dla nas bolesne doświadczenie. Zginęli nasza siostra i brat. Jechali o piątej rano do pożaru sadzy. To był doświadczony zespół – strażacy-zawodowcy, policjant, ratowniczka medyczna, doświadczony kierowca. Poszkodowana jest właściwie cała jednostka OSP. Jest już zbiórka na nowy samochód pożarniczy dla nich. Mam nadzieję, że OSP Czernikowo nadal będzie funkcjonować, że się podniesie po tym ciosie – zaznacza Piotr Perzanowski.

- Wszyscy jesteśmy poruszeni tragedią w kujawsko-pomorskim. Zginęła druhna. Spójrzmy jak wiele dziewcząt, kobiet, matek służy dziś w OSP. Szkolą się, niosą pomoc, są gotowe na wezwanie, nie bacząc na ryzyko – dodaje Roman Pawłowski.

- Samochody strażackie to duże, ciężkie pojazdy, w dodatku obciążone wodą. Wypadki mogą się zdarzyć, mimo szkoleń. I niestety, mają miejsce. Nie chodzi tylko o kraksy. Słyszymy przecież o poszkodowanych strażakach, zarówno PSP jak i OSP w czasie działań ratowniczych – mówi Tomasz Witkowski.

- Historia wielkiego, społecznego ruchu, jakim jest Ochotnicza Straż Pożarnej w Polsce, jest pełna poświęceń druhen i druhów – mówi Roman Pawłowski. - Spójrzmy na Żuławy, gdzie pewnego Sylwestra doszło do zjawiska cofki i mogło dojść do wystąpienia rzek z brzegów. Stawili się niemal wszyscy ochotnicy. Inni byli na zabawach, a tu nikt nie żałował, że trzeba było nosić worki z piaskiem.

Radosław Fogiel o komisji śledczej ws. Pegasusa w Sejmie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie