Strategia rozwoju Gdańska 2030. Małe zainteresowanie mieszkańców spotkaniami

Jacek Wierciński
P. Świderski/archiwum DB
Tylko 15 osób pojawiło się w poniedziałek na pierwszym spotkaniu z serii "Strategia rozwoju Gdańska 2030". Mizerne zainteresowanie mieszkańców nie wynika z niewiedzy twierdzi Piotr Dwojacki, radny dzielnicowy w Dolnym Wrzeszczu.

Niska frekwencja to efekt niewielkiej aktywności gdańszczan w sferze publicznej, ale przede wszystkim - przekonanie, że władze miasta każdą opinię zignorują. Czy urzędnicy chcą dyskutować o Strategii rozwoju Gdańska 2030?

Czytaj także: ROZMOWĘ z dr. hab. Witoldem Toczyskim, socjologiem i ekonomistą z Uniwersytetu Gdańskiego

Inne zdanie ma ten temat Piotr Kowalczuk, pełnomocnik prezydenta ds. inicjatyw i konsultacji społecznych.
- Wszyscy uczymy się partycypacji społecznej i dlatego musimy się przyzwyczaić do jej mechanizmów, ale gorąco zachęcam mieszkańców i radnych jednostek pomocniczych do udziału w warsztatach. To właśnie w oparciu o głosy mieszkańców wyrażone w ankiecie i na spotkaniach powstanie projekt strategii miasta, współdecydowanie to także cel budżetu obywatelskiego, który wdrażać będziemy w przyszłym roku - zapewnia urzędnik. Dodaje, że gdańszczanie będą mogli wypowiedzieć się także na dalszym etapie prac. - Gotowy projekt skierowany zostanie do konsultacji społecznych i mieszkańcy będą mogli składać do niego swoje uwagi. - Chcemy, by gdańszczanie zabrali głos, bo zależy nam na tym, by strategia miasta była zgodna z ich oczekiwaniami - podkreśla Kowalczuk.

Kolejne spotkania odbędą się m.in. w Górnym Wrzeszczu, Oliwie i na Oruni. Żeby wziąć w nich udział, wcześniej trzeba się zarejestrować na stronie internetowej www.gdansk.pl/2030.

Czytaj więcej o spotkaniu nt. "Strategii rozwoju Gdańska 2030" na Przymorzu

Problemem jest to, że władza tak naprawdę nie chce debaty

Z dr. hab. Witoldem Toczyskim, socjologiem i ekonomistą z Uniwersytetu Gdańskiego, rozmawia Jacek Wierciński

Prezydent Gdańska pyta mieszkańców o zdanie na temat strategii dla miasta, a oni nie chcą zabrać głosu. Z czego to wynika?
Podobną formułę na budowanie strategii miał Sopot w 1992 r. i większość uczestników stanowili emeryci. Podejrzewam, że skoro liczba osób uczestniczących w spotkaniach jest tak niewielka, to tak będzie i w tym wypadku. Oznacza to reprezentację tylko niewielkiej części mieszkańców.

Dlaczego emeryci? Z powodu większej ilości wolnego czasu?
Nie, to skutek obecnego wycofania się z życia publicznego, które się zbrutalizowało i zostało ośmieszone, bo jeżeli propozycja referendum emerytalnego, pod którym złożono 2 miliony podpisów, trafia do kosza, to społeczeństwo czuje swoją bezsilność, podobnie ignorowane są głosy w sprawie pomysłu wysłania sześciolatków do szkół. To przenosi się też na poziom lokalny.

Ale te sytuacje dotyczą władz centralnych, a z ostatnich badań CBOS wynika, że 56 proc. Polaków czuje, że nie ma wpływu na lokalną sytuację. Przecież wydawałoby się, że ta władza jest dużo bliżej nas. Dlaczego tak jest?
Pierwszy przykład z brzegu to napis "im. Lenina" na gdańskiej stoczni. Prezydent Paweł Adamowicz zignorował głosy sprzeciwu stoczniowców i wielu innych mieszkańców. Takich sytuacji się nie zapomina, a jest ich zdecydowanie więcej. Traktowanie władzy jako politycznego łupu kończy się utratą zaufania, a w skrajnych przypadkach może prowadzić nawet do żądania referendum jak w Warszawie.

Czyli brak zaangażowania to kara dla władzy za ignorancję?
Tak, ale nie tylko. Problemem jest też to, że władza tak naprawdę nie chce debaty. Społeczeństwo obywatelskie jest dla władzy groźne. Brak edukacji obywatelskiej z jednej strony prowadzi do odmowy wszelkiego zaangażowania w podejmowanie decyzji, ale to też jest dla władzy groźne, bo może wyprowadzić ludzi na ulice. To jasne jak dwa razy dwa daje cztery.

Czyli powinniśmy spodziewać się tego, że Polacy będą wychodzić na ulice i demonstrować przeciw władzy?
W ludziach gromadzi się negatywna energia, a nasze społeczeństwo to nie "ciemna masa". Do pewnego momentu może nie zabierać głosu, ale nie jest tak w nieskończoność. Obecnie jesteśmy na etapie budzenia się społeczeństwa, ale nie na poziomie lokalnym. Aby zwiększyć aktywność na tym poziomie, postawy obywatelskie należałoby budować już u młodzieży szkolnej, np. w liceach. Niestety, dziś takiego wychowania brakuje.

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie