18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Stołowanie na ekranie czyli kulinarne motywy w filmie

Gabriela Pewińska, Henryk Tronowicz
O motywach kulinarnych w filmie, jedzeniu na ekranie i filmowej symbolice kuchennej rozmawiają Gabriela Pewińska i Henryk Tronowicz

H.T.: Na ekrany kin wszedł faszerowany czekoladą "Przepis na miłość".
G.P.: Kolejna kulinarna historia w kinie. Wystarczy wspomnieć choćby słynną "Czekoladę", jak dla mnie nieco za słodka. Mdli niczym sułtański krem w kultowej scenie z filmu "Dziewczyny do wzięcia" Janusza Kondratiuka. Pamięta Pan?

H.T.: Dziewczynę, która nie lubi kremu, grała tam Regina Regulska.
G.P.: Uwiódł ją kelner cwaniak (w tej roli Zbigniew Buczkowski), taki "amanto furioso seksulo giganto" lat 70. Zbałamucił na piosenkę: "Pieski małe dwa poszły więc do sklepu, nie wiedziały że, nie lubią pasztetu, a sklepowa ta dała im pasztety dwa, si bon, si bon, la, la, la"...
Panie Henryku, jedzenie jest w kinie wszechobecne, nawet w najmniejszym epizodzie! Nawet w tej durnej piosence. Jedzenie w kinie gra często główne role. Poprzez stół, potrawy, można pokazać w filmie wszystko, każdą emocję, uczucia, charaktery, tajemnice. Jedząc, można komuś wyznać miłość...
H.T.: W niejednym filmie niewinny obiadek kończy się romansem...

G.P.: To mistrza francuskiego kina Claude'a Chabrola nazwano wynalazcą nowego gatunku - kina gastronomii. On sam mówił w dokumencie "Gdy kino zasiada do stołu": "Bardzo wcześnie zacząłem przywiązywać wagę do sposobu ukazywania posiłków. Dlatego że zawierają w sobie zarazem komunię i antagonizm. Komunię dlatego, że wszyscy dzielą się tym samym pożywieniem, antagonizm zaś, bo przy stole ludzie często wygarniają, co im leży na sercu". I przypomina scenę rodzinnego obiadu z filmu "Niech bestia zdycha", gdzie prymitywny brutal tłumaczy żonie, wrażliwej poetce, że... sos trzeba odparować w rondelku. "To posiłek pozwolił ujawnić jego naturalne bestialstwo" - tłumaczy Chabrol. Ale owa "bestia" wygłasza przy tym stole też inne, dość znaczące słowa, panie Henryku: "Tylko sztuka kulinarna nie kłamie. Można się pomylić w ocenie malarstwa, muzyki, ale żarcie jest dobre albo złe".

H.T.: Nie był to dobrze przyrządzony film Chabrola, choć strawny, w przeciwieństwie do jego "Kurczęcia na kwaśno" czy "Gorzkiej czekolady". Ale reżyserskie podniebienie artysta miał subtelne.
G.P.: W dawnych filmach wątki kulinarne były głęboko przemyślane. Nie jedzono ot, tak sobie.
H.T.: W kinie wielkiej przygody heros nigdy nie rozgląda się za sznyclami. W westernie jeździec znikąd, jeszcze od biedy znajdzie chwilę na amory, ale o drugie śniadanie nigdy nie dba. Wyjątkiem jest Indiana Jones. Częstowany w Indiach daniem przyrządzonym z jakiegoś robactwa, krzywi się, ale trzyma fason. W kryminałach szanujący się detektyw nie zawraca sobie głowy przekąskami.
G.P.: Czasem wsunie zimną pizzę. Policjant Martin Riggs z "Zabójczej broni" zajadał się... chrupkami dla psów. Ale taki agent 007, James Bond, co prawda chodzi chyba wiecznie głodny, ale pije na okrągło, głównie martini z wódką, wstrząśnięte - niemieszane! Pan, panie Henryku, strzelił sobie kiedyś takiego drinka?

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

H.T.: Opowiem Pani o tym, kiedy usiądziemy w Casino Royal przy kielichu burbona. Wróćmy jednak do dzieł ze stołami zastawionymi jadłem i piciem, czy z dobrze zaopatrzonymi lodówkami.
G.P.: Lodówka, mówi Pan... Pamiętam tę z "9 i pół tygodnia". Siedzą przy niej, na podłodze, Kim Basinger w szlafroku i skarpetkach, a przy niej półnagi Mickey Rourke. On wyciąga z chłodni oliwki, truskawki, szampana, galaretkę i wkłada jej do ust... A potem rozlewa jej po ciele miód. Kulinarna orgia.

H.T.: Paraerotyczna rozrzutność...
G.P.: Żadna scena łóżkowa tego nie przebije.
H.T.: Do najpiękniejszych poetyckich scen w dziejach kina należy taniec bułeczek Chaplina z "Gorączki złota", gdzie gotowane sznurowadła zastępują makaron.

G.P.: Genialna alegoria głodu! Co do makaronu, to stały motyw w kinie włoskim. Symbol namiętności, kwintesencja włoskiej natury, nie wiem, czy nie męskości także. W "Ojcu chrzestnym" to mężczyźni przyrządzają spaghetti. Jeden z nich, przekazując młodemu Corleone przepis, mówi: "Naucz się gotować dla dwudziestu facetów. Przyda ci się to...".
H.T.: Mafiosi nie dbają o linię...

G.P.: Kiedy mówię o uczcie w pełnym tego słowa znaczeniu, zawsze przychodzi mi na myśl "Uczta Babette". Film jest pochwałą miłości, duchowej wspólnoty wyrażonej poprzez jedzenie.
H.T.: Tę Babette, przypomnę, grała żona Chabrola. W kinie polskim stół co się zowie z wielką estymą zastawił Andrzej Wajda w sekwencji Uczty na Zamku w "Panu Tadeuszu". A wcześniej, w dworku "Panien z Wilka" stół też się uginał. W "Pannach", które otarły się o Oscara, jednym z najbardziej smakowitych epizodów było śniadanie Mai Komorowskiej z Anną Seniuk...
G.P.: Jola i Julcia całe w halkach i koronkach siedziały przy oblanym słońcem stole. Niewinnie uciekały od trudnej rozmowy z Wiktorem (Daniel Olbrychski), zanurzając zęby w twarogu, ogórkach i miodzie...

H.T.: Stół w kinie służy czasem do nielichych brewerii. W amerykańskiej wersji filmu "Listonosz dzwoni zawsze dwa razy" Jack Nicholson w porywie namiętności bierze na stole Jessikę Lange. Mocno poszalał Filip Bajon w "Magnacie". Myślę o ujęciu, w którym Grażyna Szapołowska nie bez wdzięku figluje z Lindą na rozpostartym na stołowym blacie gigantycznym makowcu z rodzynkami. To istna sarmacka parodia słynnej perwersyjnej sceny z "Wielkiego żarcia" Marco Ferreriego, gdzie do tarzania na kuchennym meblu zabrał się Marcello Mastroianni z seksowną Andreą Ferreol.

G.P.: Podoba mi się przewrotna kwestia z tego filmu - "Zjedz jeszcze, jeśli nie zjesz, nie umrzesz", ale samobójstwo z przejedzenia to nie w moim stylu. Jestem jak Gérard Depardieu, który mawiał, że żarcie to miłość życia. W tym słynnym filmie pada jeszcze inne ważne zdanie: "Wszystko prócz żarcia jest tylko epifenomenem, piasek, plaża, narty, miłość, praca, twoje łóżko..." - mówi Michel Piccoli. Grany przez niego uczestnik tej wyuzdanej wyżerki umiera z obżarstwa na skręt kiszek. A propos... Przypomina mi się słynna scena z "Sensu życia według Monty Pythona". Elegancka restauracja. Potworny grubas wchłania niewyobrażalne ilości jadła. Ledwo siedzi, ledwo zipie. Na koniec zjada jeszcze listek mięty... Ten maleńki płatek jest kropką nad "i" gigantycznej kolacji. Grubas dostanie takich torsji, że kawałki jedzenia wyrzucane z jego wielkiego jak wiadro żołądka będą fruwać po wszystkich stolikach. Ale nikt z gości, o dziwo, nie przerwie konsumpcji...

H.T.: Kiedy na ekranie pojawiają się epizody "stołowe", zwykle symbolizują one dużo więcej niż potrzebę sycenia głodu. Jacques Tati w "Wakacjach pana Hulot" dobrotliwie obśmiewa stereotypy mieszczańskiego zachowania przy spożywaniu posiłków. Aliści przyjęcie najbardziej paradne wykreował Ingmar Bergman w sekwencji świętowania Bożego Narodzenia w "Fanny i Aleksandrze". Po scenie wystawnej uczty jowialny wujcio puszcza dzieciom na dobranockę bączki, po czym zaciąga w piernaty lubieżną służkę. Najbardziej ponury posmak polityczny nadał scenom familijnych biesiad Luchino Visconti w "Zmierzchu bogów", sadzając za stołem rodzinę niemieckich stalowych baronów, której członkowie za chwilę będą wyrzynać się w walce o władzę...

G.P.: To nic w porównaniu z zarzynaniem koguta w filmie "Kucharze historii".
H.T.: A Hannibal Lecter w "Milczeniu owiec"? Zwierza się ze spożywania czyjejś wątroby z dodatkiem doskonałej fasolki i z popijaniem chianti. A później, w filmowej kontynuacji pt. "Hannibal", już na oczach widza, pożera mózg kogoś żywego. Nasz Andrzej Żuławski w "Szamance" zwalił to na Iwonę Petry, każąc aktorce czerpać mózg partnera... łyżeczką od herbaty.

G.P.: Ponoć wywarło to wrażenie tylko na Azjatach. A pamięta Pan scenę z "Kiedy Harry poznał Sally"? Dwoje przyjaciół w barze. Wcinają kanapki z majonezem i sałatkę. Ona tłumaczy mu, że kobiety nie zawsze przeżywają orgazm, czasem go też udają. Harry, pewny swoich podbojów, nie wierzy w tę teorię, więc Sally (Meg Ryan) odkłada kanapkę i mu demonstruje... Robi to tak sugestywnie, że gdy kończy orgiastyczną prezentację, kobieta siedząca przy sąsiednim stoliku, składając zamówienie, mówi do kelnerki: Poproszę to samo, co ta pani...

H.T.: Pikantne koncepty miewał też Bunuel, że wspomnę tylko, jak szydząc z zadowolonego z siebie tak zwanego lepszego towarzystwa, w "Dyskretnym uroku burżuazji" posadził przy stole zaproszonych gości nie na krzesłach, lecz na muszlach z klozetu.
G.P.: W tym samym filmie grupa znajomych zamawia w restauracji wyrafinowane dania, eleganckie przystawki, markowe wina, a za kotarą żałobnicy opłakują nieboszczyka - szefa restauracji, którego zwłok jeszcze nie zdążył wywieźć zakład pogrzebowy.

H.T.: Stół na ekranie bywa symbolem radosnego pożycia, acz czasem sygnalizuje separację, jak w "Obywatelu Kane", kiedy tytułowy bohater sadowi się do posiłku z żoną na odległych skrzydłach długaśnego stołu. Scena została sparodiowana w "Batmanie", gdy Bruce Wayne (Michael Keaton) spożywa w swej posiadłości kolację z piękną Vicky Vale (Kim Basinger).

G.P.: Jedzenie bywa też synonimem zemsty. W obrazie Greenawaya "Kucharz, złodziej, jego żona i jej kochanek" właściciel luksusowej restauracji Albert to pewny siebie prostak i impertynent. Wstrętne uwagi męża cierpliwie znosi jego żona. Kiedy Albert dowiaduje się, że go zdradziła, zabija jej kochanka. Ale Georgina nie pozostaje mu dłużna. Ciało kochanka podaje mężowi na stół, jako przysmak...

H.T.: Warto też wspomnieć z "Annie Hall" piękną scenę gotowania krabów...
G.P.: Bohater tego filmu Alvy Singer (Woody Allen) opowiada, jak to przychodzi stary facet do psychiatry i mówi: Panie doktorze, mój brat zwariował. On myśli, że jest kurą. A lekarz na to: To czemu nie odda go pan do wariatkowa? - A Singer: - Oddałbym, ale potrzebuję jajek... "To chyba takie mam podejście do związków" - dodaje Singer. - "Wie się, że są całkiem irracjonalne, szalone, absurdalne i... Ale chyba kontynuujemy je, bo większość z nas potrzebuje jajek".

H.T.: Życie, Pani Gabrysiu, zostawmy jednak na boku. Godard zawsze forsował pogląd, że kino jest ważniejsze od życia. A kiedy jego bliscy zarzucali mu, że nie interesuje się sportem czy, u licha, nawet jedzeniem, ten odpowiadał: "Mnie interesuje filmowanie jedzenia".

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie