Stocznia Crist ma swoje tereny w Stoczni Gdynia

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
Tomasz Bołt/ archiwum
Udostępnij:
Stocznia Crist, która w środę zakupiła suchy dok i największą suwnicę na terenie Stoczni Gdynia SA, już za dwa, najwyżej trzy miesiące chce rozpocząć produkcję w gdyńskim zakładzie. Na pierwszy ogień pójdzie specjalistyczny statek dla armatora z Niemiec, służący do posadowienia na morzu siłowni wiatrowej.

- Elementy jego konstrukcji już są budowane w naszych halach - informuje Andrzej Szwarc, pełnomocnik zarządu stoczni Crist. - Za dwa, trzy miesiące statek będzie gotowy, aby wejść na suchy dok i prace nad nim będą kontynuowane w Gdyni. To ogromna i skomplikowana technologicznie jednostka, sama jej załoga liczyć będzie około stu osób.

Andrzej Szwarc podkreśla także, że toczą się rozmowy dotyczące budowy kolejnych, podobnych statków z poważnymi, zagranicznymi kontrahentami. Stocznia Crist nie obawia się więc zastoju w zleceniach i planuje regularnie wykorzystywać suwnicę oraz suchy dok w gdyńskim zakładzie.

- Obiekty umożliwiające lokowanie na morzu siłowni wiatrowych wykonujemy jako jedna z nielicznych stoczni na świecie, a zakup infrastruktury w Stoczni Gdynia SA bardzo ułatwi nam rozmowy z kolejnymi armatorami - nie kryje Andrzej Szwarc. - Dzięki posiadaniu dużego doku i suwnicy jesteśmy w stanie wykonywać zamówienia szybciej i taniej. To jest bardzo ważne dla armatorów, bo jeśli ktoś zamierza zainwestować ogromne pieniądze w budowę statku, chce mieć gwarancję, iż zlecenie zostanie wykonane na czas. Dlatego przewiduję, że w najbliższym czasie wstępne rozmowy z armatorami zagranicznymi staną się dużo bardziej konkretne.

Warto też dodać, że stocznia Crist jest obecnie właścicielem nie tylko doku i suwnicy, lecz także przylegającej do tych obiektów hali, służącej do prefabrykacji kadłubów. Firma zapłaciła za nią ponad 38 mln zł. Posiadanie jednocześnie doku, suwnicy i hali oznacza spore ułatwienia w procesie technologicznym budowy statków.

Według przedstawicieli stoczni Crist budowa specjalistycznego statku w suchym doku w Gdyni trwać może około trzech - czterech miesięcy. Oznacza to, że na terenie gdyńskiego zakładu wodowanych może być około trzech, czterech jednostek rocznie.

Ze scenariusza takiego bardzo zadowoleni byliby stoczniowi związkowcy. - Według mnie tylko budowa co najmniej kilku jednostek rocznie będzie w stanie spowodować, iż inwestorowi zwrócą się ogromne nakłady, poniesione na zakup infrastruktury i w konsekwencji zacznie on też zarabiać - uważa Dariusz Adamski, przewodniczący Solidarności w Stoczni Gdynia SA. - Najlepiej i najefektywniej byłoby zaś, gdyby wszystkie podmioty, które nabyły majątek stoczni, zaczęły ze sobą współpracować.
Według wstępnych szacunków, przy budowie statków w Gdyni zatrudnionych może zostać nawet 3-4 tysiące osób. Według Dariusza Adamskiego rąk do pracy nie zabraknie, bowiem zwolnieni z upadającej Stoczni Gdynia SA stoczniowcy są zainteresowani, aby wrócić do dawniej wykonywanego zawodu.

- Co chwila ktoś przychodzi do siedziby związku i dopytuje się o pracę - mówi Dariusz Adamski.
Nasz komentarz - na stronie 2.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polacy posiadają coraz droższe smartfony

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie