Statek z Polakami porwany

Robert Kiewlicz, Jacek KleinZaktualizowano 
Somalijscy piraci porwali kolejny statek. Na jego pokładzie znajduje się pięciu marynarzy z Polski. Jest bardzo prawdopodobne, że na statku znajdują się mieszkańcy Pomorza.

- W godzinach popołudniowych Ministerstwo Spraw Zagranicznych otrzymało informację o porwaniu u wybrzeży Somalii norweskiego tankowca MT "Bow Asir" - informuje Piotr Paszkowski, rzecznik prasowy Ministerstwa Spraw Zagranicznych. - W momencie porwania statek znajdował się około 300 mil od brzegu. MSZ jest w stałym kontakcie z norweskim armatorem. O sprawie zostały poinformowane kompetentne służby oraz placówki RP w regionie, które niezwłocznie podjęły działania.

MSZ skontaktował się już z rodzinami marynarzy. Został im przekazany numer specjalnego telefonu, gdzie mogą uzyskać wszelkie informacje. Ministerstwo nie ujawnia jednak danych marynarzy. W stałym kontakcie z ambasadą w Norwegii jest polska placówka w Nairobi. Jej pracownicy analizują wszelkie informacje. Właścicielem statku jest norweska firma Odfjell. Do porwania doszło w czwartek ok. godz. 8.30. Armatora poinformował kapitan statku.

- Powiedział, że z różnych stron podpływają pirackie łodzie i uzbrojeni mężczyźni zaczynają przejmować kontrolę na pokładzie - powiedział Per H. Hansen, dyrektor Salhus Shipping, firmy odpowiedzialnej za załogę.

Zdarzenie potwierdziło dowództwo 5 floty US Navy, której okręty operują w tym rejonie. Już dwadzieścia minut później stracono kontakt radiowy z załogą. Obecnie na statku jest ok. 20 piratów uzbrojonych w karabiny maszynowe. - Nie mamy żadnych informacji o rannych. Robimy teraz wszystko, co w naszej mocy, aby zapewnić bezpieczeństwo naszej załogi. Jesteśmy w stałym kontakcie z okrętami marynarki wojennej - powiedział Per H. Hansen.

Międzynarodową załogę stanowi 27 marynarzy: Polaków, Norwegów, Rosjan i Filipińczyków, których kapitanem jest Norweg. Statek został zwodowany w 1982 r. w Korei Płd. pod nazwą "Grenelle Anger".
Marynarzy do pracy rekrutowała firma z Gdańska - Stan Shipping. Jak na razie ani przedstawiciele Stan Shipping, ani przedstawiciele norweskiego armatora, firmy Salhus Shipping, nie podają nazwisk porwanych Polaków.

- Mogę się domyślać, co czują moi koledzy na statku "Bow Asir". Mam nadzieję, że wszyscy z nich zachowają spokój i cierpliwość. Przede wszystkim trzeba zachować spokój. Nie dopuścić do zerwania kontaktu radiowego z armatorem. Sprawa jest skomplikowana i nie ruszy do przodu, dopóki porywacze nie przedstawią swoich żądań. W naszym wypadku trwało to aż cztery dni - powiedział Leszek Adler z Gdyni, oficer techniczny na porwanym przez piratów statku "Sirius Star". - Najgorzej muszą się czuć teraz ich rodziny. Bardzo im współczuję.

"Sirius Star" został porwany w połowie listopada ubiegłego roku. Piraci uwolnili statek dopiero 9 stycznia, czyli po prawie dwóch miesiącach. Początkowo żądali 25 mln dolarów okupu, grożąc zatopieniem statku i katastrofą ekologiczną. Tankowiec przewoził 2 miliony baryłek ropy naftowej. Uwolnili statek po zapłaceniu przez armatora 3 mln dolarów.
Porwanie odbiło się szerokim echem na świecie. Po porwaniu "Sirius Star" Terje Storeng, prezes firmy Odfjell, zapowiedział, że nie ma już zamiaru wystawiać na niebezpieczeństwo załóg swoich statków. Rezygnują więc z trasy przez Zatokę Adeńską. Zamiast tego ich statki mają pływać naokoło Przylądka Dobrej Nadziei.

Konieczne działania na lądzie

Rozmowa z nadkomisarzem policji Wojciechem Woskiem, specjalistą od problemów terroryzmu i piractwa morskiego

Kolejny statek u wybrzeży Somalii padł ofiarą piratów. Na pokładzie jest pięciu polskich marynarzy. Czy jest sposób na ukrócenie tego procederu?

Polscy marynarze są cenionymi fachowcami i pływają na specjalistycznych statkach na wszystkich szlakach. Musimy się zatem liczyć, że mogą być porwani, ale problem nie dotyczy tylko ich. Niebezpieczeństwo grozi wszystkim. W tym ataku niepokojące jest to, że statek został porwany 300 mil do brzegu. Wcześniej piraci operowali raczej na wodach przybrzeżnych.

Organizacja Narodów Zjednoczonych przyjęła rezolucję dot. walki z aktami piractwa. Międzynarodowa flota operuje na tych wodach. To jednak nie wystarczy.

To kolejny atak pomimo możliwości podjęcia działań przez okręty marynarki wojennej. Przynosi to efekty. Odnotowano kilka zdarzeń odparcia ataków przez okręty brytyjskie czy chińskie. Liczebności okrętów nie można zwiększać w nieskończoność. Podziałałoby to oczywiście odstraszająco na piratów, zagrożenia jednak nie wyeliminuje.

Jakie kroki społeczność międzynarodowa może podjąć?

Trzeba międzynarodową misję kontynuować. Konieczne jest jednak przyznanie mandatu na podjęcie działań militarnych na lądzie. Nie chodzi tu 0 interwencję, ale działania pościgowe w celu wyeliminowania baz piratów na lądzie. Taka możliwość powinna być jasno określona w kolejnej rezolucji. Pamiętajmy, że Somalia jest podzielonym krajem, nad którego terytorium rząd nie ma kontroli. Dzięki temu piraci mogli z porywania statków dla okupu uczynić źródło pokaźnego dochodu. Rządy okupu nie płacą, ale płacą właściciele statków. Do misji na lądzie trzeba podejść ze zdrowym rozsądkiem, aby nie narazić zakładników na odwet i utratę życia.

Uważa Pan, że ONZ będzie zdolna do podjęcia takiej decyzji?

Jeżeli ataki będą się nasilały, moim zdaniem nie będzie innego wyjścia i taka decyzja będzie musiała zapaść. Załogi statków nie mają odpowiednich środków, aby się skutecznie bronić, a uzbrojenie ich nie jest dobrym wyjściem.

polecane: FLESZ: Niebawem zmiana czasu, jedna z ostatnich

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie