Stadion najbezpieczniejszym miejscem na Euro 2012

Tomasz Słomczyński
T. Bołt
Udostępnij:
Stadion już w zasadzie wyrósł. Dyskusja o tym, czy będzie gotowy na taki czy inny mecz towarzyski, nie zmienia faktu, że - według wszelkich znaków - za rok będzie mógł przyjąć gości. Być może inaczej jest z drogami lub hotelami...

Tak czy inaczej, to wszystko łatwo zmierzyć i wydać jednoznaczną opinię. Jednak są dziedziny, w których do końca pewności mieć nie będziemy: dopiero kiedy fani futbolu wyjadą, okaże się, czy daliśmy radę.

Do takich dziedzin należy kwestia bezpieczeństwa.

***
Wiele wskazuje na to, że sam stadion to będzie najbezpieczniejsze miejsce podczas mistrzostw. Mają o tym zaświadczyć fakty, które z satysfakcją podają budowniczowie i gospodarze stadionu. Począwszy już od samego ogrodzenia: na pierwszej "bramce", kilkadziesiąt metrów od PGE Areny będzie się odbywać tzw. soft control, potem, tuż przed wejściem na trybuny, przy kołowrotach, hard control - czyli, mówiąc wprost: kibic zostanie obmacany. Wszystko po to, żeby nie wniósł racy, semteksu albo butelki piwa innej marki niż sponsora. Na samym stadionie będzie zainstalowanych 428 kamer, które będą strzegły obiektu w dzień i w nocy. Wyposażone w detekcję ruchu urządzenia będą obejmowały swym zasięgiem każdy zakątek stadionu, i to z dwóch miejsc równocześnie. Porządku mają pilnować tzw. stewardzi - służby informacyjne albo służby porządkowe, ci ostatni to licencjonowani agenci ochrony. Wszyscy mają mieć na wszystko "oko" i pilnować bezpieczeństwa. W razie czego szybko reagować.

***
Nauczeni doświadczeniem, chociażby ostatnich tygodni, powątpiewamy w prewencję. Zakładamy, że mimo wszystkich tych zabiegów ktoś jednak zwróci się obraźliwie do fana przeciwnej drużyny albo nawet kopnie w plecy operatorkę kamery. Co wtedy? Wówczas - jak słyszymy od specjalistów, którzy będą odpowiadać za bezpieczeństwo - zostanie szybko zatrzymany.
- Interwencje będą zdecydowane, ale punktowe - zapewniają specjaliści.

Delikwent, jeszcze na stadionie, zostanie doprowadzony do specjalnego pomieszczenia, "sali sądowej" - tu mają się odbywać tzw. rozprawy odmiejscowione. Chuligan zostanie skazany jeszcze na stadionie.

Adam Wysocki, obecny szef zabezpieczenia meczów Lechii, był na szkoleniu w Wielkiej Brytanii, gdzie przed laty uporano się ze stadionowym bandytyzmem.

- Jeden kibic wstał i obraźliwie krzyknął. Natychmiast na miejscu pojawili się stewardzi. Negocjacje z nim nie przyniosły skutku. Nieznaczny ruch ręki wystarczył, by na miejscu pojawił się umundurowany policjant, człowiek ten został wyprowadzony z trybun.

Szef ochrony przytacza informacje, które dla nas, w Polsce wydają się być nieprawdopodobne:
- Mecze Arsenalu - przy pełnych trybunach, zabezpiecza kilku, kilkunastu policjantów.
A jeśli wstanie stu kibiców i obraźliwie krzykną?

***
Tak się nie stanie, pod jednym warunkiem - że na stadionie nie znajdą się ci, którzy chcą i potrafią narozrabiać. Wszyscy - politycy, dziennikarze, kibice, zgadzają się ze sobą, że ci kibole, którzy już wcześniej wykazali się "dokonaniami", nie mają prawa sforsować bramek. Ale chyba też wszyscy zdają sobie sprawę, że obecne zakazy stadionowe to fikcja.

- Bandyta stadionowy nie zakupi biletu - mówił minister sprawiedliwości, wskazując na zalety nowego systemu identyfikującego wchodzących na stadion. Tymczasem na stadion Lechii jeszcze w maju spokojnie można było zakupić bilet imienny, przekazać go koledze, który posługując się nim, wchodził na trybuny. Minister miał rację - bandyta biletu nie kupi. Zrobi to za niego jego kolega. Problem polega na tym, że nikt nie sprawdza, czy okaziciel biletu imiennego to ta sama osoba, która go kupiła.

A jak będzie na Euro? Wylosowany szczęśliwiec zakupi cztery bilety. Kogo ze sobą zabierze? Nie wiadomo.

- Bandyci stadionowi będą podczas meczów siedzieć w domu, z obrączkami na nogach - to nowy pomysł ministra sprawiedliwości. Równie doskonały jak zakazy stadionowe? Może nie wypada być złośliwym, ale zaleca się wstrzemięźliwość w okazywaniu entuzjazmu wobec ministerialnych pomysłów.

Bo jeśli nie będą siedzieć w domu, jeśli wejdą na stadion, to wtedy i steward, i kamera, i sala sądowa nie pomogą.
***
Kilku policjantów pilnuje kilkudziesięciu tysięcy kibiców - to w Wielkiej Brytanii. A u nas? Kiedy w maju przyjechała do Gdańska 600-osobowa grupa kibiców Legii, pilnowało ich w sumie 1200 policjantów. Czyli dwóch policjantów na 1 kibola gości. Zakładając, że gospodarze mogą dysponować podobnymi siłami uderzeniowymi, to szanse się wyrównują - na jednego fana futbolu przypada jeden funkcjonariusz.

Na Euro przyjadą kilkutysięczne ekipy kibiców. Policja powinna szybko robić nabór do oddziałów prewencji albo dogadać się z wojskiem, które zabezpieczy piłkarskie święto. Starsi kibice wspomną grudzień 1981 roku.

Wracając do ostatniego meczu z Legią. Goście przyjechali autokarami, przez pomorskich funkcjonariuszy byli eskortowani od granicy województwa i z powrotem.

A co by było, gdyby wybrali się pociągiem? Wówczas (dodajmy: za pieniądze podatnika) zostałyby wynajęte miejskie autobusy, które zabrałyby szalikowców z dworca na stadion przy ul. Traugutta i z powrotem. Bynajmniej nie dla wygody, tylko po to, żeby broń Boże nie doszło do przypadkowego spotkania warszawiaków z biało-zielonymi.

Ile to wszystko kosztuje? Nie wiadomo. Jednak z danych Komendy Głównej Policji wynika, że rocznie na zabezpieczanie meczów wydaje się ok. 42 mln zł.

To nasza szara, codzienna rzeczywistość, na Euro ma być inaczej. Po pierwsze: Kibice reprezentacji nie są tak agresywni jak fani drużyn klubowych.

Czyżby? A burda na Litwie, przy okazji naszego reprezentacyjnego meczu? Po drugie: Między klubami zostanie na czas mistrzostw zawarty rozejm. Oby tak się stało. Tego się trzymajmy.

***
Oficerowie operacyjni szacują, że mamy w Gdańsku około stu osób, które można zaliczyć do niebezpiecznych kiboli.

- To ci, którzy raz w tygodniu zakładają szalik i idą na mecz, poza tym, na co dzień żyją z bandyterki - wyjaśnia funkcjonariusz. - Ich "rozpracowanie operacyjne" to podstawa sukcesu. Policjanci robią wywiad - kto z danej grupy wykupił bilety, jakie są nastroje, czy coś się zapowiada...
Czy to się udaje?

Kilka ostatnich miesięcy: zajścia na Litwie, potem w Bydgoszczy. Należałoby powiedzieć, że: wiele w tym temacie jest jeszcze do zrobienia.
Pozostał rok do mistrzostw. Miejmy nadzieję, że będzie to "rok wytężonej pracy".

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie