18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

reklama

Sprawozdanie z przebiegu walk na Wybrzeżu

RedakcjaZaktualizowano 
Kontradmirał Józef Unrug to dla wielu wzór polskiego oficera
Kontradmirał Józef Unrug to dla wielu wzór polskiego oficera Ze Zbiorów Muzeum Marynarki Wojennej
W ostatnich dniach sierpnia 1939 roku przeniosłem się z moim sztabem na stałe do Helu, początkowo do budynku Szefostwa Fortyfikacji Wybrzeża Morskiego, a później do opróżnionego schronu amunicyjnego.

Dowódca Morskiej Obrony Wybrzeża, zmarły w niewoli komandor Stefan Frankowski, zakwaterował się ze swoim sztabem początkowo w miejscowości Jurata, później przeniósł się do torpedowni (1). Dowództwo Rejonu Umocnionego Hel, z komandorem Włodzimierzem Steyerem na czele, mieściło się początkowo w koszarach przy porcie wojennym Hel, potem częściowo w niedokończonych koszarach dla baterii przeciwlotniczej półstałej.

Łączność z Oksywiem - telefon i dalekopis - istniała do końca walki na Wybrzeżu z krótkimi przerwami, powodowanymi przez bomby lotnicze oraz pociski. Tak samo było z telefoniczną łącznością poszczególnych dowództw na półwyspie. Radiowa łączność przeważnie za pomocą krótkofalówek istniała z Krajem (Warszawa, Pińsk) aż do końca. Łączność z okrętami podwodnym (na różnych falach) działała stale, choć z trudnościami i przerwami, na ogół lepiej jak się tego spodziewałem (...)

Dzień 1 września
(...) Po południu pierwszy nalot bombowy na Hel, na baterię kal. 152,4 mm "cyplową", wykonany przez około 20 Sztukasów. Są straty w ludziach, straty materialne nieznaczne. Część bomb nie detonuje. W tym samym czasie naloty bombowe na Gdynię i port wojenny na Oksywiu. Tracimy ORP "Mazur" i bazę nurków, z dużą stratą ludzi w obu wypadkach. Poza tym zniszczono parę statków pomocniczych portu wojennego. Około godziny 17.00 nastąpiło natarcie kilkudziesięciu samolotów nieprzyjaciela na okręty "Gryf", Wicher" i dywizjon trałowców, znajdujące się w głębi Zatoki Puckiej.

Uwagi

1. Rychło rano tego dnia nastąpił pierwszy nalot nieprzyjaciela na port wojenny w Gdyni bez zrzucania bomb, przypuszczalnie dla rozpoznania celu. Popołudniowy nalot bombowy był widocznie wymierzony przeciwko okrętom podwodnym, które jednak już rano, po nalocie rozpoznawczym nieprzyjaciela, opuściły port.

2. Wobec ogromnej przewagi lotnictwa nieprzyjaciela i całkowitej bezbronności przeciwlotniczej naszej bazy lotniczej w Pucku kazałem wywieźć nie zniszczone, względnie mało uszkodzone samoloty i pomieścić je wzdłuż wybrzeża półwyspu w sąsiedztwie Jastarni, w nadziei, że uda się je uruchomić. Niestety, usiłowania w tym kierunku nie dały rezultatów, wskutek ciągłego działania lotnictwa nieprzyjaciela. Wobec tego przez cały czas wojny na Wybrzeżu współpracy naszego lotnictwa nie było wcale.

Z personelu Morskiego Dywizjonu Lotniczego sformowany został oddział piechoty w sile około 300 ludzi, który obsadził Wielką Wieś z zadaniem obrony nasady Półwyspu Helskiego przeciw spodziewanym w krótkim czasie natarciom nieprzyjaciela (...)
Dzień 3 września
Rano, około godz. 7 dwa niszczyciele nieprzyjaciela typu "Leberecht Maass" ostrzeliwują port wojenny Hel z dużej odległości (blisko 20 000 m). Wydaje się, że okręty te wyszły z Pilawy. Na ogień odpowiadają z portu "Wicher" i "Gryf", poza tym bateria 152,4 mm "Boforsa". Zauważono trafienia na okrętach nieprzyjaciela, które osłoniły się potem mgłą bojową. Obserwatorzy tej walki twierdzą, że po zejściu mgły zauważyli już tylko jeden niszczyciel, poza granicą donośności naszej artylerii. Po przybyciu holownika z Gdańska okręt oddalił się w kierunku tego portu.
Z naszych okrętów "Gryf" był trafiony przez kilka pocisków, byli zabici i ranni, szkody materialne znaczne. Okręt zaczął się palić, ale pożar zgaszono.

Po południu bombowce niemieckie uderzyły na "Wichra" i "Gryfa" w porcie wojennym Hel. "Wicher" trafiony kilku bombami, przewrócił się w krótkim czasie na prawą burtę. "Gryf" i dok pływający, obok którego stał, zostały również trafione przez bomby. Tak okręt jak i dok zatonęły, rozlewająca się ropa zapaliła się. Na obu okrętach znaczne straty w zabitych i rannych.

Uwagi
1. Trafieniom na niszczycielach przeciwnika towarzyszyły wybuchy pary i płomieni. To i zgodnie przez kilku obserwatorów stwierdzony fakt, że po rozejściu się mgły bojowej pozostał już tylko jeden niszczyciel na placu boju, po który przyszedł holownik z Gdańska, przyjęto z naszej strony za dowód, że jeden z niemieckich okrętów został zatopiony, a drugi ciężko uszkodzony. Wiara w tę wersję została wzmocniona przez opowiadania niemieckich podoficerów (już po kapitulacji), że podczas boju 3 września jeden z niemieckich niszczycieli zatonął. Osobiście uważam zatopienie za wątpliwe, przyjmuję jednak za pewne, że okręty nieprzyjaciela zostały trafione i uszkodzone.

Przypuszczenia swoje opieram z jednej strony na małym prawdopodobieństwie, żeby pociski średniego kalibru mogły zatopić w tak krótkim czasie stosunkowo duży okręt wojenny, z drugiej strony zaś - w słowach niemieckiego dowódcy okrętu "Schlesien", który wobec mnie bez ogródek wyraził swój podziw dla szybkości wstrzelania się i skuteczności ognia naszej artylerii morskiej, a zwłaszcza brzegowej kal. 152,4 mm "Boforsa".

2. Po nalocie "Wicher" leżał prawą burtą na dnie, lewa burta sterczała nad wodą. "Gryf" siedział na dnie i palił się jeszcze przez parę dni, tak samo jak powierzchnia wody naokoło aż do brzegu. Okręt przedstawiał widok zupełnego wraku i odniosłem wrażenie, że ma przełamany grzbiet, toteż pogłoski o tym, że Niemcy mieli go uruchomić, uważam za niewiarygodne.

3. Załogi "Gryfa" i "Wichra" zostały użyte do uzupełnienia baterii nadbrzeżnych i przeciwlotniczych specjalistami. Z reszty został sformowany oddział lądowy dla pomocy przy obronie przed ewentualnymi desantami. Oddział tylko częściowo uzbrojony z powodu braku broni ręcznej.
Dzień 4 września
W nocy z 3 na 4 września ORP "Ryś" przybył do portu wojennego Hel. Wskutek wybuchu rzucanych na niego licznych bomb głębinowych, wyciekająca ze zbiorników ropa zdradzała miejsce zanurzenia okrętu. Poza tym załoga była wyczerpana i upadała na duchu. "Ryś" pozostał w porcie przez dwa dni, zanurzony aż do kiosku i zakryty przez łodzie i kutry przed obserwacją lotników nieprzyjaciela. Po wypoczęciu załogi i wypompowaniu ropy z uszkodzonych zbiorników na zewnątrz portu, "Ryś" 7 września opuścił Hel i udał się do przeznaczonego mu sektora (...)

Dzień 7 września
(...) Podczas nocy trałowce stawiają miny w zatoce, pomiędzy Gdańskiem i Gdynią (...)

Dni 8-10 września
Do Gdańska przybył pancernik "Schliesen", okręt bliźniaczy "Schleswiga-Holsteina" (3). Odtąd te dwa pancerniki codziennie wychodzą z Nowego Portu i trzymając się granicy dziesięciometrowej wzdłuż wybrzeża gdańskiego idą pod Orłowo, a później aż do Gdyni, ostrzeliwując przez parę godzin półwysep ciężką artylerią, po czym wracają do Gdańska (4). Głównymi celami dla ognia pancerników była bateria 152,4 mm "cyplowa", port wojenny i osada Hel. Ale i inne miejscowości na półwyspie były ostrzeliwane. W stosunku do znacznej ilości wystrzelonej amunicji, rezultaty były słabe, dzięki niedużej celności ognia (pomimo pomocy obserwacji lotniczej) oraz niedetonowania części pocisków przy upadku. Bateria została trafiona z małą stratą w ludziach, a w Helu i innych miejscowościach ucierpiały zabudowania. Pancerniki posuwały się bardzo ostrożnie, wyprzedzane przez trałowce i otoczone liczną eskortą motorówek dla obrony przeciwko okrętom podwodnym (5). Skoro tylko nasza bateria osiągnęła obramowanie względnie trafienia, co się zdarzyło kilkakrotnie, zaraz eskorta otaczała pancerniki sztuczną mgłą.

Baon sformowany z personelu Morskiego Dywizjonu Lotniczego został po kilkudniowych walkach wypchnięty z Wielkiej Wsi i Władysławowa przez nacierające siły nieprzyjaciela, które przybyły z zachodu. Bateria kal. 75 mm przy porcie została przez obsługę zdemontowana i wycofana. W następnych dniach Niemcy przystąpili do wyładowania artylerii w porcie Władysławowo. Nasza obrona nasady półwyspu wycofuje się na nowe stanowiska, przygotowane na zachód od Chałup. Odtąd samoloty nieprzyjaciela, poza często powtarzanymi nalotami bombowymi, rozpoczynają rzucanie bomb zapalających na lasy półwyspu, lecąc na małej wysokości i unikając znanych im stanowisk naszej artylerii przeciwlotniczej. (...)

Uwagi

1. Odrzuciłem rozważany plan atakowania pancerników nieprzyjaciela przez nasze okręty podwodne: pancerniki trzymały się blisko brzegu na głębokościach uniemożliwiających manewrowanie, poza tym były stale otoczone przez ścigacze.
2. Bomby zapalające rzucane przez samoloty nieprzyjaciela na lasy Półwyspu Helskiego w dużej ilości przeważnie nie wybuchają, zarywając się w miękkim mchu i piasku. Pożary lasu, które tu i ówdzie powstały, zostały prędko zgaszone przez specjalne oddziały pożarne. Przypominam sobie tylko o jednym groźniejszym wypadku, kiedy pożar zdołał się rozszerzyć i gaszenie było trudne, trwające parę dni.

3. Nowa pozycja zajęta przez nasze oddziały po zdobyciu przez nieprzyjaciela Wielkiej Wsi i Władysławowa, pokrywała się mniej więcej z linią betonowych bunkrów wybudowanych w miesiącach poprzedzających wojnę (6). Niestety, bunkry nie zostały wykończone, nie było dla nich sprzętu ani urządzeń technicznych, jak drzwi i wentylacja. Zostały one wobec tego tylko częściowo wykorzystane. (...)

Dni 11-17 września
(...) Bateria kal. 100 mm (tzw. międzynarodowa) strzela do trałowca nieprzyjacielskiego, przy czym obserwowano trafienia. (7)

Niemcy ostrzeliwują nasze stanowiska piechoty oraz miejscowość Kuźnica i Chałupy z baterii lądowych ciężkiego kalibru, ustawionych koło Pucka. Celem przeciwdziałania zostają 2 działa baterii kal. 100 mm (tzw. międzynarodowej) przeprowadzone na nowe pozycje na wschód od Juraty (8). Nasza piechota robi wypad na Władysławowo. Zaskoczeni Niemcy zostają odrzuceni, wzięto kilku jeńców.

Na skutek prośby dowódcy Lądowej Obrony Wybrzeża trałowce ostrzeliwują powtórnie nocą pozycje nieprzyjaciela koło Depki i Mostów, celem wspierania własnych oddziałów i stawiają miny w zatoce.

Uwagi
1. W związku z ewakuacją Gdyni, Bank Polski odsyła zapas waluty na Hel. Przed kapitulacją Helu banknoty zostały komisyjnie spalone.

2. Artyleria przeciwlotnicza na Oksywiu jest zaopatrywana w amunicję ze składów na Helu. Transporty odbywają się zwykle nocą, na kutrach itp.

Dni 14-16 września
(...) Niemcy wykonują kilka ciężkich nalotów bombowych na okręty dywizjonu trałowców w porcie Jastarnia, przy czym 3 trałowce zostają zatopione, a inne uszkodzono.
Część personelu komendy portu wojennego w Gdyni zostaje ewakuowana na Hel.
Komisarz Rządu w Gdyni Franciszek Sokół przybywa na Hel. Zostaje przydzielony do sztabu kmdr. Frankowskiego (...)
Dni 20-26 września
Niemcy rozrzucają ulotki agitacyjne z samolotów. Odtąd robią to ciągle.
Baterie niemieckie ze strony Pucka ostrzeliwują dniem i nocą stanowiska naszej piechoty. Okręty nieprzyjaciela, trałowce i stare niszczyciele ostrzeliwują nasze pozycje z morza. Aby wstrzymać napór nieprzyjaciela, dla wsparcia obrony zostaje nocami wykonana zagroda z torpedowych głów bojowych w najwęższym miejscu półwyspu, na wschód od Chałup.
W Pucku przy lotnisku Niemcy urządzili przystań dla wodnosamolotów, które stamtąd nalatują na zatokę i Półwysep Helski.

Dzień 27 września

Odbieramy wiadomość o kapitulacji Warszawy. Nieprzyjaciel spycha naszą obronę na pozycje za Chałupami. Wysadzenie zagrody z głów torpedowych. (9)

Uwagi
Zagroda składa się z wielkiej liczby bojowych głów torpedowych (już niepotrzebnych dla właściwego celu) zaopatrzonych w elektryczne detonatory i połączone kablem, tak żeby można wysadzić od razu całą zagrodę. Szerokość półwyspu w miejscu, gdzie założona została zagroda, wynosi między 100 a 200 m. Wysadzenie zagrody miało stworzyć przerwę, utrudniającą posuwanie się piechoty nieprzyjaciela. Zagroda została wysadzona ze spóźnieniem, kiedy już część sił nieprzyjaciela przekroczyła ją. W rezultacie wstrzymała napór nieprzyjaciela na kilka dni.

Dzień 28 września
Już od pewnego czasu zauważone i zwalczane wśród załogi półwyspu objawy niezadowolenia i upadku ducha na tle klęski narodowej, rozszerzają się gwałtownie pod wpływem niemieckiej propagandy i doprowadzają ostatecznie do otwartego buntu. Bunt obejmuje w pierwszym rzędzie oddział piechoty złożony ze starych rezerwistów, rozlokowany w okolicy Jastarni.
Uwagi
1. Propaganda niemiecka działała przez część ludności cywilnej, znajdującej się pod wpływami niemieckimi i przez obfite rozrzucanie ulotek z powietrza. Operowała ona znanymi hasłami, jak np. o bezcelowości beznadziejnej walki z olbrzymią potęgą niemiecką, o ucieczce Rządu Rzeczypospolitej, upadku Warszawy, zajęciu całej Polski przez zwycięzcę, nawoływała do odmawiania posłuszeństwa przełożonym i szafowała obietnicami. (...)

Dzień 1 października
Kmdr Frankowski, dowódca Moskiej Obrony Wybrzeża, melduje, że nasz front pomiędzy Kuźnicą i Jastarnią chwieje się, i że ferment w oddziałach rozszerza się. Podczas narady, w której oprócz kmdr. Frankowskiego i mnie brał udział dowódca Rejonu Umocnionego kmdr Steyer i szef sztabu Dowództwa Floty kmdr Majewski, obaj dowódcy oświadczyli, że wstrzymanie szerzącego się buntu uważają za niemożliwe. Na moje zapytanie, czy uważają,że wobec tego dalsza walka z nieprzyjacielem staje się niemożliwa bez bratobójczego rozlewu krwi, odpowiedzieli twierdząco. Na to oświadczyłem, że w takich warunkach jestem zmuszony do kapitulacji. Tak kmdr Frankowski, jak i kmdr Steyer zgodzili się na mój punkt widzenia. Sprzeciwił się szef sztabu kmdr Majewski, jednak nie potrafił dać sposobu dla uniknięcia tej ewentualności. W rezultacie oświadczyłem, że decyduję się na kapitulację z następujących powodów:

1. Dalsza walka byłaby możliwa tylko w razie namierzenia buntowniczych fermentów wśród oddziałów. To byłoby jednak związane z wewnętrznym rozlewem krwi, do czego pod żadnym warunkiem nie chcę dopuścić.

2. Nawet w wątpliwym zresztą wypadku, gdyby udało się uśmierzyć bunt za cenę rozlewu krwi, dalsza obrona wobec przewagi przeciwnika i już objawiającego się u nas braku amunicji artyleryjskiej (zwłaszcza amunicji przeciwlotniczej) nie mogłaby trwać dłużej jak 5 do 10 dni i pociągnęłaby za sobą duże straty w ludziach.

3. Flota morska, zwłaszcza okręty podwodne, przestają walczyć na Bałtyku ("Wilk" i "Orzeł" opuściły Bałtyk; "Ryś", "Żbik" i "Sęp" internowane w Szwecji). Zatem Hel stracił już swe znaczenie jako baza naszej floty i jako punkt kierowniczy jej działań na Bałtyku.

Na końcu podkreśliłem, że odpowiedzialność za kapitulację spoczywa wyłącznie na mnie i że się tą odpowiedzialnością wobec moich przełożonych z nikim nie zamierzam dzielić.
Po naradzie kazałem nadać radiem odpowiedni sygnał w języku polskim do dowódcy niemieckich sił. Po pewnym czasie odebrana została odpowiedź dowódcy niemieckiego, że kapitulację przyjmuje, a krótko potem propozycje, co do zawieszenia działań wojennych o godz. 14 oraz szczegóły dotyczące spotkania się delegacji stron celem omówienia warunków kapitulacyjnych, na co wyraziłem zgodę.
W ciągu tego dnia niemieccy lotnicy jeszcze nalatywali na Hel, na co nasza artyleria odpowiadała ogniem. O godz. 14 w myśl umowy, ogień przerwano. Na tym walka o wybrzeże polskie się skończyła.

Celem omówienia warunków kapitulacji wydelegowałem kmdr. Majewskiego, który tego dnia jeszcze, w towarzystwie oficera tłumacza, udał się w umówionym czasie do Sopotu na niemieckim kutrze trałowym. Protokół spisany na konferencji doręczył mi kmdr Majewski po powrocie do Helu.

Dzień 2 października
W nocy z 1 na 2 października został przez całą naszą załogę zniszczony sprzęt, w pierwszym rzędzie wszystkie działa. Reszta okrętów i statków zatopiona na miejscu postoju w porcie, względnie unieruchomiona przez zniszczenie mechanizmów. Wszystkie szyfry, dokumenty i akta zostały spalone. Udzieliłem oficerom i szeregowym ogólnego pozwolenia wyjazdu kutrami lub motorówkami celem przedostania się do Szwecji. Pewna liczba osób skorzystała z pozwolenia i wyjechała; do Szwecji - o ile wiem - dotarła tylko jedna motorówka. (10)

W myśl protokołu kapitulacyjnego, o godz. 11 niemieckie siły zbrojne wkroczyły na półwysep. Tegoż dnia trałowiec niemiecki zatonął na zagrodzie minowej postawionej przez nasze okręty podwodne przy północnym brzegu półwyspu koło Jastarni. (11)

Oryginalne przypisy od autora
1. Autor ma na myśli jeden z magazynów torpedowych, jakie wykonano dla Rejonu Umocnionego Hel.
2. Nieściśle. Okręt liniowy "Schliesen" wszedł do Gdańska dopiero 20 września.
4. Informacja nieprawdziwa. Sytuacja, o jakiej pisze autor, miała miejsce dwukrotnie (25 i 27 września).
5. Autor ma na myśli kutry trałowe i zmobilizowane kutry rybackie. Te ostatnie nie były przystosowane do poszukiwania okrętów podwodnych.
6. Nie jest to stwierdzenie prawdziwe. Oddziały polskie obsadziły pozycję opóźniającą w rejonie Chałup. Linia umocnień żelbetowych, o których wspomina autor, przebiegała na zachód od Jastarni.
7. Autor ma na myśli trafienie w dniu 12 września trałowca "Otto Braun", przy czym sukces ten przypisuje 33. baterii nadbrzeżnej (tzw. duńskiej).
8. Były to działa 32. baterii nadbrzeżnej (tzw. greckiej).
9. W rzeczywistości zagroda została wysadzona kilka dni później, gdyż 30 września.
10. Był to kuter pościgowy Straży Granicznej "Batory". Zdołał on osiągnąć wyspę Gotland, jego pasażerowie w liczbie kilkunastu, zostali internowani.
11. Okrętem tym był trałowiec M-85. Zatonął on na minie postawionej przez "Żbika", jednak wydarzenie miało miejsce dzień wcześniej, to jest 1 października.

Urodzony w Niemczech, wybrał Polskę

Józef Michał Hubert Unrug urodził się 7 października 1884 roku w Brandenburgu koło Berlina, jako syn generała majora pruskiej gwardii Tadeusza Gustawa Unruga. W latach 1900 - 1907 ukończył Szkołę Oficerską w Murwicku. W okresie służby w pruskiej flocie służył m.in. na takich okrętach jak "Munchen" i "Niobe" oraz na pancerniku "Fredrich der Grosse". Po zejściu z okrętów został komendantem Szkoły Okrętów Podwodnych i dowódcą Flotylli Okrętów Podwodnych. W roku 1919, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, przyjechał do kraju i oferował swoje usługi Wojsku Polskiemu.

Pozytywnie zweryfikowany, przydzielony został w stopniu kapitana marynarki na kierownika Wydziału Operacyjnego do Sekcji Organizacyjnej Departamentu dla spraw Morskich w Warszawie. W 1920 roku przeniesiono go do Gdańska, gdzie został pierwszym kierownikiem Urzędu Hydrograficznego. W tym samym roku kupił, na własne nazwisko, pierwszy polski okręt - ORP "Pomorzanin". Przez następne dwa lata był p.o. szefem Sztabu Dowództwa Floty. W 1923 roku, po konflikcie z kmdr. por. Edwardem Sadowskim, na własną prośbę przeszedł do rezerwy. Władzom polskim trudno się było pogodzić z utratą tak wartościowego, lojalnego i znakomicie wykształconego na kierunkach wojenno-morskich oficera. W 1925 roku prezydent Stanisław Wojciechowski przywrócił go do służby, a w 1933 roku został awansowany na kontradmirała.

Przeniósł dowództwo floty na Hel i został dowódcą obrony Wybrzeża, bezpośrednio podległym naczelnemu wodzowi marszałkowi Polski Edwardowi Rydzowi-Śmigłemu. Po upadku niemal wszystkich innych punktów oporu na Wybrzeżu, 1 października, jako jeden z ostatnich oddał Niemcom, odcięty od reszty kraju i bez jakiegokolwiek wsparcia, Hel. Kontradmirał Unrug, wraz z pozostałymi marynarzami i żołnierzami, dostał się do niewoli.

Przebywał w oflagach X B Nimburg, XVII C Spittal, II C Woldenberg, VII B Sandbostel, IV C Colditz, X C Lubeka, a od 1941 roku w VII A Murnau. Uwolniony został w 1945 roku. Po opuszczeniu obozów jenieckich przebywał w Wielkiej Brytanii, gdzie brał udział w likwidacji Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Zmarł w wieku 88 lat w Domu Spokojnej Starości Polskiego Funduszu Humanitarnego w Lailly-en-Val. Pochowany 5 marca 1973 roku na cmentarzu w Montresorze. W 1976 roku poświęcono tablicę jego pamięci w kościele Marynarki Wojennej w Gdyni Oksywiu.

Honor polskiego oficera

Jako urodzony pod Berlinem, w niemieckiej rodzinie arystokratycznej, Józef Unrug mówił lepiej po niemiecku niż po polsku, lecz w obozach kontaktował się z Niemcami w języku polskim, przez tłumacza. Swojej niemieckiej rodzinie, która odwiedziła go w oflagu, powiedział, że 1 września zapomniał, jak się mówi po niemiecku. W obozach przeczytał ponad 400 książek po angielsku i francusku i żadnej w języku niemieckim. Odmówił przejścia w stopniu admirała na stronę niemiecką i objęcia stanowiska w Kriegsmarine, dzieląc niewolę ze swoimi żołnierzami.

Rękopis sprawozdania kontradmirała Józefa Unruga udostępniło nam Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie