reklama

Soundrive Fest 2016 w Gdańsku. Szeroka paleta wykonawców

RedakcjaZaktualizowano 
Petite Noir wziął Gdańsk szturmem, a przecież przed festiwalem nie wszyscy słuchacze w ogóle tym artyście wiedzieli
Petite Noir wziął Gdańsk szturmem, a przecież przed festiwalem nie wszyscy słuchacze w ogóle tym artyście wiedzieli materiały prasowe
Gdański Soundrive Fest 2016 zakończył się tuż po północy z soboty na niedzielę. Festiwal w klubie B90 w Gdańsku udowadnia, że kultura czuje się najlepiej z dala od Ministerstwa Kultury. Kilka tegorocznych występów można bez przesady nazwać dobrymi w stopniu sensacyjnym.

Była to już piąta jego edycja, a czwarta po przeniesieniu imprezy z Gdyni do nowo powstałego wówczas klubu B90 w Gdańsku. Po trzech latach od debiutu na terenach postoczniowych festiwal okrzepł i w tej lokalizacji, i w swojej oryginalnej koncepcji, która - już teraz to widać - sprawdza się i w dodatku jest rozwojowa.

Pomysł na Soundrive Fest jest taki: zapraszać wykonawców, którzy mogą nie być zauważani przez media, mogą nie istnieć na listach przebojów, ale za to cieszą się uznaniem fanów i zbierają dobre recenzje na portalach i blogach specjalizujących się w muzyce niezależnej. Aby przyciągnąć odpowiednio dużo publiczności na festiwal, trzeba stworzyć różnorodny program, po trosze rockowy, po trosze elektroniczny, z domieszkami popu, etno, hiphopu i muzyki eksperymentalnej. Wybranych wykonawców trzeba umiejętnie rozmieścić na scenach i w harmonogramie godzinowym. Następnym krokiem są działania promocyjne, głównie internetowe, resztę załatwi marketing szeptany. Ten model w przypadku gdańskiego festiwalu okazał się skuteczny. Niewielki budżet i niewielka skala, szczególnie w porównaniu z gigantami w rodzaju Open’era czy Orange Warsaw, pozwalają też na prawdziwie niezależne działanie oparte na lokalnym finansowaniu, bez oglądania się na dotacje ministerialne lub sponsorowanie przez duże firmy.

Mimo tych budżetowych ograniczeń w tym roku festiwal nieznacznie się rozrósł w porównaniu z poprzednimi edycjami - Soundrive 2016 gościł około pięćdziesięciu wykonawców, rozmieszczonych w trzech dniach na pięciu scenach. Liczba koncertów na poszczególnych scenach wahała się od jednego do czterech dziennie, więc zachowana została ważność dwóch podstawowych scen, Main Stage i Soundrive Stage, które gościły każdego dnia po cztery występy. Na tegorocznym festiwalu udała się też sztuka z headlinerami - koncerty, które zamykały poszczególne dni na dwóch głównych scenach, były rzeczywistymi kulminacjami.

Pierwszego dnia najlepiej sprawdziły się zespoły rozmieszczone skrajnie - otwierający dzień na polskiej scenie, czyli Soundrive Stage, Bownik i zamykający Main Stage londyński zespół Fat White Family. Brytyjczykom udało się stworzyć na estradzie własny świat, niezwykle sugestywny i wciągający. Udało się im także pokazać, że można tworzyć rockowy kabaret i nie być podobnym do Big Cyca.

W piątek rewelacyjnie na festiwalowej scenie głównej zaprezentowały się dwa zespoły psychodeliczne - brytyjski Yak i amerykański Sunflower Bean. Transowy, stonerowy klimat udzielił się także publiczności. Jeszcze ostrzej, porywająco zagrał jako ostatni na scenie krajowej trójmiejski Calm The Fire, a na Main Stage powiało subtelnością za sprawą kolejnych Brytyjczyków, Honne.

Niedziela przejdzie do historii za sprawą dwóch koncertów finałowych - na mniejszej scenie furorę zrobiło trio JAAA!, o którym da się już powiedzieć, że to największe polskie objawienie tego sezonu, a na Main Stage uwiódł publiczność pochodzący z RPA Petite Noir. Połączenie brzmień nowej fali lat 80. z afrykańskimi rytmami rozłożyło słuchaczki i słuchaczy na łopatki.

Dzięki temu, że publiczność Soundrive Fest jest wyjątkowo otwarta i nastawiona na artystyczną przygodę, wibracje pomiędzy najlepszymi wykonawcami a publicznością były nadzwyczajnie silne i pozytywne. Jeśli ktoś z uczestniczących w festiwalowych wydarzeniach nie wierzył w istnienie koncertowej chemii, musiał zmienić poglądy na takich choćby występach jak Sunflower Bean. Nowojorski zespół po prostu nie mógł zejść ze sceny, tak był nakręcony entuzjastycznym przyjęciem. Julie Cumming, charyzmatyczna wokalistka i basistka tej formacji, kilkakrotnie zapowiadała ze sceny rychły powrót.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie