reklama

Sopot: Miasto tnie policji kasę za ściganie ratowników WOPR

Piotr Weltrowski
Konflikt między sopocką policją a władzami miasta przybiera na sile. Stróże prawa alarmują, że miasto wstrzymało praktycznie całą pomoc finansową dla komendy. Urzędnicy potwierdzają te informacje i zarzucają zarazem policji, iż zamiast pilnować bezpieczeństwa w mieście, zajmuje się... ściganiem ratowników WOPR.

- Obecnie od miasta nie dostajemy żadnych pieniędzy, poza tymi, które przeznaczone są na rachunki telefoniczne dzielnicowych - mówi podinsp. Mirosław Pinkiewicz, szef sopockiej policji.
Na opłaty za owe rachunki miasto przeznaczyło 2 tys. zł. Na pozostałą pomoc dla policji w tym roku około 160 tys. zł. Kupowano komendzie m.in. benzynę, tonery do drukarek, sprzęt komputerowy, finansowano również dodatkowe patrole. Do czasu.

- Latem, z dnia na dzień, dowiedzieliśmy się, że pieniędzy na kolejne dodatkowe służby nie będzie - mówi nam jeden z sopockich policjantów.

Urzędnicy nie zaprzeczają. - Mimo wielokrotnych próśb o to, aby wzmocnić patrole w centrum miasta, szczególnie na ulicy Bohaterów Monte Cassino, gdzie nawet poza sezonem jest bardzo dużo młodych, nierzadko pijanych ludzi, nie ma pozytywnej reakcji sopockiej policji - mówi Magdalena Jachim, rzecznik sopockiego magistratu. - Do połowy lipca finansowaliśmy z pieniędzy podatników dodatkowe służby patrolowe. Jednak w sytuacji, kiedy policja odmawiała służbom miejskim odpowiedzialnym za bezpieczeństwo podania grafiku patroli finansowanych z naszego budżetu, miasto wycofało się z wydawania publicznych środków w ciemno.

Pinkiewicz odpowiada krótko. - To bzdura. Codziennie ul. Bohaterów Monte Cassino penetrują dwa nasze patrole. Grafików nie mogliśmy dać miastu, bo to wewnętrzne dokumenty policji, do których wglądu nie mogą mieć osoby z zewnątrz - mówi szef sopockich stróżów prawa.
Na tym jednak zarzuty miasta się nie kończą. - Wspomagamy sopocką komendę, ale wymagamy, aby funkcjonariusze karali te osoby, które faktycznie popełniają wkroczenia, czy zagrażają bezpieczeństwu innych, a nie ratowników WOPR, którzy na quadach jadą na interwencję, czy organizatorów imprez na molo - dodaje Jachim.

Policja nie zaprzecza, iż interweniowała w tego typu sprawach. - Nie dzielimy wykroczeń na mniejsze i większe, stoimy na straży prawa. Zatrzymaliśmy prezesa WOPR, gdy jechał autem nieprawidłowo oznakowanym, jako pojazd uprzywilejowany, bez ważnej zgody MSWiA. Do tego doszła druga sprawa udostępnienia quada osobie bez prawa jazdy - tłumaczy Pinkiewicz.

Sami pracownicy WOPR sprawę widzą jednak inaczej. - Zdarzyło się, że po zgłoszeniu policji, że mamy natychmiast jechać na ratunek nieprzytomnemu człowiekowi, kiedy nasi ratownicy wsiedli na quady i wjechali na alejkę rowerową, nagle pojawił się policjant na motorze i zatrzymał jednego z nich - mówi Marcin Burda, wiceprezes sopockiego WOPR. - Owszem, ratownik nie miał prawa jazdy, ale nie musiał go mieć, aby poruszać się po plaży. Najdziwniejsze jest to, że gdy nasi ludzie pojawili się tam, gdzie wcześniej wezwała ich policja, zobaczyli, że chodzi o jakąś zupełnie błahą sprawę. To naprawdę bardzo dziwny zbieg okoliczności.

Obie sprawy - zarówno ta dotycząca nieprawidłowo oznakowanego auta, jak i quada, którym poruszał się ratownik bez prawa jazdy - trafiły do sądu. Ratownicy zaznaczają jednak, że w międzyczasie zgodę MSWiA na oznakowanie pojazdu, jako uprzywilejowanego, otrzymali.
Kolejną kością niezgody między miastem a policją jest kwestia monitoringu. Zainstalowano go, za pieniądze gminy (66 tys. zł) w Komendzie Miejskiej Policji w Sopocie.
- Radni Sopotu, podczas ostatniej wizyty w komendzie stwierdzili osobiście, że w przeciwieństwie do dyżurki Straży Miejskiej, gdzie 24 godziny na dobę jest osoba monitorująca obraz z kamer, na policji nikt tego regularnie nie monitoruje - dodaje Jachim.

Policja znów się nie zgadza, mówiąc o trzech osobach odpowiedzialnych za pilnowanie kamer, ale... - Rzeczywiście, byliśmy w komendzie i podczas naszej wizyty nikt monitoringiem się nie zajmował, nie chce jednak wyciągać tak daleko idących wniosków, że nie jest on regularnie sprawdzany - mówi Jerzy Hall, jeden z radnych.

O sporze na linii miasto-policja zrobiło się głośno kilka tygodni temu, po wszczęciu śledztwa w sprawie rzekomej korupcji w komendzie sopockiej Straży Miejskiej. Komendant straży sugerował wówczas, że całe zamieszanie ma "podłoże ambicjonalne i osobiste". Sopoccy radni chcieli godzić obie strony. Zaprosili m.in. na spotkanie komendanta policji. Pierwotnie do rozmów dojść miało już w tym tygodniu, dojdzie jednak do nich prawdopodobnie na początku listopada.

- Otrzymałem pismo w tej sprawie od przewodniczącego Rady Miasta, moja odpowiedź, gdzie proponuję termin spotkania, powinna lada moment do niego trafić - dodaje Pinkiewicz.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

z
zainteresiwany

Zobaczcie komentarze na sopot.naszemiasto.pl do tego tematu. Niezła kicha.

k
krakus

jestem po stronie miasta-bedac w sezonie co chwile widzialem spitych lezacych w krzakach przy plazy,w sadzawce przy domu zdrojowym zabrudzony menel myl nogi,zlodzieje w drechach widzialnie planowali kradzieze na wyrwe-nie widzialem w mundurze zadnych policjantow przez 2 tygodnie-skandal prewencyjny-pozatym tak brudnej wody przybrzeznej nigdy nie widzialem pod grand hotelem-za komuny wybierano ta bryje i byly siatki...

g
gf

stary kawal jak to nad kuba pojawila sie wielka d... i Fidel wola ksiedza zeby wytlumaczyl a ten tlumaczy;"jak kuba Panu tak Pan kubie" cnd.

Dodaj ogłoszenie