Soczi 2014. Fortuna: Stocha nikt już nie powinien zatrzymać. Ale trzeba przestać pompować balon

Robert Małolepszy
O szansach skoczków, o tym, dlaczego Małysz musi jeździć w rajdach, o życiu i zmaganiach z wódką opowiada Wojciech Fortuna, wciąż nasz jedyny złoty medalista olimpijski w skokach

Kamil Stoch zdobędzie wreszcie upragniony przez Polaków złoty medal olimpijski w skokach?
Kamil doskonale wie, co ma robić. Jest rewelacją sezonu, liderem Pucharu Świata, mistrzem globu. Czy trzeba coś jeszcze dodać? Teraz trzeba dać mu tylko spokój, już nie pompować tego balonu. Jestem pewien, że nikt i nic go nie zatrzyma, a przepowiedziałem to pół roku temu w mojej książce "Skok do piekła", którą napisał Leszek Błażyński.

Książka jest o Pana sportowych czy pozasportowych wyczynach?
Książka jest o Wojtku Fortunie, który zdobył złoty medal olimpijski w Sapporo, a potem miał w życiu sporo różnych zakrętów. Chciałem tą książką dać młodym sportowcom wskazówki, czego robić nie należy, jeśli się chce osiągnąć sukces, a potem ten sukces wykorzystać.

To co Pan teraz doradziłby Kamilowi?
Kamilowi nic już nie trzeba doradzać. To jest już w pełni dojrzały, bardzo mądry zawodnik. To, co pokazał w Willingen, to było mistrzostwo świata. On skacze i z wiatrem, i bez wiatru.

Przed Turniejem Czterech Skoczni też wygrał w wielkim stylu w Engelbergu...
Ale teraz jest krótsza przerwa. Takiej formy w trzy dni się nie traci. Wiem to po sobie. Ci, co się na skokach nie znają, ciągle gadają, że mnie skok życia wyszedł w Sapporo i że ja ten złoty medal fartem wygrałem.

Pan był w formie jeszcze przed igrzyskami. Na średniej skoczni o mało co też medalu nie zdobył. To nie był żaden przypadek. To nie wiatr Pana poniósł.
I dziękuję za te słowa. Zresztą wystarczy poczytać, co niedawno na temat tamtych konkursów powiedział mój wielki rywal Szwajcar Walter Steiner. Tyle w tym temacie. Nie będę wiecznie udowadniał, że nie jestem garbaty.

Wróćmy do Soczi. Co może przeszkodzić Kamilowi?
Wiadomo, że rywale. Będzie co najmniej sześciu mocnych, w tym najgroźniejszy Peter Prevc. W ogóle Słoweńcy wyrastają na największych faworytów konkursu drużynowego. Jak nie wygrają, to będzie niespodzianka. Poza nimi będzie indywidualnie liczyć się jeszcze pięciu sześciu zawodników. Wiadomo - Austriacy, czyli Schlierenzauer i Morgenstern, jakiś Niemiec Bardal się schował, na pewno będzie mocny.

Wierzy Pan, że Morgenstern rzeczywiście może być czarnym koniem tych igrzysk?
Wiemy, że takie przypadki się już zdarzały. Wszyscy pamiętają Ammanna i jego formę z Salt Lake City osiągniętą po wypadku w Willingen. "Morgi" przygotowywał się indywidualnie z Heinezem Kuttinem. Gdyby nie byli pewni, że jest w formie, nie sądzę, by pchali się na igrzyska. Ciekawi mnie Schlierenzauer, który zamiast na skocznię wybrał się do Dubaju.

Ammanna się Pan nie boi?
Nie wyglądał ostatnio rewelacyjnie. Znów odniosę się do słów mojego rywala Waltera Steinera, który powiedział w wywiadzie dla "Faktu", że jest rozczarowany formą Simona. Ale lekceważyć go nie można. Ja z emerytów to bardziej stawiam na Noriakiego Kasai. On cały czas jest blisko.
Żal Panu Klimka Murańki?
Nie tylko żal. Jestem przekonany, że on powinien jechać na igrzyska. Ba, wiem ze swoich źródeł, że Łukasz Kruczek był za tym, żeby go zabrać, ale został przegłosowany przez lożę.

Ktoś naciskał w sprawie Klimka?
Nie, Łukasz ma wokół siebie sztab, co często podkreśla. Jest też prezes Tajner, który też ma swoje zdanie. No i na posiedzeniu tego konsylium Łukasz został po prostu przegłosowany.

Pan wciąż uważa, że Kruczek to bardzo słaby trener, czy jednak zmienił Pan zdanie?
Kiedyś tak powiedziałem, dziś nie mam prawa tak mówić. Ale nie wstydzę się tego, co powiedziałem. Krytyka jest zawsze potrzebna. Dziś Łukasza bronią wyniki, zwłaszcza Kamila Stocha, który bardzo sobie chwali współpracę z Kruczkiem. Mnie podoba się skromność trenera - to, że cały czas podkreśla, że nie jest sam, że pracuje z zespołem. Że to nie tylko jego zasługa.

Za kogo powinien pojechać Murańka?
Nie chcę już jątrzyć. To, że powinien pojechać, jest jasne jak dwa razy dwa. Był najlepszy z całej ekipy, oczywiście poza Kamilem. Potwierdzał to na każdym kolejnym konkursie, ale teraz to już nie ma znaczenia.

Medal w drużynie możemy zdobyć?
Na dziś tego nie widzę. Żeby mieć drużynę na medal, to trzeba mieć czterech zawodników, którzy są w pierwszej dziesiątce albo tuż za nią. A my mamy chłopaków, którzy poza początkiem sezonu teraz regularnie wskakują, ale do trzydziestki. A to za mało. Będzie piąte, szóste miejsce.

Kto Pana najbardziej zawodzi?
Każdy ma lepsze i gorsze skoki. Wiadomo, że na dziś największy potencjał ma chyba Piotrek Żyła. Ale on, tak samo jak reszta ekipy, stał się zawodnikiem jednego skoku. Brakuje tego drugiego.

W Willingen ekipa skakała chyba jednak lepiej niż przed przerwą na treningu w Wiśle?
Ale czy to coś dało? Dla mnie tam Adama Małysza brakuje. Jego wsparcia i autorytetu. On powinien być członkiem tej ekipy, powinien pracować w Polskim Związku Narciarskim.

Ale to chyba jego decyzja, że zajął się rajdami samochodowymi, że woli ścigać się w Dakarze, a nie jeździć na Turniej Czterech Skoczni?
Gdyby Adama chcieli w związku, to on by w tych rajdach nie musiał jeździć. Ale u nas ciągle pokutuje, że jak już coś osiągnąłeś, to musisz do końca życia być pomnikiem, ale za darmo. Szlag mnie trafia, jak słyszę, że wszystkie postaci, które występują w spocie promującym igrzyska Kraków 2022, wystąpiły za darmo. A na spot i jego publikację wydano 550 tys. zł. To ja się pytam, dlaczego nie można było tym ludziom godnie zapłacić. Czy panie i panowie z biura promocji Krakowa też pracują za darmo? Mnie też w to chcieli wciągnąć. Pytali, czy nie zostanę ambasadorem igrzysk w Polsce. To ja się pytam - za ile. Bo ja mieszkam pod Augustowem, jak mam jeździć, promować, to chcę dostać choć zwrot kosztów. Dwa tysiące miesięcznie to by było za dużo?
Z czego Pan dziś żyje?
Ja do życia dziś nie potrzebuję wiele. Ameryka, w której spędziłem kilka lat, dała mi drugie życie. Tam się dorobiłem, kupiłem dom, potem go sprzedałem. Mogłem wrócić do Polski. Wprawdzie w Zakopanem mnie sądownie wymeldowali z domu, ale znalazłem swoją przystań. Dziś mam znów ładny dom. Mieszkam w Gorczycy pod Augustowem. Przestałem wreszcie pić i palić. Pracuję w ośrodku sportowym Szelemet. Stworzyliśmy tu trasy biegowe, mamy wyciągi do narciarstwa zjazdowego. Udało mi się stworzyć przepiękną wystawę pamiątek po wszystkich naszych zimowych mistrzach "Od Marusarza do Małysza i Kowalczyk". Nigdzie takiej nie ma. Mamy kilkaset eksponatów.

Czegoś Pan w swym życiu żałuje?
Niczego nie żałuję, niczego bym nie zmienił. Na pewno wiele przez wódkę, baby i hazard w życiu straciłem, ale przecież wszystkiego nie przepiłem. A najwięcej straciłem przez swój charakter.

Wideo

Materiał oryginalny: Soczi 2014. Fortuna: Stocha nikt już nie powinien zatrzymać. Ale trzeba przestać pompować balon - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie