Socjolog: Słowa Kingi Dudy wywołują dysonans poznawczy. Jej ojciec w kampanii wykorzystywał język wykluczenia

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Wyborcy Andrzeja Dudy widzą w jego prezydenturze m.in. gwarancję utrzymania statusu materialnego. Oni patrzą na życie z zupełnie innej perspektywy, niż wyborcy Rafała Trzaskowskiego, zwłaszcza ci wykształceni. Oni z kolei nie powinni wyciągać paszportów z szuflad i planować wyjazdu z Polski – mówi dr Paweł Maranowski, socjolog i politolog Collegium Civitas, współautor książki „Polaryzacja światopoglądowa społeczeństwa polskiego”.

Jeszcze przed pierwszą turą wyborów prezydenckich mówił pan, że głosować będziemy na dwie różne Polski. Zwyciężył wspierany przez Andrzeja Dudę model, nazwijmy go, tradycyjno-konserwatywny.
Podział polskiego społeczeństwa zaznaczył się w roku 2015, a w roku 2019 w wyborach parlamentarnych był już wyraźnie umocniony. Teraz mamy jego nasilenie. Analiza składu elektoratów bardzo wyraźnie pokazuje, kto znajduje się w poszczególnych klasach, warstwach spolaryzowanej Polski i które z nich wyróżniają się w czasie wyborów. W obozie zwycięskiego Andrzeja Dudy to przede wszystkim emeryci, osoby nisko wykwalifikowane i robotnicy. Ta ostatnia grupa nie ma już tak ogromnej mocy, jaką miała jeszcze w latach 80 XX wieku, jednak nadal ma swoją reprezentację - osoby wykonujące prostą pracę fizyczną. Od razu chciałbym zaznaczyć, że taka analiza nie ma za zadanie nikogo obrażać. Niektórzy byliby w stanie takie zarzuty postawić i, niestety, stawiają.

Jednak nie ma nic obraźliwego w analizie preferencji wyborczych osób o niższych kompetencjach zawodowych. Ani dla nich, ani dla Andrzeja Dudy. Taki jest po prostu społeczny fakt, który ma oczywiście swoje konsekwencje w głosowaniu.

Dlaczego ci przedstawiciele polskiego społeczeństwa głosują z reguły na PiS i Andrzeja Dudę?
Pewnym wyborcom łatwiej jest narzucić odpowiednią narrację i mówię to, znów, bez obrażania kogokolwiek. Nie chodzi o to, że jedni są bardziej podatni na propagandę, a inni mniej, bo narracje przedstawiane przez polityków w poszczególnych grupach elektoratów są zupełnie inne. Wyborcy z wykształceniem zawodowym lub podstawowym, którzy poparli Andrzeja Dudę, patrzą po prostu z innej perspektywy na swoje życie niż wykształceni wyborcy, przedsiębiorczy, którzy głosowali na Rafała Trzaskowskiego. Ta wizja jest skorelowana w dodatku z perspektywą materialną wyborców.

Czytaj także


Krótko mówiąc głosujemy mając nadzieję na grubszy portfel.

Osoby popierające Andrzeja Dudę głosowały zgodnie ze swoim interesem, podobnie jak ci wybierający Rafała Trzaskowskiego. Jednak te pierwsze ewidentnie widziały w prezydencie gwarancję uzyskania dodatkowych pieniędzy - 13, 14 emerytury, 500 plus i kolejnych, padających w obietnicach wyborczych. Nie ma w tym nic zaskakującego i nie jest to żadna racjonalizacja uzasadniająca ich wybór. Do tego doszło bezpieczeństwo. Czasy nie są łatwe i wielu ludzi jest zaniepokojonych tym, co się dzieje na świecie. Ci, którzy obawiają się o swoją sytuację materialną, a nawet życie, uciekają pod skrzydła osób dających łatwe rozwiązania, łatwe odpowiedzi. Prezydent Andrzej Duda taką populistyczną wizję prezentował. Pamiętamy, jak w pewnym momencie stał się antyszczepionkowcem, a chwilę później się z tego wycofywał. Moim zdaniem był to kalkulowany ruch pod tych parę tysięcy potencjalnych wyborców. Jest jednak jeszcze kolejny aspekt podziału klasowego polskiego społeczeństwa.

Wieś kontra wielkie miasta?
Chciałem powiedzieć o wizji kulturowej. Chodzi o to, jak w świadomości wyborców powinny wyglądać relacje społeczne, kwestie równościowe. Stąd w kampanii prezydenta Dudy było straszenie "ideologią" LGBT, gender, związkami homoseksualnymi, zagrożeniem dla tradycjonalistycznego modelu życia. To wpływało na pewno na część wyborców, która obawiała się, że inny niż Andrzej Duda prezydent zapewniłby parom homoseksualnym możliwość zawierania małżeństw. Ta kulturowa wizja ma destrukcyjny wpływ na polskie społeczeństwo, pogłębiający polaryzację. Osobiście, bardzo mocno uderzył mnie jeden z obrazków z tegorocznej kampanii prezydenta Andrzeja Dudy. To był materiał w telewizji przedstawiający małą, może 9-letnią dziewczynkę, która płacze mówiąc o tym, że ona sobie nie wyobraża, że w kościele do którego chodzi, dwóch panów mogłoby wziąć ślub. Za nią stała grupka dorosłych mężczyzn, którzy komentowali, że teraz dzieci będą płakać, bo mężczyźni będą chodzić za rękę po ulicach. Jeden z nich retorycznie pytał reportera, "czy to jest mądre i inteligentne?". W kampanii wyborczej mieliśmy do czynienia wręcz z paranoją społeczną. Jestem przeciwnikiem wykorzystywania dzieci w jakimkolwiek aspekcie, także w polityce. Dzieci nie są świadome, nie można od 9-letniej dziewczynki oczekiwać świadomych ocen politycznych i społecznych, bo po prostu tego nie rozumie.

Być może to dziecko płakało ze zdenerwowania, bo musiało wystąpić przed kamerą.
Lub dlatego, że mama z tatą ją nastraszyli. Kiedyś mieliśmy czarną wołgę, a teraz dwóch gejów zapraszających do busa. Ta paranoja osiągnęła najwyższe szczyty, chyba wszystkie, na które mogła się wspiąć. To jest ideologiczna warstwa, która została umieszczona u podstaw politycznego sporu, walki o to, jak ma wyglądać nasze społeczeństwo, kraj, co mu zagraża.

Prezydent przepraszał za kampanię, jego córka mówiła w czasie wieczoru wyborczego, że Andrzej Duda kocha ludzi. On mówił również o szacunku między wszystkimi Polakami.

Byłem występem pani Kingi Dudy mocno zaskoczony. Miałem wręcz dysonans poznawczy i to taki, jakiego nie miałem od bardzo dawna. Prezydent Duda posługiwał się ewidentnie w kampanii wyborczej językiem wykluczenia. Najbardziej dostało się dwóm grupom społecznym - środowisku LGBT i tzw. elitom - osobom lepiej wykształconym, lepiej zarabiającym, tzw. „warszawce”. Oczywiście, pod słowami pani Kingi podpisałbym się w 100 procentach. Pytanie jednak, dlaczego mówiła o tym dopiero teraz, dlaczego nie wcześniej?

Rozumiem, że po wyborach atmosferę trzeba uspokoić, ale czuć było w tym wystąpieniu hipokryzję. Kinga Duda dysponuje zapewne, jako osoba światowa i wykształcona, pracująca za granicą, szerszą perspektywą i znacznie niższym poziomem dyskryminacji od kogoś, kto nigdy z Polski nie wyjeżdżał. Ja jednak w tej kwestii prezydentowi Andrzejowi Dudzie, niestety, nie wierzę i nie ufam.


Raport OBWE z poprzednich wyborów w Polsce mówił, że przez TVP, były one "wolne, ale nie równe". Tym razem propaganda też działała na rzecz reelekcji Andrzeja Dudy.

Oczywiście, propaganda swoje zrobiła. Mocno się przysłużyła prezydentowi. Dobrze, że prawica ma swoje media. Do 2015 r. ta część polskiej sceny politycznej była wykluczona z możliwości wpływania na dyskurs publiczny. Miała kilka sprzyjających mediów, o dość jednak małym zasięgu. Kontrowersyjne jest oczywiście to, że dziś PiS i Andrzeja Dudę wspierają media publiczne, na które wszyscy się składamy, bez względu na poglądy. Widać to choćby w analizie ekspozycji tematów i zaproszonych komentatorów. Ewidentnie mamy obciążenie tego przekazu w jedną stronę. To istotne, bo zaburza pluralizm, wpisany przecież do ustawy o mediach publicznych.

Czytaj także

Jeszcze przed głosowaniem w II turze politolog dr hab. Jarosław Nocoń wskazywał, że wybory "na styku" będą prowadzić do delegitymizacji zwycięzcy głosowania.
Wygrana Andrzeja Dudy nie była spektakularna. Ona pokazuje bardzo mocne spolaryzowanie, o czym już mówiliśmy. Z dużej frekwencji, jako socjolog powinienem się cieszyć, bo przecież to dobrze, że ludzie partycypują w życiu społeczno-politycznym kraju. Jest jednak problem, bo ta frekwencja wynika raczej z emocji, ze strachu, a nie z autentycznego poczucia sprawstwa, przemyślenia programów poszczególnych kandydatów. Jedna strona uważała - chcą mi zabrać pieniądze - 13,14 emeryturę i 500 plus, a druga, że zagrożona jest wolność, że PiS będzie miał wszechwładzę i dalej ograniczał demokratyczne instytucje, np sferę sądownictwa.

Andrzej Duda podkreśla, że jego kadencja będzie inna niż poprzednia. Wielu komentatorów wskazuje, że może być bardziej niezależny w swoich decyzjach.
Już na jesieni będziemy mieli kolejne ustawy głosowane, może nie tak szybko jak wcześniej, bo jest przecież Senat, ale prezydent Andrzej Duda swój podpis pod nimi złoży. Dostawać się pewnie będzie i mediom. Sam jestem ciekaw jego drugiej kadencji, to jest wielka niewiadoma. Wydaje się, że mamy do czynienia raczej ze schyłkiem władzy Jarosława Kaczyńskiego, z racji jego wieku i tarć rozsadzających niejednorodne przecież środowisko Zjednoczonej Prawicy. Są tam Ziobro, Gowin, swoje środowisko ma Mateusz Morawiecki. No i jest też Andrzej Duda, który może zacząć sprzyjać jednej z tych frakcji. Spodziewam się, że w ciągu 3 lat, do najbliższych wyborów parlamentarnych ciekawych reakcji społecznych, protestów i oporu. Sytuacja bardzo wielu mieszkańców Polski, z uwagi na pandemię, będzie się pogarszała. Rząd zdaje sobie z tego sprawę, wie jak to się skończy, dlatego chce ukryć dane o finansach państwa.

Niewykluczone, że ten rząd nie wytrzyma do końca kadencji. Wybory pokazały, że opór środowisk liberalnych jest bardzo duży i wcale tak łatwo nie będzie Jarosławowi Kaczyńskiemu, bo to przecież o niego tak naprawdę chodzi, wdrażać swoje wizje tego, jak powinno wyglądać polskie społeczeństwo. On, co prawda dokonuje wymiany elit, co jest ważne z jego punktu widzenia, ale będzie miał wielki problem z wolnością słowa i mediami.


Mówi pan, że zwycięstwo Andrzeja Dudy nie było spektakularne, ale politycy partii rządzącej powołując się na ponad 10 mln wyborców podkreślają, że prezydent ma najsilniejszy mandat w historii Polski. Co z 10 mln tych, którzy sprzeciwili się kandydaturze Dudy? Ich mandat jest gorszy niż mandat prezydenta Dudy?

Oni na pewno nie czują się dobrze, przegrał ich kandydat, reprezentujący wizję Polski, która jest im bliższa, czują, że prezydentem jest ktoś im wrogi. To jest zrozumiała reakcja. Nie chciałbym jednak, by ci ludzie wyrabiali sobie od razu paszporty lub wyciągali je z szuflady i planowali wyjazd z Polski. To nie jest rozwiązanie problemu. Jest nim otwarcie się na innych, rozmowa. Pamiętajmy, że podział Polski to nie jest nasza wina. To ewidentnie skutek działalności polityków, którzy wykorzystali nas do zdobycia władzy. Politycy w Polsce, pamiętajmy, odznaczają się raczej niską kulturą, stąd instrumentalne wykorzystywanie wyborców. Społeczeństwo polskie, mimo wszystko, musi grać do jednej bramki, bez względu na to, że się od siebie różnimy, że mamy inne wykształcenie, wykonujemy różne zawody i mamy różne poglądy.

Na polskim rynku drożeje piwo

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie