Aby przekonać "Głos" do swojego punktu widzenia, namówiła dziennikarza do wyjazdu na ulicę Spacerową w Słupsku, gdzie ktoś od września wysypuje spore ilości jabłek. - Zrobiono to już kilka razy. Najpierw myślałam, że ktoś zrobił to przypadkowo, ale nowe jabłka w tym miejscu pojawiały się już co najmniej czterokrotnie. To dziwne zachowanie, bo przecież nie powinniśmy dokarmiać dzikich zwierząt w czasie, kiedy mogą jeszcze znaleźć żywność samodzielnie, a poza tym z pewnością nie powinno się tego robić w środku miasta - dodaje Urzyńska.

Na łące przy ul. Spacerowej wyraźnie widać, że dziki jedzą tam jabłka dość często. Poza tym ryją podmokły teren i coraz bardziej zbliżają się do ogrodzeń, co w przyszłości może spowodować, że zaczną niszczyć płoty.

- W kwestii jabłek przy ulicy Spacerowej nikt się do nas do tej pory nie zwracał. Przypuszczam, że wyrzucają je tam działkowicze, którzy w ten sposób pozbywają się zgniłych jabłek ze swoich działek. To poniekąd rzeczywiście jest formą zapraszania dzikich zwierząt do miasta. Przejedziemy się na ulicę Spacerową, aby przyjrzeć się sytuacji na miejscu - zapowiada Paweł Dyjas, komendant Straży Miejskiej w Słupsku.

Jak twierdzi, obecnie Straż Miejska w Słupsku nie prowadzi żadnej akcji w związku z dzikami wchodzącymi do miasta.