Śledztwo ws. Iwony Wieczorek. O czym wiedziały dziewczyny ukrywane przez księdza z parafii pod Gdańskiem?

Gabriela Jatkowska
Gabriela Jatkowska
Plakat z informacją o zaginionej Iwonie Wieczorek, 2011 r.
Plakat z informacją o zaginionej Iwonie Wieczorek, 2011 r. Tomasz Bolt/Polska Press
Ksiądz Krzysztof, wikary małej parafii pod Gdańskiem, popełnił samobójstwo. Choć tragedia wydarzyła się kilka miesięcy temu, ludzie, którzy znali duchownego, nie mogą w to uwierzyć. Ksiądz od kilku lat mocno angażował się w pomoc dziewczynom - ofiarom afery pedofilskiej w Sopocie. Z informacji, do których dotarł portal i.pl wynika, że kapłan pomagał dwóm pokrzywdzonym nastolatkom. Miały być one świadkami kłótni Iwony Wieczorek ze znanym biznesmenem.

Nowe wątki w sprawie zaginięcia Iwony Wieczorek

Dwa lata temu duchowny odwiedził swojego dobrego znajomego, Jacka Karnowskiego, prezydenta Sopotu. Mówił mu o strachu dziewcząt, ofiar „łowcy nastolatek”. Tak media ochrzciły Krystiana W., znanego jako „Krystek”, głównego oskarżonego w sopockiej aferze, w której szczególne miejsce odgrywał klub „Zatoka Sztuki”. Tam też, jak wykazało śledztwo, dochodziło do wykorzystywania nieletnich dziewczyn.

– Ksiądz przyszedł do mnie, był bardzo roztrzęsiony i mówił, że opiekuje się jakimiś dziewczynami pokrzywdzonymi przez „Krystka”. Szczególnie jedna bardzo się bała, szukał dla niej ochrony, mówił wręcz, że musi ją ukryć. Poradziłem mu wówczas, by udał się z tym do prokuratury. Z tego co wiem, tak właśnie zrobił – opowiedział nam Jacek Karnowski. – Natomiast informacja o jego samobójstwie jest dla mnie szokująca – dodał poruszony.

O śmierci księdza prezydent miasta wcześniej nie wiedział.

Czego bały się dziewczyny ukrywane przez księdza

„Krystek” został oskarżony o gwałty i wykorzystywanie nastolatek, także poniżej 15. roku życia. Nie dziwi więc strach dziewczyn przed składaniem przeciwko niemu zeznań. Ten strach może mieć jednak więcej źródeł. Z naszych informacji wynika bowiem, że dziewczyny te miały wiedzieć o kłótni Iwony Wieczorek z prominentnym biznesmenem, powiązanym z powstałą później „Zatoką Sztuki”.

19-letnia gdańszczanka rzekomo odgrażała się ujawnieniem informacji o organizowaniu imprez z udziałem nieletnich dziewczyn. Działo się to na kilka lat przed wybuchem sopockiej afery pedofilskiej. Informację o tej kłótni potwierdzić mogą jedynie wspomniane poszkodowane. Ksiądz najwyraźniej nie dzielił się ze znajomymi wiedzą ani o kłótni, ani o wspomnianych dziewczynach. Nie zdradzał, gdzie przebywają.

Iwona Wieczorek zaginęła w nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku. Po wyjściu z klubu „Dream Club”, należącego do Marcina T., późniejszego współwłaściciela „Zatoki Sztuki”. Wracała do domu, na osiedle Jelitkowski Dwór w Gdańsku. Ostatni raz zarejestrowała ją kamera przy wejściu na plażę nr 63. Co stało się z nią potem, do dziś nie wiadomo.

Szefem ochrony obydwu wspomnianych klubów od lat był Wojciech Sz., ps. „Bolo”. On również był w Dream Clubie w noc zaginięcia Wieczorek. Warszawska policja, która prowadzi obecnie sprawę Iwony Wieczorek, w ostatnich tygodniach odwiedziła „Bola”. Według naszego informatora ten 140-kilogramowy chłop był mocno wystraszony.

Zadzwoniliśmy do ochroniarza z pytaniem, czy zechciałby porozmawiać. Odpowiedź jest krótka i nie pozostawia złudzeń – Absolutnie nie! – krzyknął do słuchawki i skończył rozmowę.

Śmierć księdza szokuje znajomych

Cicha, skromna plebania w małym miasteczku niedaleko Gdańska. To miejsce posługi księdza Krzysztofa. Duchowny był tu szczególnie lubiany i ceniony przez parafian, a także osoby, z którymi pracował w ramach współtworzonych przez siebie stowarzyszeń. Właśnie w nich pomagał tzw. trudnej młodzieży. Był także traumatologiem.

24 maja br. ksiądz Krzysztof został znaleziony martwy w swoim pokoju na terenie plebanii. Powiesił się na klamce drzwi, nie pozostawiając żadnej informacji. Jeszcze dwa dni wcześniej, w niedzielę, zorganizował spotkanie głównie dla duchownych. To było dwudziestolecie jego święceń kapłańskich.

– Bawili się dobrze, był zadowolony, że impreza fajnie wyszła. Trwała ona do późnego wieczora. Następnego dnia niewiele z nim rozmawiałem. Wcześniej nie było żadnych przesłanek. Może był nieco bardziej zamknięty w sobie, zrzucał to na karb zmęczenia. Nic nie zwiastowało tej tragedii, więc to może wzbudzać jakieś podejrzenie. Ale było prowadzone śledztwo prokuratorskie, ono niczego nie wykazało. Nikogo w dniu zabójstwa u księdza nie było, widziałem także zabezpieczony do tej sprawy monitoring – mówił nam ksiądz proboszcz.

Przeszukanie u znajomego Iwony Wieczorek

W ostatnich dniach głośno zrobiło się też o przeszukaniu w domu Pawła P. Jednego ze znajomych Iwony Wieczorek, z którymi dziewczyna bawiła się feralnej nocy i z którym miała się pokłócić tuż przed opuszczeniem „Dream Clubu”.

Odwiedziliśmy Pawła P. Otworzył nam jego znajomy, któremu przekazaliśmy kontakt do siebie. Paweł oddzwonił kilka minut później. Stwierdził, że w zasadzie wszystko już mediom powiedział, a żaden kolejny artykuł nic w jego życiu nie zmieni. No chyba, że książka, którą zamierza napisać.

Do mediów poszedł, gdyż chciał zawiadomić opinię publiczną o „terrorze”, jaki wobec niego zastosowała policja prowadząca śledztwo. – To były wielogodzinne przeszukania, w trakcie których chodzili po całym domu, zaglądali wszędzie – mówił nam Paweł P. – Cieszę się, że mi płytek w łazience nie kuli – opowiadał. W efekcie rewizji policja znalazła w domu Pawła P. szczątkową ilość marihuany. Mężczyzna zaprzeczył, by w noc zaginięcia Iwony Wieczorek doszło z nią do kłótni przed „Dream Clubem”.

Jak stwierdził, chciał jej zamówić taksówkę, do której jednak Iwona nie miała zamiaru wsiadać. Dlaczego zaś tuż po odkryciu, że dziewczyna jednak do domu nie wróciła, dzwonił kilkanaście razy do „Bola”, wspomnianego ochroniarza z Dream Clubu?

– Być może miało to coś wspólnego z jej zaginięciem. Znaliśmy się, więc po coś mogłem dzwonić, ale to było dwanaście lat temu, mogę nie pamiętać – tłumaczył.

I odesłał nas do akt sprawy oraz jego wielu zeznań. Aktualnie jednak dostęp do materiałów ze śledztwa nie jest możliwy. Małopolski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej nie informuje o sprawie.

Co kryją akta śmierci księdza?

Chcieliśmy zobaczyć wyniki sekcji zwłok, jak i monitoring zabezpieczony na plebanii. Niestety, prokuratura rejonowa prowadząca śledztwo ws. śmierci duchownego nie wydała zgody na wgląd w akta sprawy. Śledztwo prowadzone było w kierunku przestępstwa z art. 151 kk (namowa lub udzielenie pomocy w targnięciu się na własne życie). Jednak to standardowa procedura przy samobójstwach.

– W aktach nie ma materiałów, o które pani wnosi – poinformował mnie prowadzący tę sprawę prokurator. Zatem pozostaje mieć wątpliwość, czy wykonano wszystkie czynności śledcze, czy z góry zakwalifikowano sprawę jako samobójstwo.

W dwa dni po samobójstwie księdza zorganizowano pogrzeb. Piękny, z mnóstwem żałobników, mszę odprawiono w ostatniej parafii księdza Krzysztofa.

Ksiądz Krzysztof pomagał pokrzywdzonym dziewczynom

Prezydent Sopotu Jacek Karnowski od lat walczy z kolejnym wcieleniami „Zatoki Sztuki”. Z kolei dążeniem księdza Krzysztofa było odnalezienie jak największej liczby dziewcząt pokrzywdzonych przez Krystiana W. Niestety, dwa lata temu ksiądz Krzysztof, w trakcie wizyty w sopockim ratuszu, nie podzielił się z Jackiem Karnowskim wiedzą o tym, czego świadkiem miały być poszkodowane dziewczęta, czyli wspomnianej przez naszego informatora kłótni Iwony z biznesmenem związanym z „Zatoką Sztuki”.

Dyrektorka stowarzyszenia, przy którym działał ksiądz Krzysztof, opowiedziała, jak duchowny od lat aktywnie współpracował z organizacją pozarządową. – Ale dwa lata temu ksiądz się od nas odsunął. Nie dawało mi to spokoju, więc skontaktowałam się z księdzem, poprosiłam o spotkanie. Powiedział wówczas, że nie jest na nie gotów, jak będzie, to zadzwoni. Ale zabrał tę tajemnicę do grobu, do dziś nie wiem, co spowodowało, że zerwał z nami kontakt – opowiadała nam kobieta.

Dodała, że miał wspaniały kontakt młodzieżą, nie bał się trudnych tematów, był zawsze w stu procentach zaangażowany. Dlatego, jak przyznała, tak szokuje sprawa jego samobójstwa, nie wpisuje się to w jego psychologiczny portret i charakter.

– To była osoba, która szła jak taran, nie uciekał przed problemami, potrafił wyłożyć kawę na ławę, co mogło rodzić problemy – powiedział nam jeden z przyjaciół księdza. Z kolei proboszcz parafii, w której pracował wikary zaznaczył, że właśnie tutaj ksiądz znalazł swoją cichą przystań.

„Krystek? Miał taką lepką rączkę”

„Krystka” wspomina anonimowy rozmówca, znający kulisy sprawy z Sopotu. – Miał taką lepką rączkę, podawał ją wykrzywioną jak u pingwinka – opisywał Krystiana W. – Miękki ch...ek. Miał klucze do Marcina klubów, samochodów. I to jest ta Marcina odpowiedzialność – dodał.

„Krystek” mimo tak ciężkich zarzutów wyszedł na wolność w połowie listopada zeszłego roku. Czeka go kolejny proces, w którym grozi mu do 12 lat pozbawienia wolności, którą na razie może się jednak cieszyć.

Z kolei Marcina T. współzałożyciela „Zatoki Sztuki”, dla którego „Krystek” pracował, tak określił nasz informator:

– On robił świetne wrażenie – tłumaczył nam fenomen Marcina T. – Na pewnym etapie posiadał ponad 50 proc. powierzchni klubowej Sopotu. To był Dream Club, Sqrdot na dole, Kongo Bar, Zatoka Sztuki, czy Show na górze „Monciaka”. I dodaje, że wszyscy wiedzieli, iż jest seksoholikiem, a dodatkowo przekonali się, że także patologicznym kłamcą i oszustem. I że nie ma żadnych skrupułów.

Czy sąd zajmie się Marcinem T.?

Marcin T. nie dostał sankcji w postaci aresztu. Z naszych informacji wynika, że wyjechał do Hiszpanii, gdzie ma prowadzić klub. Grażyna Wawryniuk, rzecznik gdańskiej prokuratury, poinformowała, że decyzja taka została podjęta, gdyż nie zaburzało to prawidłowego toku postępowania na etapie przygotowawczym. W tej chwili sąd jest gospodarzem postępowania i ewentualne ustalanie nt. gdzie przebywa Marcin T. leży po jego stronie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Ostrzał Kijowa. W trakcie operacji na sercu dziecka zabrakło prądu

Materiał oryginalny: Śledztwo ws. Iwony Wieczorek. O czym wiedziały dziewczyny ukrywane przez księdza z parafii pod Gdańskiem? - Portal i.pl

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

o
opix.pl
ciekawe kiedy i czy to wyjaśnią

https://opix.pl
G
Gość
Jak było? Było tak, że kolega Iwony Wieczorek wszedł do swego pokoju przez okno, czyli nikt nie widział go wchodzącego. Wcześnie rano obdzwonił wszystkich uczestników imprezy by szukać Iwony. Razem szli trasą, którą szła Iwona. Po co? Najoczywistsze wydaje się wyjaśnienie, że po to by się upewnić, że nie ma tam tego co zgubił. Czy tak było? To prokuratura bierze pieniądze za łapanie przestępców.
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie