Skorpion z Pomorza. Mija 35 lat od stracenia seryjnego mordercy. Paweł Tuchlin - kim był i dlaczego zabijał?

Jakub Cyrzan
Jakub Cyrzan
Udostępnij:
Gdyby żył, dziś miałby 76 lat. Jeden z najgroźniejszych przestępców, grasujący na Pomorzu. Przez kilka lat siał postrach wśród kobiet. Zabijał, bo sprawiało mu to przyjemność. Był bezwzględny. Swoim ofiarom zadawał kilkanaście ciosów młotkiem. Zaczęło się w 1975 r. na gdańskiej Oruni, skończyło w maju 1983 r. w Narkowach (pow. tczewski). Skończyło, choć strach wśród mieszkanek Pomorza pozostał przez następne lata. "Skorpion z Pomorza". Kim był, dlaczego zabijał, jak pozostawał nieuchwytny przez osiem lat? Oto historia zbrodniarza, na którym wykonano przedostatnią karę śmierci w PRL.

Paweł Tuchlin. "Skorpion z Pomorza"

Paweł urodził się 28 kwietnia 1946 roku w Górze (gm. Stara Kiszewa, pow. kościerski). Jego ojciec był rolnikiem. Tuchlin miał aż dziesięcioro rodzeństwa. On urodził się jako ósmy. O ile z rodzeństwem dogadywał się dobrze, o tyle ojciec stosował wobec dzieci agresywne metody wychowawcze. Nadużywał też alkoholu. Drażnił go fakt, że mały Paweł miał problem z moczeniem się. Drażnił z resztą także matkę, która wspólnie z ojcem biła syna za każdym razem, gdy ten obudził się z pomoczoną piżamą. Jak wspominał później, już jako dorosły mężczyzna, jedynym lekarstwem na ten problem była w jego domu „pyda” - splot rzemieni, którym był uderzany. Młody Tuchlin słyszał przy tym obelgi od ojca, był wyzywany od "sikaczy".

CZYTAJ TAKŻE: 31 maja 2020 mija 37 od aresztowania Pawła Tuchlina, nazywanego Skorpionem, seryjnego mordercy, który latami terroryzował Pomorze
Okres dojrzewania też nie był dla Tuchlina łatwy. Z problemem moczenia zmagał się aż do 16 roku życia. Dowiedzieli się o tym jego rówieśnicy, a to w szkole przysporzyło mu dodatkowych "atrakcji". Nie wiadomo, jak bardzo doświadczenia z okresu młodości mogły wpłynąć na późniejszego zabójcę. Pewnym jest natomiast, że już w okresie dojrzewania rozpoczęły się jego problemy z seksualnością. Zaczęło się niewinnie - rozglądał się za dziewczynami, jak każdy nastolatek. Później rozglądanie przerodziło się w podglądanie. Po jakimś czasie młody Tuchlin dokonywał aktów ekshibicjonizmu, zaczął dotykać młode dziewczyny. Z czasem było tylko gorzej. Obnażał się przy nich, onanizował. Kilka lat później przerodziło się to w otwarte zbrodnie i morderstwa popełniane z zimną krwią.

- Ile było tych uderzeń? - zapytał jeden z obecnych przy wizji lokalnej
- Tego się nigdy nie liczy - odpowiedział Tuchlin, zupełnie niewzruszony.

Ucieczka młodego zbrodniarza

Jedno z jego największych marzeń - ucieczka z rodzinnego domu - ziściło się gdy miał 18 lat. Wówczas wylądował w Gdańsku, gdzie pracował przy budowie podziemnego tunelu dla pieszych przy dworcu Gdańsk Główny, a później m.in. w Przedsiębiorstwie Robót Kolejowych przy budowie Rafinerii Gdańskiej. Po jakimś czasie odbył kurs prawa jazdy. Został zawodowym kierowcą. Udało mu się także ożenić. Jego życie wciąż jednak nie układało się kolorowo.

CZYTAJ TAKŻE: Sadyzm, wściekłość, żądza mordu. Polscy seryjni zabójcy
Zaczęły się problemy z prawem, kradł, pił, a kilkukrotnie odsiadywał nawet krótkie wyroki w więzieniu. Nie wytrzymała tego jego żona. Doszło do rozwodu, jednak Tuchlin już po kilku kolejnych latach ożenił się ponownie. Tym razem wspólnie z rodziną zamieszkał w Górze. Wiódł proste, spokojne życie. Sąsiedzi po latach opisywali go nawet jako zaradnego mężczyznę, który troszczy się o rodzinę.

Wtedy się zaczęło. Powrót do rodzinnej wiązał się Tuchlinowi z powrotem udręk, które towarzyszyły mu w dzieciństwie. Zaczął odzywać się w nim dewiacyjny popęd seksualny. Interesowały go niewinne ofiary, które później mógł wykorzystywać seksualnie. Rozpoczęły się polowania.

Jedna z wizji lokalnych
Archiwum policji

Był październik 1975 r. Na gdańskiej Oruni nieznany sprawca zadał 21-latce dziewięć ciosów narzędziem. Młoda kobieta cudem uszła z życiem, bo napastnik został spłoszony. O cudzie mogły mówić także dwie kolejne kobiety, które w 1976 r. zostały zaatakowane na Oruni i Siedlcach. W Gdańsku zapanował strach. Choć kradzieże i napady na tle rabunkowym w tamtych czasach zdarzały się dość często, to tym razem napastnik - albo napastnicy - mieli inny sposób działania. Do ataków doszło na kobietach pochodzących ze zwykłych domów. Nie nosiły one drogiej biżuterii, złotych zegarków czy portfeli wypchanych pieniędzmi.

"Szczęśliwie" nieuchwytny

Prawdziwy koszmar dla mieszkańców Pomorza miał się jednak dopiero zacząć. 9 listopada 1979 roku w Niestępowie pod Żukowem, doszło do morderstwa na 18-letniej Ireny. Napastnik zadał ofierze kilkanaście ciosów w głowę. 1 lutego 1980 roku doszło do kolejnego morderstwa w Gdańsku. Zginęła wówczas 30-letnia Anastazja.

CZYTAJ TAKŻE: Władca Much, Fantomas, Skorpion i... wampiry. Mordercy, których zbrodnie do dziś mrożą krew w żyłach
W ciągu kilku kolejnych miesięcy zabite zostały Alicja M., Cecylia G., Grażyna S. i Wanda K. Wszystkie na terenie Pomorza - wszystkie w bardzo podobny sposób. To nie był koniec. W 1981 r. doszło do zabójstwa Haliny P. w Kokoszkach i 3 nieudanych prób w Koszwałach, Piesienicy i Demlinie. Rok później doszło do mordu w Skarszewach i dwóch nieudanych ataków w Gdańsku i Sucuminie. Sprawy musiały być ze sobą powiązane.

Tuchlin, który z pozoru wiódł ciche i spokojne życie, jak miało się później okazać, stał za wszystkimi tymi zbrodniami. Jego działania mogły skończyć się już w 1979 r. Gdy pod Gdańskiem zaatakował 18-letnią Irenę H. zgubił młotek, którym uderzał ofiary. Na młotku widniał napis ZNTK - Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego. Paweł Tuchlin pracował tam przez jakiś czas i to właśnie stąd ukradł narzędzie zbrodni. Pech chciał, że nie został on wpisany na listę pracowników pobierających narzędzia.

Eksponaty związane ze Skorpionem w Muzeum Kryminalistyki na Uniwersytecie Gdańskim - próby pisma, narzędzia zbrodni, odciski buta i stopy
Przemysław Świderski

- Całe zakłady zostały sprawdzone, ale "Skorpiona" nikt nie zweryfikował, bo nie było go na liście - mówił po latach Mieczysław Andrzej Kościuk, emerytowany funkcjonariusz, który osobiście zatrzymał "Skorpiona". - Za drugim razem, gdy mieliśmy więcej materiałów dowodowych i sprawdzaliśmy tę firmę, okazało się, że on tam jednak jest. Z młotkami miał bardzo dużo wspólnego, bo pracował w dziale, który zajmował się m.in. regenerowaniem, rozwożeniem i przewożeniem sprzętu. I do tego pobrał z magazynu akurat takie buty, jakich ślady zostały znalezione. Długo nad tymi butami pracowaliśmy. Ustalenie, jaka fabryka je wyprodukowała, nie było wcale proste. Chwilę trwało zanim dowiedzieliśmy się, że to ten zakład m.in. je zakupił. Wszystko zaczęło pasować i pomału powstawał cały portret sprawcy, brakowało tylko nazwiska i adresu.

Tuchlin wciąż mógł zatem działać bezkarnie. Zabijał dalej.

Panika na Pomorzu

Na całym Pomorzu zapanował strach. Nieznany sprawca, któremu nadano kryptonim "Skorpion", wciąż pozostawał nieuchwytny. Atakował w kilkunastu różnych lokalizacjach. Nikt nie mógł czuć się bezpiecznie. To był prawdziwy terror. Mężowie wychodzili po swoje żony wracające z pracy, a ojcowie po córki wychodzące ze szkoły. Wokół Skorpiona narosła panika. 6 maja 1983 roku w Narkowach zamordowana została Jolanta K., jak się miało później okazać - ostatnia ofiara seryjnego mordercy.

W tym czasie - na początku 1983 r. – doszło do trzech nieudanych ataków w Rytlu, Zielonej Górze i Głodowie. Właśnie w Zielonej Górze (pow. starogardzki), na początku roku, Tuchlinowi zdarzył się błąd, który kosztował go życie. Kradzionym żukiem specjalnie potrącił 25-letnią Wiesławę. Wrzucił nieprzytomną kobietę na pakę samochodu i wywiózł do lasu. Tam uderzył ją kilka razy młotkiem i „zabawiał się”, po czym próbował odjechać, ale samochód zakopał się na podmokłym polu. Musiał go zostawić. Kobieta przeżyła, a milicja znalazła auto. W środku były ślady przewożenia świń, wcześniej również ukradzionych przez Skorpiona, a to skojarzono z kradzieżą parnika.

Seryjny morderca aresztowany

31 maja do drzwi domu w Górze zapukała milicja. Pawła Tuchlina aresztowano oficjalnie za kradzież drewna i parnika. Niedługo później aresztowany sam przyznał się także do innych, tych najgorszych, zarzutów. Taka wzmianka widniała wówczas na łamach Dziennika Bałtyckiego:

W ostatnim okresie na terenie województwa gdańskiego dokonano szeregu napadów na samotnie wracające do domu, bądź udające się do pracy kobiety. Nieznany sprawca, działający zawsze w godzinach wieczorowo-nocnych bądź wczesnorannych, upatrzywszy kolejną ofiarę podchodził do niej i bez słowa uderzał ciężkim przedmiotem (dziś wiadomo już, że był to młotek) w głowę. O bezwzględności bandyty, ochrzczonego później w śledztwie kryptonimem „Skorpion”, mówi fakt, że zadawał napadniętym po kilkanaście ciosów. W ostatnim przypadku biegli stwierdzili dokładnie 16 uderzeń. Przerażającym wynikiem działalności „Skorpiona” okazało się 8 zabójstw i 4 usiłowania. Wszystkie te zbrodnie popełnione zostały na tle seksualnym, przy czym morderca dodatkowo obrabowywał swoje ofiary, z których najmłodsza liczyła 18, najstarsza zaś — 54 lata.

W styczniu br. decyzją komendanta wojewódzkiego MO w Gdańsku powstała w Komendzie Wojewódzkiej specjalna grupa operacyjno-śledcza, do której zadań należało ustalenie i ujęcie sprawcy tych ohydnych czynów. Praca grupy nie była łatwa. W ramach podjętych czynności wykrywczych jej członkowie sprawdzili np. ponad 5 tys. mężczyzn odpowiadających cechom psychofizycznym poszukiwanego zwyrodnialca.




Wbrew pozorom nie szukano bowiem kogoś całkiem anonimowego. Na podstawie dokładnej analizy akt ustalono bowiem, że „wampirem” może być mężczyzna w wieku 25-45 lat, blondyn, wzrostu powyżej 175 cm, noszący obuwie o nr 8-9 i posiadający grupę krwi „A”. Przyjęto również, że mógł on być w przeszłości pracownikiem PKP.

W wyniku wielokierunkowych działań operacyjnych, w trakcie których odnotowano kolejne 4 przypadki napadów – sprawca został wreszcie ustalony i ujęty w dniu 31 maja br. Okazał się nim 37-letni Paweł T. zamieszkały w okolicach Starej Kiszewy, żonaty i posiadający jedno dziecko. Był on już karany wielokrotnie za kradzieże.

Wobec znalezienia w jego mieszkaniu przedmiotów stanowiących własność ofiar, Paweł T przyznał się do wszystkich 12 zarzucanych mu czynów.

Śledztwo pod nadzorem zespołu prokuratorów Prokuratury Wojewódzkiej, na którego czele stanął zastępca prokuratora wojewódzkiego w Gdańsku Ryszard Zegar, prowadzi Wydział Dochodzeniowo-Śledczy Komendy Wojewódzkiej MO w Gdańsku. O wynikach tego śledztwa poinformujemy czytelników w stosownym czasie.
Jedna z wizji lokalnych
Archiwum policji

Skorpion z Pomorza. Zabijał, bo sprawiało mu to przyjemność

Rozpoczęły się postępowania służb. W śledztwie przesłuchano łącznie 1614 świadków, a akta sprawy miały w sumie objętość 6200 kart zgromadzonych w 31 tomach. Sam zabójca w późniejszym procesie sądowym twierdził, że nie wiedział o tak dużej ilości zamordowanych kobiet. Jak mówił, wszystkie zostawiał w stanie, gdy jeszcze oddychały. Po wszystkim zabierał ich torebki, a biżuterię, którą czasem w nich znajdował, często darował swojej niczego nieświadomej żonie. Narzędzie zbrodni Tuchlin zawsze trzymał za paskiem, obwiązane bandażem - tak, by zimna stal nie dotykała jego ciała.

Ostatecznie Sąd Wojewódzki w Gdańsku skazał „Skorpiona” za dziewięć zabójstw i jedenaście usiłowań popełnienia morderstwa na karę śmierci.

- Gdy aresztowano podejrzanego o zabójstwa Pawła Tuchlina społeczeństwo odetchnęło z ulgą, zadając sobie jednak pytanie: czy jest możliwe, by jeden człowiek był sprawcą tylu nieszczęść? Odpowiedź brzmi - tak! - stwierdził w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Grzegorz Buchholz, przewodniczący 5-osobowego składu orzekającego, dodając: - Jest to kara eliminacyjna, której społeczeństwo ma prawo w tym przypadku się domagać. Podstawowym celem kary jest jej oddziaływanie wychowawcze. Istnieją jednak sytuacje, gdy w imię dobra społeczeństwa należy zrezygnować z niektórych zasad.

Sznur, na którym zawisł Skorpion w 1987 roku - eksponat Muzeum Kryminalistyki na Uniwersytecie Gdańskim
Przemysław Świderski

Utrzymanie wyroku w mocy utrzymał później Sąd Najwyższy. Zabójca mógł liczyć jeszcze na prawo łaski ze strony Rady Państwa, ta jednak z niego nie skorzystała. Paweł Tuchlin został powieszony w areszcie śledczym przy ul. Kurkowej w Gdańsku 25 maja 1987 roku. Była to przedostatnia wykonana kara śmierci w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

Dlaczego Skorpion był nieuchwytny?

Przez 8 lat "Skorpion z Pomorza" mordował niewinne kobiety. W czasach współczesnych taka sytuacja byłaby nie do przyjęcia. Inaczej było jednak w PRL. Policja nie dysponowała zaawansowaną technologią, nie mogła porównywać materiałów DNA, czynności które podejmowały służby trwały bardzo długo. To wszystko, przy jednoczesnym sprycie Tuchlina doprowadziło do wieloletniego terroru Pomorza. Nawet kiedy po latach udało się schwytać mordercę, aresztowano go za... kradzież. Dopiero podczas przeszukania jego gospodarstwa służby znalazły w bagażniku samochodu młotek, na którym znajdowały się ślady krwi jednej z jego ofiar.

Skorpion z Pomorza. Mija 35 lat od stracenia seryjnego morde...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie