Skok wzwyż bez kamienia

Przemysław Franczak z Rio de JaneiroZaktualizowano 
Kamila Lićwinko w finale skoku wzwyż, Michał Haratyk odpadł w eliminacjach pchnięcia kulą. Dziś młotem rzuca Wojciech Nowicki. Po medal?

- Uff, kamień z serca spadł mi po eliminacjach, ważę teraz chyba z pięć kilo mniej - śmiała się Kamila Lićwinko, która pewnie awansowała do finału skoku wzwyż. Finał w sobotę.

30-letnia zawodniczka jest jedną z kandydatek do medali, chociaż sama przekonuje, że w ogóle o tym nie myśli.

- Nie docierają do mnie żadne tego typu historie, że jestem w wąskim gronie faworytek i nie chcę tego słuchać - mówiła, wymownym gestem zasłaniając uszy. - Plan na finał jest jeden: robić swoje. Jeśli to się uda, to będzie dobrze. Musi być. Wszystko jest w porządku, w eliminacjach udało mi się skoczyć 194 cm (minimum kwalifikacyjne - red.) w pierwszej próbie, a to pokazuje, że jestem dobrze przygotowana psychicznie i fizycznie. Zresztą pokazywały to już treningi, wróciliśmy do tego, co było dobre. Pierwsze swoje marzenie spełniłam. Jestem w finale olimpijskim po niezłym skakaniu.

Halowa mistrzyni świata sprzed dwóch lat przewiduje, że walka o medale rozegra się na pułapie 2 metrów. - Jestem na to gotowa - zapowiada. - Nie będą patrzyła, czy rywalki zaliczają w wysokości w pierwszych czy trzecich próbach, rozegram swój własny konkurs. Nie chcę niczego obiecywać i nie chcę nikomu robić nadziei. To jest sport, bywa nieprzewidywalny. Mam jednak nadzieję, że w finale będzie mniej nerwów niż w eliminacjach, bo one zawsze są stresujące. Poziom w nich był szokujący, więc finał będzie mocny - podkreślała.

Za najgroźniejsze rywalki uznała Chorwatkę Blankę Vlasić i Hiszpankę Ruth Beitię. - Przede wszystkim jednak trzeba patrzeć się na siebie - zaznaczył Lićwinko.

W nocy z czwartku na piątek polskiego czasu w finałach walczyła oszczepniczka Maria Andrejczyk, która niespodziewanie wygrała eliminacje i pobiła rekord polski (67,11 m) oraz kulomioci: Tomasz Majewski i Konrad Bukowiecki.

Porannych eliminacji w tej konkurencji nie przebrnął Michał Haratyk z AZS AWF Kraków. - To już jest moja trzecia mistrzowska impreza w tym roku, po prostu nie wytrzymałem. To mój pierwszy tak długi sezon, pojawiło się zmęczenie. Już na ostatnich treningach nie wyglądało to najlepiej - tłumaczył 24-letni zawodnik. Pchnął 19,97 (minimum kwalifikacyjne wynosiło 20,65, ale awans dawał już wynik 20,40) i zajął 18. miejsce. Takie samo jaki kiedyś w swoim olimpijskim debiucie… Majewski, późniejszy dwukrotny mistrz olimpijski.

- Znak? Zobaczymy, jak będzie w Tokio - uśmiechnął się Haratyk.

W piątek o medal w rzucie młotem powalczy Wojciech Nowicki. Po sensacyjnej wpadce Pawła Fajdka w eliminacjach, konkurs nie ma żelaznego faworyta. Przed 27-latkiem z Białegostoku otwiera się być może niepowtarzalna szansa na wielki sukces.

- Nie zaprzątam sobie tym myśli, bo inni zawodnicy też potrafią daleko rzucać. Będę walczył o podium, ale nie spinam się. Chcę podejść do zawodów na luzie, jak w Pekinie na mistrzostwach świata - mówi Nowicki. Przed rokiem w stolicy Chin zdobył brązowy medal.

Fajdek potknął się w środę w eliminacjach. Znowu. Tak jak cztery lata temu w Londynie. Różniły się szczegóły - wtedy spalił wszystkie trzy próby, teraz dwie zaliczył - ale efekt był ten sam.

- Duży szok, nieprędko dojdzie do siebie. Taki doświadczony zawodnik, mistrz świata. Widać, że nie wszyscy wytrzymują presję - komentował odpadnięcie Fajdka Henryk Olszewski, wiceprezes PZLA ds. szkolenia.

- Na treningach wyglądał super, wręcz kosmicznie, ale - jak widać - konkurs robi swoje - mówił Nowicki.

- Był sparaliżowany strachem. Na tym polega stres, że zawodnik, zamiast działać jak automat, zaczyna myśleć, analizować. Wtedy od razu ruch jest wolniejszy i dzieją się takie rzeczy - wyjaśniał Olszewski.

Kobieca sztafeta 4x100 m (Ewa Swoboda, Marika Popowicz-Drapała, Klaudia Konopko i Anna Kiełbasińska) zajęła 7. miejsce w swoim biegu eliminacyjnym i nie awansowała do finału. Zabraknie w nim też faworytek z USA, które na trzeciej zmianie zgubiły pałeczkę.

- Cieszymy się, że po różnych perypetiach nasza sztafeta wróciła - mówiła Popowicz-Drapała, a korzystając z okazji wyrzuciła z siebie, co jej leży na duszy. - Chciałam tylko powiedzieć do wszystkich hejterów, że dostać się na igrzyska jest naprawdę bardzo trudno i trzeba przejść gęste sito kwalifikacji.

- Polecam i zapraszam do robienia minimów - weszła w jej słowo Swoboda.

- Mam nadzieję, że choć trochę daliśmy radości ludziom, rywalizując z najszybszymi kobietami na świecie - dokończyła Popowicz-Drapała.

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Materiał oryginalny: Skok wzwyż bez kamienia - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

s
strażak

Zmieniajcie na bieżąco tabelę medalowąi, obecna jest  nieaktualna..

Dodaj ogłoszenie