Skiba - jarociński kombatant

    Skiba - jarociński kombatant

    Krzysztof Skiba

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Skiba - jarociński kombatant
    Jak wyjazd na rockowy festiwal w 1985 roku zakończył się dla niego trzymiesięczną odsiadką w towarzystwie "Wampira z Krotoszyna" - pisze Krzysztof Skiba w tekście na konkurs "Wspomnienia Miłośników Rock'n'Rolla", nagrodzonym przez "Dziennik Bałtycki".
    Skiba - jarociński kombatant
    Byłem w Jarocinie już w 1981 roku, a także w 1982 roku, kiedy to z powodu stanu wojennego odwołano wszystkie imprezy muzyczne w Polsce. Nie było ani międzynarodowego Sopotu, ani krajowego Opola, ani nawet festiwalu piosenki rosyjskiej w Zielonej Górze. Jarocin się jednak odbył. Był to przedziwny festiwal, na którym władza pokazywała, jaka jest bezmyślna i silna zarazem. Koncerty odbywały się w tzw. amfiteatrze, wchodziło się bez biletów, bo bramka kradła pieniądze, biorąc na lewo w łapę. Ja dostałem się na tzw. krzywy ryj, bo usłyszałem przypadkowo hasło, które w magiczny sposób było przepustką do środka. Hasło brzmiało: "Jestem od małego Tomka z TSA".
    Oczywiście żaden mały Tomek nigdy nie grał w TSA, ale hasło było skuteczne. Do amfiteatru, który mieści góra trzy tysiące osób, wepchało się z "małym Tomkiem" na ustach z pięć tysięcy. Wiele osób w ogóle nie wchodziło na koncerty tylko słuchało kapel pod murem, co było możliwe, bo głos się dobrze roznosił.

    Okolice amfiteatru były patrolowane przez mieszane patrole wojskowo-milicyjne. Niektórzy z patrolujących mieli broń maszynową na plecach. To była taka zagrywka psychologiczna. Użycie broni maszynowej w sytuacji imprezy masowej jest skrajnie nieodpowiedzialne i nigdzie chyba na świecie niestosowane. Do dzisiaj się zastanawiam, czy te automaty wycelowane w nas były nabite ostrą amunicją czy ślepakami.

    Festiwal w 1982 roku zapamiętałem także z tego powodu, że wtedy po raz pierwszy widziałem na własne oczy, jak milicja kradnie. Nie miałem kasy, aby udać się na koncert finałowy, a hasło z "małym Tomkiem z TSA" już nie funkcjonowało. Ponieważ widziałem już świetny koncert Republiki, podczas którego skacząc, złamałem ławkę w amfiteatrze (ławka pękła w trakcie słynnego numeru "Kombinat"), widziałem SS-20 (późniejszego Dezertera) oraz TSA i T.Love, więc uznałem, że mogę poleniuchować na polu namiotowym, tym bardziej że nie czułem się najlepiej.

    Okazało się to słusznym wyborem, bowiem trzeciego dnia festiwalu właśnie tam działy się najciekawsze rzeczy. Na opustoszałym polu namiotowym pojawiły się bowiem umundurowane, kilkuosobowe grupki zomowców i cywilnych funkcjonariuszy SB, które pod pretekstem "szukania materiałów wybuchowych" dokonywały regularnych kradzieży mienia pozostawionego w namiotach. Gdy obudzony przez myszkujących stróżów prawa ironicznie skomentowałem te niby-rewizje, dostałem pałą przez łeb, co w sposób ostateczny zakończyło mój naiwny protest.

    Ponieważ sam byłem bez portfela i kompletnie bez forsy, nie przedstawiałem większej wartości dla kolekcjonerów cudzy rzeczy z MO. Rabunki trwały w najlepsze. Komuś ukradli zegarek, innemu myszkowali w plecaku pod pretekstem "szukania ulotek". Mój kolega z liceum, Michał Pastuszek, który został ze mną na polu namiotowym, został okradziony bezczelnie ze srebrnego łańcuszka. Rekwirując łańcuszek, milicjant dowcipnie oznajmił: "żebyś się na nim nie powiesił". Bezpieczeństwo obywatela zawsze było dla milicji priorytetem. Mogliśmy tylko bezradnie patrzeć.

    O wiele bardziej dramatyczne przeżycia miały miejsce na festiwalu w 1985 roku. Przyjechałem tam z nową dziewczyną, Renatą, poznaną na studiach, i plecakiem ulotek. Byłem w tym czasie aktywnym uczestnikiem nielegalnego ugrupowania anarchistycznego, o dosyć wydumanej nazwie Ruch Społeczeństwa Alternatywnego. RSA walczył z komuną, ale także z przymusem służby wojskowej i energetyką atomową. Uważaliśmy, że świat bez wojska byłby piękny, a świat bez państwa jeszcze piękniejszy. Uznaliśmy, że fani rocka, gromadzący się na takich festiwalach jak Jarocin, to nasza naturalna gleba rewolucyjna. Chcieliśmy upolitycznić kontrkulturę, która w tamtym czasie ograniczała się przeważnie tylko do słuchania muzyki i picia piwa.
    1 3 4 5 6 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo