Skazany po 9 latach

    Skazany po 9 latach

    Darek Janowski

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    13 lat więzienia to kara dla Ryszarda L., który zabił i okradł mieszkańca Gdyni. Wyrok zapadł wczoraj w gdańskim sądzie.
    W 1999 roku bezdomny włóczęga Ryszard L. śmiertelnie ugodził nożem mieszkańca Gdyni, a potem okradł go ze 130 złotych. Policja schwytała zbójcę po 7 latach, dzięki programowi "997". Prokurator chciał dla Ryszarda L. 25 lat więzienia. Według oskarżenia, "zbrodnia została popełniona z wyjątkowo niskich pobudek. Napastnik zaplanował rabunek, a kiedy spotkał się z odmową wydania pieniędzy, zabił".

    Jednak sąd był innego zdania, dlatego łagodniej ukarał zabójcę. - Motywem zbrodni nie był zabór pieniędzy - mówił w uzasadnieniu werdyktu sędzia Zbigniew Zalewski. - Awantura, która skończyła się śmiercią Mirosława S. miała charakter towarzysko-obyczajowy. Oskarżony zabrał pieniądze, wykorzystując fakt, że ugodzona nożem ofiara nie stawiała oporu.

    Najważniejsze w tej sprawie były wyjaśnienia oskarżonego, który już podczas pierwszego przesłuchania przyznał się do winy i - chociaż od tragicznego zajścia minęło kilka lat - szczegółowo opisał zajście.

    Ofiara zbrodni Mirosław S. był rencistą. Niegdyś pracował na promach jako steward. Po wypadku, który skończył się dla niego poważną operacją i zachorowaniem na padaczką przeszedł na rentę inwalidzką. Lubił przechwalać się pieniędzmi i obyciem w świecie. Często stawiał drinki i piwo znajomym, a i przygodnie poznanym "kolegom?. Czas spędzał w domu albo na biesiadach w pobliskich restauracjach i pubach. Często zachodził do gdyńskiej Arkadii. Feralnego dnia - 3 lutego 1999 roku - również odwiedził ten lokal. Prawdopodobnie przyszedł tam z Ryszardem L. Pewne jest, że kilka godzin później obaj pojawili się agencji towarzyskiej "Mix" przy ul. Tetmajera. Ich wizytę zapamiętały pracujące tam kobiety (przesłuchujących je policjantów zapewniały, że są tam zatrudnione jako hostessy i tancerki).

    Panowie nie skorzystali z ich usług, wypiwszy po piwie opuścili agencję. Mirosław S. był po kilku głębszych i stracił ochotę do picia. Jego towarzysz chciał pić dalej, ale nie miał pieniędzy. Właśnie na tym tle, niedaleko agencji, doszło między nimi do kłótni, a potem szarpaniny. "Najpierw mnie zapraszasz na picie a potem w środku imprezy chcesz uciec do domu?! - grzmiał Ryszard L. - Po co mnie zaprowadziłeś do tego burdelu, przecież mogliśmy wypić gdzie indziej. A może ty jesteś pedał i mnie chcesz przelecieć?". Mirosław S. odparł mu słowami, które w powszechnej opinii uchodzą za nieobyczajne. Wtedy doszło między nimi do zwarcia. Szarpali się i darli na całą okolicę. Włóczęga wyjął nagle z kieszeni nóż kuchenny i pchnął ofiarę prosto w serce.

    Policjanci przez 7 lat szukali zabójcy. Bezskutecznie. Kiedy tradycyjne metody śledcze nie pomogły zwrócili się do wydawców popularnego programu "997". Opublikowano w nim portret pamięciowy mordercy. To odniosło skutek. Niedługo potem Ryszard L. trafił do aresztu.

    Darek Janowskityle trwały poszukiwania włóczęgi, który w 1999 roku zabił mieszkańca Gdyni

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo