Skarga na Szpital Miejski w Gdyni. Kobieta z demencją wyszła z oddziału, przewróciła się za drzwiami. [oświadczenie szpitala]

Dorota Abramowicz
Dorota Abramowicz
fot. Pixabay.com/Zdjęcie ilustracyjne
Czy szpital może zgubić pacjenta? Edyta Obuchowska, córka 81-letniej pacjentki, cierpiącej na demencję, pisze do Rzecznika Praw Pacjenta, Urzędu Marszałkowskiego i Narodowego Funduszu Zdrowia skargę na Szpital Miejski w Gdyni. Po prawie ośmiu godzinach oczekiwania przed szpitalem, do pani Edyty przyprowadzono obcą kobietę z demencją, rozpaczliwie pytającą, czy jest jej córką. W tym samym czasie zagubiona 81-latka wyszła innym wyjściem i przewróciła się zaraz za drzwiami. Nikt ze szpitala nie udzielił jej pomocy.

Aktualizacja, 9.06.2020, godz. 13.00:

W sprawie pacjentki Szpitale Pomorskie we wtorek 9.06.2020 wysłały do mediów oświadczenie. Cytujemy je poniżej w całości:

W odpowiedzi na informacje pojawiające się w mediach dotyczące przyjęcia w dn. 3 czerwca 2020 r. pacjentki do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego Szpitala św. Wincentego a Paulo w Gdyni wyjaśniam, iż przeprowadziliśmy w tej sprawie wewnętrzne postępowanie m.in. rozmawiając z personelem oraz sprawdzając dokumentację medyczną. Jednocześnie informuję, iż nie otrzymaliśmy dotąd formalnie od pacjentki SOR-u skargi na działanie naszego szpitala.

Pacjentka spędziła na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym łącznie 3 godziny. Trafiła do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Szpitalu św. Wincentego a Paulo w Gdyni w dn. 3 czerwca 2020 r. o godz. 12.31 ze skierowaniem od lekarza POZ. Po wykonaniu niezbędnej diagnostyki w SOR została ona wypisana do domu w tym samym dniu o godz. 15.37 z zaleceniem dalszego leczenia w poradni specjalistycznej, ponieważ nie wymagała hospitalizacji w Oddziale Chorób Wewnętrznych tutejszego szpitala.

Z wyjaśnień personelu SOR wynika, iż pacjentka była osobą chodzącą, swobodnie poruszała się sama po oddziale, okresowo, na jej prośbę, była również położona w łóżku – zatem nie jest prawdą, jakoby cały czas siedziała na krześle. W ocenie lekarza, który się nią zajmował w SOR, była w stanie samodzielnie opuścić szpital. Warto podkreślić, iż w swoich zadaniach pracownicy SOR nie mają obowiązku przekazywania osób wypisanych z SOR rodzinie, o ile nie są to osoby ubezwłasnowolnione czy niepełnoletnie bądź niepełnosprawne. Dodatkowo, z uwagi na mnogość pacjentów i duże obciążenie personelu pracą, nasi pracownicy nie mają również możliwości, aby rodziny pacjentów chodzących samodzielnie i będących w stanie samodzielnie i świadomie kierować swoim postępowaniem, każdorazowo informować telefonicznie o fakcie wypisania pacjenta ze szpitala. Większość pacjentów samodzielnie opuszcza szpital po wypisaniu z SOR i personel nie jest dalej zobligowany do opieki nad pacjentem. Kierując się jednak empatią, zwłaszcza w stosunku do seniorów czy osób niepełnosprawnych, personel pomaga im, ponadstandardowo, w wyjątkowych sytuacjach odprowadzając ich do rodziny czy do taksówki, o ile taka jest wola pacjenta, zwłaszcza w sytuacji stanu epidemii, kiedy nie wolno członkom rodzin wchodzić do szpitala.

Pacjent, który wyraża wolę samodzielnego opuszczenia SOR i którego stan zdrowia na to mu pozwala, może więc to uczynić i tak też stało się w przypadku naszej pacjentki. Jest nam bardzo przykro, iż oczekując na Mamę przy wyjściu szpitalnym od strony ul. Wójta Radtkego, obie Panie nie miały okazji się spotkać. Przypuszczamy, że Córka pacjentki udała się w to miejsce już po opuszczeniu SOR i szpitala przez naszą pacjentkę, która skorzystała z tego samego wyjścia, będącego głównym wejściem do szpitala. Nie mieliśmy także wpływu na opisany przez Panią Edytę (córki pacjentki) upadek Mamy poza naszym szpitalem ani na zachowanie innej opisywanej przez nią pacjentki. Prawdopodobnie w tym samym miejscu i czasie szpital opuszczała inna pacjentka, która mogła zwrócić się do Pani Edyty z prośbą o zabranie jej do domu.

Ustalono, że w najbliższym czasie wprowadzone zostaną dodatkowe rozwiązania w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, które m.in. w czasie tak wyjątkowym, jakim jest epidemia koronawirusa, będą mogły wykluczyć opisywane przez Panią Edytę sytuacje. Wprowadzona zostanie dodatkowa weryfikacja pacjenta za jego zgodą, czyli umieszczenie pełnego imienia i nazwiska oraz nr historii choroby na opasce identyfikacji pacjenta SOR. Personel medyczny SOR zostanie przeszkolony z zakresu komunikacji z pacjentem, szczególnie tym starszym, wymagającym opieki osób trzecich.

Jakkolwiek przeprowadzone postępowanie wyjaśniające nie potwierdziło, jakoby ze strony pracowników SOR doszło do jakiegokolwiek zaniedbania bądź niewłaściwego zachowania wobec obu Pań, przekazaliśmy słowa ubolewania i przeprosin z tytułu niedogodności, jakich obie Panie mogły doświadczyć w związku z pobytem na szpitalnym oddziale ratunkowym w Gdyni.

Wcześniej pisaliśmy:

- Jestem pielęgniarką - podkreśla Edyta Obuchowska. - I tym bardziej nie mogę zrozumieć zachowania personelu Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w gdyńskim szpitalu.

W minioną środę przed godziną 12 pani Edyta przywiozła matkę z ostrą niewydolnością nerek na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Szpitalu Miejskim w Gdyni.

- Odebrane z laboratorium wyniki badań były zakreślone na czerwono, pod nimi napis - sytuacja zagrażająca życiu, konieczny szybki kontakt z lekarzem - wspomina córka. - Odebrałam telefon od prowadzącej mamę pani doktor, który powiedziała,że mam natychmiast wieźć ją do szpitala. Zabrałam ze sobą aktualne swoje wyniki testów w kierunku SARS-CoV-2, świadczące, że nie jestem zakażona oraz zamknięty hermetycznie strój ochronny. Przy wejściu zaznaczyłam, że mama cierpi na demencję, więc trudno się będzie z nią porozumieć.. Mimo tego ze względu na Covid nie zezwolono mi na wejście do szpitala. Powiedzieli, że będą zbierać wywiad od mamy. Jak to mieli zrobić? Mama przecież nic nie kojarzy. Dałam więc im swój numer telefonu. Nikt do mnie nie zadzwonił.

Pani Edyta pozostała pod szpitalem i co godzinę dzwoniła na SOR, pytając o stan matki. Kiedy dowiedziała się, że starsza pani czeka na krzesle na wyniki badań, poprosiła ze względu na ryzyko omdlenia o możliwość położenia jej na łóżku. Usłyszała wówczas od pracownika SOR, że pacjentka nie zostanie przyjęta na oddział.

- Po kolejnym telefonie pan ów powiedział, abym weszła do szpitala od strony ul. Wójta Radtkego gdzie zaraz ktoś przyprowadzi moją mamę - relacjonuje pielęgniarka. -Około godziny 17 zeszła do mnie obca kobieta! Była to starsza pani z demencją, która rozpaczliwie pytała, czy to ja jestem jej córką i czy po nią przyjechałam! Wpadłam w panikę. Zaczęłam dzwonić na SOR, pytając gdzie jest moja matka!?

Od jednej z pielęgniarek pani Edyta usłyszała, że matka "gdzieś jest". Pielęgniarka zasugerowała, że zapewne kobieta przeszła obok córki, która jej zwyczajnie nie zauważyła. Oznajmiła też, że nie ma czasu szukać pacjentki. Potem już na oddziale nikt telefonu od przerażonej córki nie odbierał. Pracownica, mierząca wchodzącym do szpitala temperaturę przy wejściu od ul. Wójta Radtkego potwierdziła, że nikt więcej tędy nie wychodził. Zasugerowano, że może starsza pani jest na oddziale wewnętrznym.
W czasie, gdy coraz bardziej przerażona Edyta próbowała znaleźć matkę, starsza pani wyszła ze szpitala innym wyjściem.

- Cierpiąca, zagubiona przewróciła się za drzwiami - mówi córka. - Nikt ze szpitala jej nie pomógł. Na szczęście pomógł obcy mężczyzna. Zaniósł ją do taksówki i odwiózł do domu. A mnie w tym czasie kazano czekać po drugiej stronie budynku, sugerując, że mama nadal jest w szpitalu.

Edyta Obuchowska opisała wszystko w pismach do Urzędu Marszałkowskiego, Rzecznika Praw Pacjenta i pomorskiego oddziału NFZ. Żąda wyciągnięcia konsekwencji wobec personelu SOR. - Proszę o pomoc w imieniu swoim oraz innych ludzi, którzy doznali na tym oddziale krzywdy i poniżenia - czytamy w piśmie do Urzędu Marszałkowskiego nadzorującego Szpitale Pomorskie, w tym Szpital Miejski w Gdyni.

- Nie ma wątpliwości, że opisana sytuacja nie powinna się wydarzyć - przyznaje dr Tadeusz Jędrzejczyk, dyrektor Departamentu Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego. - Na tym etapie czekamy wciąż na dokładne wyjaśnienia Zarządu i Rady Nadzorczej Szpitala. Warto zwrócić uwagę, że podmioty lecznicze wciąż działają w warunkach podwyższonych rygorów sanitarnych. Stąd ograniczone prawo do sprawowania opieki przez osoby bliskie czy też obowiązek używania maseczek przez pacjentów. Bez wątpienia utrudnia to pracę, w tym identyfikację pacjenta.  Do oczekiwanych rozwiązań potrzeba zatem nie tylko korekty zachowań, ale także dogłębnej analizy sposobu zapewnienia ciągłości opieki. Także w warunkach obecnych wyzwań, które,niestety, będą musiały być jeszcze przez pewien okres czasu utrzymane. 

Dr Jędrzejczyk dodaje, że Szpitalne Oddziały Ratunkowe nadal czekają na szerszą reformę.- Zorganizowanie efektywnej pracy w tych kluczowych miejscach szpitala wymaga zwiększenia obsady i lepszego zabezpieczenia sprzętowego, co nie jest możliwe bez właściwego podziału na poszczególne cele środków finansowych - mówi.

Skargą Edyty Obuchowskiej zajął się już także NFZ.

- Będziemy domagać się wyjaśnień od dyrekcji szpitala - informuje Mariusz Szymański, rzecznik pomorskiego oddziału NFZ.

Szkodliwe picie z plastiku

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie