Siostra Michaela Rak: Hospicjum to szkoła życia, drogowskaz, to bycie przy chorym i osładzanie jego każdej chwili

Agnieszka Kamińska
Agnieszka Kamińska
Udostępnij:
Jedna z umierających prosiła o manicure i pedicure. Wolontariuszka pomalowała jej paznokcie i to sprawiło ogromną radość tej bardzo słabej już fizycznie osobie. To tak mało, a tak wiele - mówi Michaela Rak, założycielka i dyrektor Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki w Wilnie, uczestniczka Festiwalu Wilno w Gdańsku.

Jak to się stało, że siostra założyła hospicjum?
Droga hospicyjna jest drogą mojego życia. Łączy się z tym kim jestem, a jestem siostrą zakonną przekierowaną na bycie z drugim człowiekiem. Składając śluby zakonne, wśród ubóstwa i czystości jest też ślub posłuszeństwa. W pewnym momencie usłyszałam od moich przełożonych, że w Gorzowie Wielkopolskim jest tworzone hospicjum i potrzebują tam kogoś, kto da radę udźwignąć trud tworzenia tej placówki. To były pierwsze lata rozwijania się w Polsce ruchu hospicyjnego. I właśnie w duchu posłuszeństwa, nie wiedząc wtedy jeszcze nic o misji hospicyjnej, powiedziałam „tak”. To było ogromne wyzwanie m.in. pod względem prawnym, formalnym.

Dodajmy, że siostra oprócz tego, że ma wykształcenie teologiczne, jest też prawnikiem.
Tak, wykształcenie bardzo mi się przydało, żeby poprowadzić hospicjum. Myślę, że moi przełożeni między innymi dlatego dali mi to zadanie. Ale to też pokazuje, że w mojej wspólnocie zakonnej, a więc w Zgromadzeniu Sióstr Pana Jezusa Miłosiernego, jest głębokie spojrzenie w przestrzeń Darów Bożych, które każdy otrzymał. Wspólnota rozeznaje, jaki talent mają siostry i kieruje je tak, by mogły te talenty realizować. W moim przypadku chodziło nie tylko o wykształcenie, ale też o to, że interesuje mnie pomaganie innym „tu i teraz”. Do ruchu hospicyjnego weszłam w latach 90. i już w nim pozostałam. W Gorzowie udało się dużo zrobić.

Zdaje się, że hospicjum w Gorzowie stało się trampoliną do kolejnego zadania, a więc stworzenia hospicjum w Wilnie.
Tak można powiedzieć. Czasem nawet czuję się, jakbym brała udział w wieloboju (śmiech). O konieczności stworzenia hospicjum na Litwie mówiło się od wielu lat, ale brakowało mocny sprawczej, by słowa przekształcić w czyn. Małymi krokami zaczęłam te słowa przemieniać w rzeczywistość. Dzięki wsparciu wielu osób, to się udało. Na Litwie jesteśmy jedynym hospicjum. Oczywiście w strukturach placówek medycznych, głównie szpitali, istnieją miejsca opieki paliatywnej. Nasze hospicjum jest jednak odrębne od szpitala. W hospicjum oprócz opieki medycznej, zapewniamy też m.in. wsparcie psychologiczne, duchowe. Idea hospicjum jest taka, że ma ono być jak najbardziej zbliżone do domu. To nie ma być tylko przestrzeń wykonywania czynności medycznych, ale też przestrzeń życia, bliskości, różnorodności.

Wiele osób o tym zapomina twierdząc brutalnie, że to umieralnia. Hasło przewodnie gdańskiego hospicjum brzmi „hospicjum to też życie”. To uniwersalne hasło.
Tak, umieranie to cześć naszego życia. Ten czas, gdy jeszcze bije serce, ma być czasem spełnienia, bliskości, czasem bez lęku, bólu, samotności. To nie ma być czas odizolowania od życia, które toczy się poza budynkiem hospicyjnym. To życie spoza hospicjum powinno wchodzić do placówki i dawać chorym iskrę – chodzi o to, by chory się uśmiechnął, spotkał z bliskimi, wyszedł na spacer, by miał plany. Oczywiście to już nie będą wielkie plany długoterminowe, ale małe, drobne - takie, że ich realizacja da choremu radość i jakieś spełnienie. W takim właśnie duchu staram się prowadzić hospicjum w Wilnie. Jest to placówka o charakterze stacjonarnym i domowym dla dorosłych. W takim samym trybie od roku funkcjonuje również hospicjum dla dzieci. Przyjmujemy pacjentów z całej Litwy. Hospicjum dla dorosłych i dzieci działa jako jedna placówka i patronuje jej bł. ks. Michał Sopoćko, który jest założycielem zgromadzenia, do którego należę. Hospicjum mieści się w pobliżu budynku, w którym mieszkał bł. ks. Sopoćko, przychodziła tu również św. Faustyna. To jest wyjątkowe miejsce.

Rola pracowników hospicjum polega nie tylko na opiekowaniu się chorymi. Chodzi nie tylko o to, by podać im jedzenie, leki. Oni też mają przygotować ich do śmierci, przeprowadzić na tę drugą stronę. O co najczęściej pytają umierający?
Ta lista jest bardzo długa. Jedni pytają: „czy to jest kara”, inni: „dlaczego tak cierpię”. Słyszymy też: „jak to będzie”, „co będzie dalej”, „jak mam się przygotować”. Powiedziałabym, że zadawanie tego typu pytań ma charakter procesu, czasem nawet wieloetapowego. Bywa i tak, że ktoś powie: „chciałem o coś zapytać, ale nie, jednak nie będę pytał, bo to głupie pytanie”. Na tej ostatniej drodze, to rzecz naturalna, że pytania się pojawiają, one są zawsze. Nasza rola polega na tym, żeby przede wszystkim rozmawiać, nie pozostawiać chorych bez dialogu. Chorzy, którzy umierają, najczęściej nie chcą być samotni. Bardzo często pytają nas, pracowników hospicjum, czy będziemy przy nich. I my zapewniamy, że będziemy. Czasem niektórzy proszą o coś konkretnego. Na przykład jedna z osób prosiła o to, aby umierając mogła patrzeć w gwiazdy.

Czyli, jak rozumiem, trzeba było przenieść łóżko z chorym w miejsce, gdzie widoczne było niebo.
Tak, dokładnie. Inni proszą o to, by włączyć jakąś konkretną muzykę. Bywa i tak, że ktoś zna diagnozę, ale boi się o tym powiedzieć bliskim. Albo odwrotnie, to bliscy i lekarze nie potrafią tego powiedzieć umierającemu. Personel hospicyjny jest przygotowany do tego, żeby przedstawić choremu prawdę w jak najbardziej delikatny sposób, żeby nie zadawać choremu dodatkowego cierpienia. Chodzi tu też o zapewnienie choremu bezpieczeństwa i wsparcia. To bardzo ważne. Pytania, które zadają umierający, zawsze są zaproszeniem do uczestniczenia w ich ostatnim etapie życia. Czasem chorzy kierują pytania do siebie, one odnoszą się do jakichś wydarzeń i decyzji z przeszłości, nawet młodości. Słyszymy czasem od nich: „dlaczego ja taki głupi byłem”, „dlaczego ja to zrobiłem” lub „dlaczego nie zrobiłem”. Staramy się wtedy ich odciążyć, uspokoić, odwieść od tego psychicznego samokarania. Przecież wiele decyzji okazuje się złymi dopiero po latach, gdy je podejmujemy nie wiemy, jaki skutek przyniosą. I o tym również mówimy osobom, które się zadręczają. Nasza rola ma też charakter, powiedziałabym, prewencyjny. Wiedząc, jakie pytania zadają ludzie umierający, i co wtedy jest dla nich ważne, możemy coś podpowiedzieć osobom na wcześniejszym etapie życia, które są w pełni sił. Możemy ich w pewien sposób nakierować lub im coś doradzić, by potem, gdy już będą u schyłku życia, nie żałowały, nie zadręczały się. W tym sensie hospicjum jest szkołą życia, drogowskazem. Ono wskazuje osobom, które etap odchodzenia mają jeszcze przed sobą, jak żyć.

Jak się przeprowadza ludzi na drugą stronę? Jak spowodować, by odchodzili pogodzeni ze sobą, zrównoważeni, spokojni?
Najgorsze jest poczucie samotności. Trzeba być z umierającym. Trzeba słuchać, co mówi, jakie ma potrzeby. Jeśli można w tych ostatnich chwilach w jakiś sposób pomóc, sprawić radość, to trzeba starać się to zrobić. Jedna z umierających prosiła o manicure i pedicure, bo to zawsze był jej priorytet. Wolontariuszka pomalowała jej paznokcie i to sprawiło ogromną radość tej bardzo słabej już fizycznie osobie. To tak mało, a tak wiele. Nie ma żadnego problemu z tym, żeby np. rodzina zabrała swojego bliskiego na spacer. Nasz personel pomaga wyprowadzić wózek albo łóżko. Jedna z chorych jest wyprowadzana na zewnątrz i gdy mnie widzi, uśmiecha się, przywołuje wzrokiem, bo już nie może mówić. Zawsze wtedy podbiegam do niej i całuję ją w policzek. Ona jest rozradowana. Widzę to w jej oczach. Ten pocałunek w policzek to dla niej przejaw bliskości. Może tej chorej wcześniej brakowało bliskości? Czasem ktoś z pacjentów nam powie, że w hospicjum ma lepiej niż w domu. Jeśli ta osoba opowie nam dlaczego, to my potem w rozmowach z jego bliskimi staramy się to zaakcentować i wskazać, na co powinni zwrócić uwagę. Przed naszą rozmową byli u mniej dwaj mężczyźni, którzy przynieśli kilka fantastycznych zegarków. Ci mężczyźni produkują je w Wilnie. Powiedzieli, że chcą je ofiarować hospicjum. Stwierdzili, że naszą działalność obserwują od dawna, śledzą naszą stronę internetową. Bardzo się wzruszyłam, bo to też daje poczucie, że chorzy nie są sami. Zapytałam, co mam zrobić z tymi zegarkami. Powiedzieli mi, że mam je przekazać na aukcję albo po prostu dać pacjentom w prezencie.

Ktoś cynicznie mógłby zapytać: po co umierającemu prezent i to tak kosztowny.
Powiem o jeszcze innej sytuacji. Wspieramy pewną dziewczynkę i jej mamę, obie są chore. Mieszkają w podwileńskiej dzielnicy i w ich ogrodzie obrodziły maliny. Ta mała dziewczynka zerwała je, ładnie zapakowała w małe kartoniki, przewiązała wstążką. Potem, razem z mamą, pudełka z malinami wręczyła każdemu pacjentowi i pracownikowi. Dziewczynka tłumaczyła, że w tych pudełeczkach jest słodycz większa niż te maliny. I to prawda. Te pudełka dały pacjentom poczucie, że nie są sami, że ktoś o nich myśli, że cały czas są ważni. Hospicjum ma być właśnie takim osładzaniem każdej chwili chorego.

Ile osób odprowadziła siostra na tamten świat?
Od kiedy pracuję w ruchu hospicyjnym, w Polsce i na Litwie, to myślę, że tych osób będzie pewnie z kilka tysięcy.

Czy codziennie kogoś siostra żegna?
Dziś akurat nie. Wczoraj wróciłam z wyjazdu i rano spotkałam się z personelem medycznym, który opowiedział mi, kogo pożegnaliśmy, kiedy, jak to się dokonało. A więc cały czas otrzymuję dokładne informacje.

To taki raport z umierania.
Tak. Ale pracownicy mówią też o tym, kto został wypisany z hospicjum. Dziś rano rozmawiałam z
z fizjoterapeutą, który odwiedza chorych w ramach hospicjum domowego. Pytałam, co jeszcze trzeba byłoby zapewnić pacjentom, czy mają wsparcie rodziny. Nawet jeśli nie pojadę do chorego, to i tak wiem, co się u niego dzieje. Obecnie mamy zatrudnionych 67 pracowników, którzy są wspierani przez wolontariuszy. Muszę też przyznać, że liczba pacjentów wzrasta. Na przykład pod opieką hospicyjną mamy teraz 14 dzieci w ramach domowej i stacjonarnej opieki, kilkoro dzieci odeszło, ale już mamy nowe zgłoszenia. Te liczby cały czas się zmieniają.

Co mówią umierające dzieci?
Umierające dzieci czasem pocieszają rodziców. Pamiętam dziewczynkę, która pytała mamę, dlaczego płacze. Ta dziewczynka tłumaczyła, że przecież Bóg ją kocha. A skoro kocha, to będzie miała u niego wszystko, będzie u niego szczęśliwa. Ona pytała tę mamę: „Ty płaczesz, że ja będę szczęśliwa?” Mamy teraz taką malutką pacjentkę, która niedawno była bardzo słaba, ledwo się ruszała. Dziś bawi się zabawką, potrafi pogłaskać mamę po twarzy. Robi to z uśmiechem. W tym momencie to ona jest wsparciem dla jej mamy, która smuci się, płacze.

Na festiwalu „Wilno w Gdańsku”, który potrwa do 5 września, będzie siostra mówić o solidarności i miłosierdziu. Co to dla siostry znaczy?

Moja świętej pamięci mama za pomaganie Żydom podczas II wojny światowej trafiła do obozu koncentracyjnego. Zadawałam jej pytanie, czy nie bała się pomagać, przecież wiedziała, czym to grozi. A ona powtarzała, że kiedy inny człowiek jest w potrzebie, nie wolno się bać, musimy podjąć działanie. Nawet, gdy ktoś powie, że to nie ma sensu, że to do niczego nie doprowadzić albo że ten potrzebujący nie zasługuje na pomoc. Bezwarunkowo i bezinteresownie. Nie dlatego, że nam za to zapłacą lub dlatego, że to wynika z zasad sprawiedliwości. Dajemy innym coś z siebie nawet wtedy, jeśli to kosztuje nas cierpienie. Tak rozumiem solidarność i miłosierdzie, a więc wartości, które przecież płyną z chrystusowego krzyża i są wpisane w chrześcijaństwo. Dzięki miłosierdziu i solidarności bardziej stajemy ludźmi, jesteśmy jak ten olśniewający brylant.

Ja bym powiedziała coś jeszcze. Że miłosierdzie daje wolność od konwenansów, zasad, warunków, od tego myślenia „co ja z tego będę miał”. Po prostu pomagam, daję coś z siebie i tyle, nic innego mnie nie obchodzi.
Tak, zgadzam się. Jestem osobą wolną i sama decyduję, że coś z siebie dam innym. Pomagając nie jestem niczym zniewolona. To wspaniałe uczucie.

Co siostra przywiezie na festiwal?
Serca i palmy wileńskie zrobione przez wolontariuszy. One nie będą sprzedawane, ale rozdawane. Będziemy mieć na festiwalu stoisko. Jeśli ktoś będzie mógł przekazać ofiarę na nasze hospicjum, będziemy bardzo wdzięczni. Przekazując datek, można będzie wspomóc naszych pacjentów, wziąć udział w tym wielkim dziele pomocy. A dodam tylko, że nie jest łatwo utrzymać hospicjum. My pomagamy chorym nieodpłatnie. Żeby mieć płynność finansową, to co miesiąc muszę pozyskać z darowizn około 60 tys. euro. To jest ogromne wyzwanie. Wiem, że mieszkańcy Pomorza wspierają już hospicja w swoim regionie. Ale wierzę w to, że będą mogli wspomóc i nas. Będę bardzo za to wdzięczna.

Czy musicie czasem odmawiać pomocy pacjentom?
Nikomu nie odmawiamy. Jeśli nie ma już miejsca w hospicjum stacjonarnym, a pacjent jest wypisany ze szpitala i potrzebuje pomocy, to od razu otaczamy go opieką naszego hospicjum domowego. Każdy, kto się do nas zgłasza, otrzymuje pomoc.

Nieżyjący już ksiądz Jan Kaczkowski, dyrektor Puckiego Hospicjum, był postacią bardzo ważną w ruchu hospicyjnym. Czy znała go siostra?
Oczywiście, wymieniałam się z nim doświadczeniami, spotykaliśmy się przy okazji różnych wydarzeń. On często mówił, że nie można zgadzać się na bylejakość i że oferowana pomoc zawsze musi być na najwyższym poziomie. Musimy starać się być w tym pomaganiu perfekcyjni, ale też trzeba udzielać wsparcia z radością. Perfekcja i radość. To cały ksiądz Kaczkowski. Nawet gdy już chorował, zawsze był szczery, wytrwały i dbał o wysoki poziom tego, co dawał drugiemu człowiekowi. Bardzo mu za to dziękuję.


O festiwalu
Festiwal „Wilno w Gdańsku” (3-5 września) odbywa się na dziedzińcu Forum Gdańsk. To interdyscyplinarny festiwal kulturalny, który organizowany jest wspólnie przez miasta partnerskie Gdańsk i Wilno od osiemnastu lat. W jego ramach odbywa się tradycyjny jarmark wileński oraz wiele wydarzeń artystycznych (m.in. koncerty, wystawy, debaty, warsztaty, pokazy filmowe). Podczas festiwalu będzie można wesprzeć wileńskie hospicjum, prowadzone przez siostrę Michaelę Rak.
Informacje o tym, jak można pomóc tej placówce również na stronie www.hospisas.lt.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Morawiecki prezydentem? Polacy mówią: tak!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie