Sierpniowy kwadryptyk (Część IV). Na ostatniej prostej

Krzysztof Maria Załuski
Krzysztof Maria Załuski
Na spacer przez historię wybraliśmy się we trzech – wnuk, syn i dziadek. Przewodnikiem jest mój 92-letni Ojciec, Stanisław Załuski – gdańszczanin od 1948 roku, pisarz i dziennikarz m.in. „Dziennika Bałtyckiego” i „Głosu Stoczniowca”. „Turystami” – mój 14-letni syn Klaudiusz i ja… 58-letni reemigrant
Na spacer przez historię wybraliśmy się we trzech – wnuk, syn i dziadek. Przewodnikiem jest mój 92-letni Ojciec, Stanisław Załuski – gdańszczanin od 1948 roku, pisarz i dziennikarz m.in. „Dziennika Bałtyckiego” i „Głosu Stoczniowca”. „Turystami” – mój 14-letni syn Klaudiusz i ja… 58-letni reemigrant Przemyslaw Swiderski
Udostępnij:
Słońce znika za rdzawą elewacją Europejskiego Centrum Solidarności. Trzy krzyże rzucają długi cień na Drogę do Wolności. To był czwarty, sierpniowy spacer przez historię dziadka, syna i wnuka. Przewodnikiem był mój 92-letni Ojciec, Stanisław Załuski - gdańszczanin od 1948 roku, pisarz i dziennikarz, m.in. „Dziennika Bałtyckiego” i „Głosu Stoczniowca”. „Turystami” - ja i mój 14-letni syn Klaudiusz

21 sierpnia zebrali się członkowie gdańskiego oddziału Związku Literatów Polskich. W siedzibie związku zjawili się także dyrektor wydziału kultury Urzędu Wojewódzkiego Maciej Krzyżanowski, wicewojewoda Ludomir Zgirski oraz dziennikarze zachodnioniemieckiej telewizji. Zgirskiego i Krzyżanowskiego pisarze postanowili wpuścić, telewizji - nie. Lech Bądkowski odczytał projekt rezolucji. Była skierowana do władz państwowych i do MKS. Literaci apelowali w niej o zachowanie spokoju, nieuciekanie się do siły lub groźby użycia siły. Postulowali także o dokonanie zmian w państwie drogą ewolucji, utworzenia nowych, niezależnych związków zawodowych, oraz odnowę systemu przedstawicielstwa z Sejmem na czele. Jako najważniejszą sprawę wysunęli podjęcie przez władze rozmów z MKS.

Po zebraniu większość pisarzy z Bądkowskim na czele udała się do stoczni, mój Ojciec do komitetu wojewódzkiego PZPR.

- Podjąłem się dostarczyć tekst deklaracji władzom partyjnym przez ciekawość. Chciałem zobaczyć, jak wygląda „Biały Dom” w godzinie strajku. Przyjął nas szef wydziału pracy ideowo-wychowawczej KW PZPR Andrzej Szczepański. Był w złym stanie psychicznym. Nie mógł się skupić, czytając rezolucję ZLP, krzyczał na współpracowników.

- Współczuję wam, literaci - powiedział wreszcie. - W takiej chwili, taka deklaracja!

Z KW Ojciec pojechał do Sopotu, aby kopię naszego apelu dostarczyć Wiktorowi Woroszylskiemu, który z kolei miał ją zawieźć do Warszawy i przekazać Zarządowi Głównemu ZLP.

Wojna psychologiczna

Piątek 22 sierpnia Ojciec rozpoczął od prasówki. Tematyka strajkowa zajmowała miejsce na czołówkach, ale nie poświęcano jej wiele miejsca. Dziennikarze odnotowali pojednawcze wystąpienie wicepremiera Mieczysława Jagielskiego, który zastąpił Tadeusza Pykę.

- Przed wizytą w stoczni spotkałem się z Lechem Bądkowskim - mówi mój Ojciec. - Zdał mi relacje z wręczania naszej deklaracji członkom MKS. Pisarze zostali przyjęci entuzjastycznie. Lecha dokooptowano do prezydium MKS.

Przed II bramą zaostrzono kontrolę. W sali BHP trwała dyskusja na temat zatrzymywania przez milicję samochodów wjeżdżających do stoczni. Rozprawiano o aresztowaniach działaczy opozycji. Wałęsa zapowiedział, że nie będzie żadnych rozmów z władzami, dopóki wszyscy nie zostaną zwolnieni.

Wśród robotników szerzyły się plotki, że władze ten dzień przeznaczyły jeszcze na rozmowy ze strajkującymi, a nazajutrz zamierzają zaatakować.

Uderzenie miałoby nastąpić z powietrza, przy użyciu helikopterów. Równocześnie na stocznię miałyby zostać rzucone pojemniki z gazem usypiającym. Mimo tych mrocznych wizji, atmosfera wśród robotników była dobra. Zachowywali się spokojnie. Niektórzy drzemali na materacach, inni grali w karty, rozmawiali albo coś czytali.

W sobotę, 23 sierpnia, punktualnie o 14.00 w stoczni zjawił się wojewoda. Bądkowski poprowadził go do budynku BHP szpalerem utworzonym przez robotników. Znikli w małej salce. Po dwóch godzinach wojewoda wyszedł. Był blady, szedł ze spuszczoną głową. Obok niego uśmiechnięty, rozluźniony Bądkowski. W kilka minut później do głównej sali wkroczył Wałęsa. Triumfujący wyraz twarzy, pięść uniesiona w zwycięskim geście. W sali zawrzało od radości.

- Rozmowy będą prowadzone w małej sali - oznajmił Wałęsa. - W dużej będzie pełne nagłośnienie. Przypatrzymy się tym panom. Obejrzymy, jakie mają grube portfele, jaki humor.

Przed dziewiętnastą sala była już wypełniona po brzegi. Przy drzwiach co i raz wybuchały awantury. Dziennikarze zachodnich mediów chcieli wedrzeć się do wnętrza, porządkowi ich nie wpuszczali.

Wreszcie przybyła delegacja rządowa z wicepremierem Jagielskim na czele. W absolutnej ciszy Wałęsa poprowadził przedstawicieli władz przez całą salę, aż do podium. Tam podał rękę Jagielskiemu i znowu w milczeniu podążył ze swymi gośćmi tą samą drogą do hallu i małej sali.

Jagielski zabrał głos. Punkt po punkcie omawiał żądania strajkujących. Był uległy. Wciąż używał słów: „zgadzam się”, „będę mówił całą prawdę”, „rozumiem”, „porozmawiajmy”, „wyjaśnię tę sprawę”, „można się umówić”, „ja nie stawiam żadnych warunków”. Mniej więcej od dziesiątego punktu poczuł się pewniej, zdawał się dominować nad przeciwnikami. Ale wrażenie to trwało tylko do chwili, gdy przemówił Wałęsa. Przewodniczący żądał utworzenia wolnych związków zawodowych, jako organu kontrolującego władze.

Duża sala zareagowała oklaskami, a Jagielski natychmiast spokorniał:

- Zgadzam się. Jest coś nie tak. Umówmy się. Miejcie do mnie zaufanie. O tym będzie się mówiło na najbliższym plenum.

- Tu mogą pomóc wolne związki zawodowe. Będzie to aparat kontrolny. Będziemy kontrolowali, a rząd nie będzie musiał obstawiać się milicją i SB.

- W ciągu najbliższych dni plenum KC wyjaśni błędy i ustali plan działania.

- Skończmy i umówmy się na następne spotkanie. Chcemy, żeby zostały odblokowane telefony, żeby zaprzestano zatrzymań. Wolne związki zawodowe pomogą. Komunikat uzgodnimy wspólnie.

- Wyjaśnię sprawę telefonów. Bezpieczeństwo strajkujących zostanie zagwarantowane. Komunikat powinien być wspólny.

- Musimy się dogadać, ale nasze warunki muszą być spełnione.

Przez gwar osób kończących rozmowy przebiła się jeszcze nieśmiała prośba Fiszbacha:

- Fala żalu idzie przez Wybrzeże. Można by jutro uruchomić komunikację. Będzie to ulga dla ludności i dowód, że zaczęliśmy obrady w duchu dobrej woli.

Natychmiastowa, twarda kontra Wałęsy:

- Żaden zakład nie może się wyłamać!

Tą ostatnią wypowiedź ponadpółtysięczna rzesza ludzi zgromadzonych w sali BHP przyjęła owacją.

Ja wyzdrowieję, oni zmiękną

W niedzielę, 24 sierpnia do stoczni przybyła grupa ekspertów. Na jej czele stał Tadeusz Mazowiecki. Asystowali mu Bronisław Geremek, Jadwiga Staniszkis i parę innych osób. Pod stocznią zaczęli pojawiać się wysłannicy polskich mediów. W specjalnym wydaniu „Dziennika Telewizyjnego” poinformowano o zmianach w kierownictwie PZPR. Były ogromne. Gierek jednak pozostał na stanowisku. Z biura politycznego odeszli Babiuch, Łukaszewicz, Szydlak i Wrzaszczyk. Ich miejsce zajęli Stefan Olszowski i Andrzej Żabiński. Z funkcji prezesa Radiokomitetu zdjęto Macieja Szczepańskiego. Premierem został Józef Pińkowski. W końcowym przemówieniu, Gierek godził się na zmiany w związkach zawodowych, ale nie na utworzenie nowych. W dalszym ciągu stał na stanowisku, że ustrój socjalistyczny jest jedynym, który może zagwarantować Polsce suwerenność.

Poniedziałkowa prasa zdominowana była tematyką obrad IV plenum KC PZPR. Wiadomości strajkowe zeszły na drugi plan. „Głos Wybrzeża” wydrukował w całości tekst wystąpienia Tadeusza Fiszbacha na plenum. Gdański pierwszy sekretarz wyraźnie stawiał na dogadanie się ze strajkującymi.

Bądkowski zwołał konferencję prasową i odczytał krótki komunikat:

„Pierwsze spotkanie z komisją rządową zakończyło się konkluzją kontynuowania rozmów. Do tej pory nie ma jednak potwierdzenia kontynuowania tych rozmów - z inicjatywą miała wystąpić strona rządowa. Z naszej strony warunkiem kontynuowania rozmów było odblokowanie połączeń automatycznych z resztą kraju, szczególnie z Warszawą. Stwierdzamy z przykrością, że mimo rozpoczęcia rozmów w dniu 23 bm. i ważnych wydarzeń, jakie zaszły w tym czasie, nie otrzymaliśmy odpowiedzi w tej sprawie od komisji rządowej, a połączenia telefoniczne dalej są zablokowane.”

O godzinie 20. rozpoczęły się plenarne obrady MKS. Wałęsa zarządził głosowanie za przerwaniem rozmów do czasu odblokowania telefonów. Podniósł się las rąk. Widząc jednomyślność sali Wałęsa zaintonował hymn narodowy, następnie oświadczył:

- Prasa poda, cośmy ustalili. Niech podaje. Ja mam ponad 39 stopni gorączki. To się dobrze składa. Poczekamy sobie, ja wyzdrowieję, oni zmiękną.

Wieczorem Radio Gdańsk nadało relację z rozmów między MKS i komisją rządową z 23 sierpnia. Przywrócona została łączność telefoniczna.

Spełnił się cud

27 sierpnia Ojciec zanotował: „Trzy dni bez postępów. Strajk trwa, wczorajsze negocjacje MKS z Jagielskim nie przyniosły rezultatów. W stoczni panuje opinia, że Jagielski jest zupełnie załamany, na wszystko się zgadza, równocześnie nie ma żadnych pełnomocnictw. Wałęsa oświadczył korespondentowi BBC, że stoczniowcy mogą strajkować nawet pięć lat”.

Tymczasem do strajku dołączały nowe zakłady i całe miasta. Olsztyn, Łódź, Toruń, Wrocław, Rzeszów. W Słupsku ogłoszono strajk powszechny. Wieczorem rozeszła się plotka, że Gierek i Pińkowski ustąpili, a ich miejsce zajęli Olszowski i Grabski, czyli twarda esbecka ekipa. Na szczęście była to tylko plotka.

Rankiem 28 sierpnia impas nadal trwał. Wałęsa coraz bardziej się niecierpliwił. W wygłoszonym tego dnia przemówieniu postawił rządowi ultimatum - jeśli w ciągu czterech dni postulaty MKS nie zostaną spełnione, w kraju rozpocznie się strajk generalny. W stoczni pęczniało od plotek. Pod koniec dnia rozeszła się wiadomość, że Wałęsa został zaproszony do wystąpienia przed kamerami telewizji i miał wezwać klasę robotniczą spoza Wybrzeża, aby powstrzymała się od strajku. Komisje ekspertów były podobno na etapie dogadywania się. Była już zgoda na utworzenie niezależnych związków zawodowych, opatrzona jedynie trzema warunkami: uznanie przewodniej roli PZPR, nieprzystępowanie do Światowej Federacji Pracy i apolityczność nowego związku.

29 sierpnia oczekiwano przyjazdu Jagielskiego. Eksperci uzgadniali stanowiska, komisja rządowa ustępowała, wolne związki zawodowe stawały się faktem. Trudno było uwierzyć, aby taki cud się spełnił. Biuletyn „Solidarność” podawał, że we Wrocławiu powstał międzyzakładowy komitet strajkowy, skupiający 43 zakłady. Stanęło zagłębie miedziowe, Bydgoszcz, Poznań. Strajk ostrzegawczy przeprowadzono w FSO w Bielsku-Białej.

W południe rozpoczęła się radiowa transmisja rozmów pomiędzy komisją Jagielskiego, a MKS. Uzgodniono najbardziej kontrowersyjne punkty z listy postulatów: powstanie nowych związków zawodowych i prawo robotników do strajku. Punkty te zostały parafowane, Jagielski odleciał do Warszawy, celem ich zatwierdzenia. Rząd ugiął się przed strajkującymi na całej linii. Równocześnie jednak do stoczni nadeszła wiadomość ze stolicy o nowych aresztowaniach liderów opozycji. Po przywódcach KPN do więzienia trafiło niemal całe kierownictwo KSS KOR.

Koniec wielkiego strajku

Wieczorem ogłoszono podpisanie porozumienia pomiędzy wicepremierem Kazimierzem Barcikowskim i MKS-em w Szczecinie. Spiker dziennika telewizyjnego oznajmił: „W całym kraju załogi kończą strajk. Szczecin rozpoczął pracę”. Było to kłamstwo. Szczecin miał rozpocząć pracę dopiero za dwa dni, w poniedziałek 1 września. W innych miejscach strajki wciąż trwały, porozumienie ze śląskim komitetem strajkowym zawiązanym w Jastrzębiu miało zostać podpisane dopiero w końcu następnego tygodnia. Jagielski nie wracał, znowu narastał niepokój. Zadawano sobie pytanie: co będzie jeżeli Warszawa nie zaakceptuje porozumienia?

A jednak zwyciężyli. 31 sierpnia o godzinie 11 rozpoczęło się parafowanie postulatów. Niezależne Samorządne Związki Zawodowe - taką nazwę miała nosić organizacja wykluta z gdańskiego strajku. Kontrowersję wzbudził punkt czwarty, dotyczący więźniów politycznych. Przewodniczący MKS, upomniał się o nich, grożąc wznowieniem strajku w przypadku przetrzymywania aresztowanych. O godzinie 16 podpisano dokument końcowy porozumień. Jagielski i Wałęsa w błysku fleszy podali sobie ręce. Delegaci rozchodzili się do swoich zakładów. Przed II bramą stał tłum. Ludzie wznosili okrzyki triumfu.

* * *

Zrywa się wiatr, słońce znika za rdzawą elewacją Europejskiego Centrum Solidarności. Trzy krzyże rzucają długi cień na Drogę do Wolności. Ojciec jest już zmęczony, chce wracać do domu. Idąc na parking przy Sali BHP mówi:

- Wychodząc wtedy ze stoczni zastanawiałem się, ilu z tych wiwatujących wówczas ludzi zdawało sobie sprawę z tego, że to, co w ciągu ostatnich trzech tygodni wydarzyło się w stoczni, nie jest końcem konfliktu, lecz jego początkiem. Że to zaledwie preludium w walce o likwidację komunizmu w Polsce i w Europie.

Krzysztof M. Załuski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Spora przewaga PiS nad KO - sondaż

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie