Siatkówka. Marcin Możdżonek „Z najwyższego punktu widzenia”: Finał wygrał zespół lepszy, ale widzę powody do optymizmu

Marcin Możdżonek
Reprezentacja Polski siatkarza budowana jest przez trenera Nikolę Grbicia pod kątem Igrzysk XXXIII Olimpiady w Paryżu w 2024 roku
Reprezentacja Polski siatkarza budowana jest przez trenera Nikolę Grbicia pod kątem Igrzysk XXXIII Olimpiady w Paryżu w 2024 roku Sylwia Dąbrowa
Wszyscy jesteśmy lekko rozczarowani porażką z Włochami w finale siatkarskiego mundialu, ale tytuł wicemistrza świata to z pewnością nie jest powód do smutku. Przeciwnie - to ogromny sukces naszego zespołu, który dopiero powstaje. Drużyna jest nowa, z meczu na mecz rosła, dreszczowce z USA i Brazylią będziemy wspominali nawet po latach. Taka jest prawda.

Nasi zawodnicy udowodnili, że potrafią grać siatkówkę na najwyższym światowym poziomie. Niestety, finał nie ułożył się po naszej myśli. Biało-Czerwoni nie potrafili znaleźć recepty na konsekwentną grę Włochów, ale widzę po tej drużynie - nasi reprezentanci są smutni, jest im przykro, że przegrali mecz o złoty medal, ale na pewno się nie załamali - ogromne ambicje.

Na początku meczu finałowego Włosi, którzy podobnie jak w futbolu w siatkówce są mistrzami taktyki, grali twardo, po męsku, ale nie mieli zbyt wielkiej pewności siebie. OK, to mistrzowie defensywy, ustawienia blok-obrona realizują perfekcyjnie, kapitalnie rozpracowują każdego rozgrywającego i trzeba grać przeciw nim na bardzo wysokiej jakości, ale w pierwszym secie po minach chłopaków z Italii widziałem, że się boją. Wielka hala, pełna naszych kibiców - to wszystko ich oszołomiło. Uratowała ich konsekwencja i bardzo wysoka kultura gry; ten czynnik okazał się decydujący, zwłaszcza że nam zabrakło po prostu trochę jakości.

Nasi rywale nawet przegrywając do połowy drugiego seta nie wykonywali żadnych nerwowych ruchów, nikt nie chciał brać sprawy we własne ręce, nie panikowali i nie decydowali się na indywidualne akcje. Trzymali się założeń taktycznych, wychodzili z założenia, że mają przygotowany system i ten plan będzie skuteczny. To zaprocentowało, bo w momencie, kiedy ich gra zaskoczyła w połowie drugiego seta, już nie oddali inicjatywy. Jeżeli Włoch miał atakować do piątej strefy to uparcie atakował do piątej strefy; i nawet jeśli dostał dwa bloki, to trzy następne akcje były już skuteczne. Taki był po prostu plan, który zrealizowali.

Zresztą generalnie, u Włochów od początku do końca był porządek w organizacji gry, a u nas od pewnego momentu zaczął się wkradać bałagan. W mojej ocenie to skutek kilkuletnich zaniedbań, bo po Raulu Lozano - u którego nawet po trzy godziny musieliśmy ćwiczyć zagrywanie prostych piłek - nasi selekcjonerzy nie przykładali wielkiej wagi do rzeczy małych. Włosi wrócili do korzeni w treningu techniczno-taktycznego, dlatego są w stanie tak perfekcyjnie wystawiać piłki, nawet te sytuacyjne. A dzięki temu - mogą się cieszyć z tytułu mistrza świata.

To oczywiste, że gdybyśmy prowadzili 2:0, mecz ułożyłby się zupełnie inaczej. Bo włoski zespół także jest - a w każdym razie był do ostatniej niedzieli - na etapie poszukiwania własnej tożsamości, tam poza dwoma liderami nie ma wielkich nazwisk; taki Romano jeszcze rok temu grał w Serie B. Problem w tym, że Włosi zupełnie odwrócili grę, co w mojej ocenie wcale nie było konsekwencją pięciosetowego meczu polskiego zespołu z Brazylią. Nasi siatkarze nie odczuwali zmęczenia, zresztą w finale mistrzostw świata nawet przez myśl ci nie przechodzi, że wcześniej mogłeś się wyczerpać. I na pewno nie jesteś wypompowany z energii. W pewnym momencie Włosi nas po prostu zdominowali, finał i tytuł wygrał zespół lepszy.

Nie zapominajmy jednak, że mecz ćwierćfinałowy z USA stał na bardzo wysokim poziomie sportowym. Były długie wymiany, przepiękne ciosy wyprowadzane z obu stron, asy serwisowe, dramatyczne zwroty akcji, wynik cały czas praktycznie na styku i pięć setów - dostaliśmy wszystko to, o czym kibic siatkarski może pomarzy! Czyli rozgrywkę na naprawdę najwyższym światowym poziomie w meczu o bardzo wysoką stawkę. Zresztą miny Amerykanów po spotkaniu świadczyły o tym, jaka to była batalia; jak wyczerpująca i jak wspaniała.

Trzeba bowiem wziąć pod uwagę, że - zanim poznaliśmy turniejową drabinkę - wielu ekspertów typowało Polskę i Stany Zjednoczone jako uczestników wielkiego finału. Los skojarzył oba zespoły szybciej, i dlatego na wcześniejszym etapie rozgrywek dostaliśmy kawał dobrego, męskiego grania. W tym miejscu chciałbym zwrócić uwagę na to, jak nasza drużyna budowała się podczas mistrzostw. Na początku mistrzostw nie mieliśmy mocnych przeciwników, ale już grupowa potyczka z USA pokazała, że zespół z dnia na dzień rośnie. I rosną zawodnicy, którzy go tworzą.

Niesamowitej sprawy dokonał Aleksander Śliwka, oczywiście wraz z trenerem Nikolą Grbiciem. Nasz selekcjoner, mimo narzekania kibiców i sugestii wielu ekspertów, że zamiast tego zawodnika powinien grać Tomasz Fornal, pozostawał głuchy na podszepty, że Śliwka jest bez formy. To oczywiście prawda, Śliwka nie był w najlepszej dyspozycji, ale szkoleniowiec wiedział, że jeśli da mu w takiej niełatwej sytuacji zaufanie, da mu komfort, to zawodnik metodą startową dojdzie na wysoki poziom. I spłaci kredyt zaufania. Tak właśnie stało się w meczu z USA, w którym oglądaliśmy popis fenomenalnej gry Olka. A jej kontynuację mogliśmy podziwiać również w starciu z Brazylią, jeszcze trudniejszym, ale i w półfinale to Śliwka okazał się bohaterem.

Mecz z Caraninhos był inny niż ze Stanami, ale stawka także przecież poszła mocno do góry. Trzeba przy tym pamiętać, że w XXI wieku Brazylijczycy zawsze dotąd występowali w finale mistrzostw świata. Zatem nawet jeśli ostatnimi czasy nie prezentują się już tak wybitnie jak dekadę temu, to i tak mamy do czynienia ze światowym gigantem. I zespołem, który nie bez przyczyny zawsze wymieniany jest w gronie głównych faworytów mundialu. Oba omawiane spotkania wygraliśmy po 3:2, ale z zespołem z Ameryki Południowej – w mojej ocenie – w jeszcze dramatyczniejszych okolicznościach niż z USA.

Brazylijczycy dali popis siatkówki na najwyższym możliwym poziomie w secie otwierającym, a potem - kiedy wydawało się, że Biało-Czerwoni mają już spotkanie pod kontrolą po dwóch wygranych partiach - rywale znów powiedzieli: nie! Bardzo poprawili grę, wzmocnili serwis i doprowadzili do tie-breaka, w którym również się odradzali. Ze stanu 4:7 doprowadzili do remisu, potem było 8:8. Dopiero w jednej z ostatnich akcji popełnili błąd, my wyprowadziliśmy kontrę, która pozwoliła wygrać tę niesamowitą wojnę nerwów. Wystarczyło po końcowym gwizdku spojrzeć na naszych zawodników, żeby przekonać się, jak wielkie towarzyszyło im napięcie. I jak odpuściło po zwycięskiej piłce. Pojawiły się nawet łzy radości, a to u tych twardych facetów naprawdę rzadkie.

Jestem pod wrażeniem tego, jak nasza drużyna rosła; pod wielkim wrażeniem! Musiała bardzo ciężko pracować w okresie letnim, i podczas Ligi Narodów, żeby przygotować się do rozegrania dwóch tak znakomitych spotkań; co do tego nikt nie powinien mieć najmniejszych wątpliwości. Wszystko co najlepsze, polscy siatkarze zatrzymali na decydującą fazę mistrzostw świata. Ostatecznie - zostali wicemistrzami globu i może to nawet... lepiej, niż gdybyśmy już teraz wskoczyli na najwyższy stopień podium.

Bo nie zabraknie ani motywacji do pracy, ani refleksji, co musimy jeszcze poprawić, żeby wygrywać największe imprezy. Musimy bowiem pamiętać, że ta drużyna jest budowana przez trenera Grbicia pod kątem igrzysk w Paryżu. I jest daleka od apogeum, nasi siatkarze jeszcze nie zademonstrowali pełni możliwości, nie zaprezentowali wszystkich atutów. Ten zespół może być – jeszcze - lepszy i to jest optymistyczne.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mundial 2022. Sonda przed meczem Polska-Francja

Materiał oryginalny: Siatkówka. Marcin Możdżonek „Z najwyższego punktu widzenia”: Finał wygrał zespół lepszy, ale widzę powody do optymizmu - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie