Saulius Kuzminskas: Jesteśmy gotowi, by podjąć wyzwanie i sięgnąć po złoto

Paweł Durkiewicz
- Mam za sobą najgorszy rok w mojej karierze - przekonuje Saulius Kuzminskas
- Mam za sobą najgorszy rok w mojej karierze - przekonuje Saulius Kuzminskas Przemek Świderski
Rozmowa z Sauliusem Kuzminskasem, centrem Trefla Sopot.

- Po półtorarocznej przerwie znów występujesz w Sopocie. Jak czujesz się po powrocie i jakie zmiany zaobserwowałeś?

- Przede wszystkim jest mi bardzo miło, że udało mi się znów tu trafić. Miałem dużo dobrych wspomnień związanych z drużyną, miastem i organizacją klubu. Myślę, że w porównaniu z moim poprzednim pobytem zespół jest o wiele silniejszy, mamy w składzie reprezentantów Polski i pewnie dlatego zajmujemy pierwsze miejsce w tabeli. Dwa sezony temu Trefl budował się na nowo, więc wyglądało to inaczej niż teraz. Dziś mamy na przykład dużo większą halę (śmiech). Widać postępy na każdym polu.

- No właśnie. Jak Ci się podoba Ergo Arena? To dużo większy obiekt niż Hala 100-lecia Sopotu, w której grałeś dwa lata temu.

- Byłem bardzo podekscytowany po obejrzeniu hali. To bardzo fajny obiekt. Słyszałem o nim wcześniej, bo po odejściu z Trefla starałem się dowiadywać, co słychać w klubie. Nie wiem dokładnie, ale to chyba najlepsza hala w Polsce, prawda? Ważne, że choć często w tak dużych halach nie ma zbyt dobrej atmosfery, u nas gra się bardzo przyjemnie i czuć wsparcie fanów.

- Sezon 2009/10 zakończyliście na czwartym miejscu. Teraz kibice w Sopocie marzą o mistrzostwie.

- Myślę, że mamy duże szanse i tytuł mistrzowski to dla nas realistyczny cel. Nasza obecna pozycja w tabeli nie jest przypadkiem, bo nasza drużyna już pokazała, że potrafi wygrać z każdym. Na pewno jesteśmy gotowi, by podjąć wyzwanie, jakim jest walka o złoto.

- Co skłoniło Cię do przyjęcia oferty Trefla? Słyszałem, że chcesz tu odbudować formę do poziomu, jaki prezentowałeś dwa lata temu.

- Sądzę, że ważnym atutem opcji powrotu do Trefla była dla mnie znajomość tego miejsca i klubu. Znałem trenera, miasto, organizację. Poza tym chcę walczyć o mistrzostwo Polski. A co do mojej dyspozycji. Już jest niezła. Może nie szczytowa, bo zacząłem sezon później niż zwykle, bo w listopadzie. Wcześniej czekałem bezczynnie, sam już nie wiem na co, po prostu popełniłem błąd, ale to zdarza się każdemu. W końcu dostałem ofertę z ligi włoskiej, ale tam grałem tylko przez miesiąc. Potem wróciłem na Litwę i jak tylko zacząłem grać, złapałem kontuzję, która wyłączyła mnie na kolejny miesiąc. Sam widzisz, że jak na razie obecne rozgrywki nie układają się dla mnie zbyt dobrze. Powiedziałbym, że jak dotąd to najgorszy rok w mojej karierze.

- Co teraz?

- Teraz muszę złapać rytm. Zdaję sobie sprawę, że gdy ostatnio występowałem w Treflu, byłem jedynym centrem i grałem po ponad 30 minut, a teraz jest tu John Turek, który zalicza się do czołówki środkowych w lidze. Tak czy owak, mam nadzieję, że gdy odzyskam optymalną dla mnie formę, to wydatnie pomogę drużynie w decydujących momentach sezonu.

- A czy wyobrażasz sobie Ciebie i Johna grających jednocześnie na pozycjach silny skrzydłowy-środkowy?

- Pewnie, czemu nie? John jest całkiem szybki, potrafi rzucać z półdystansu. A czy będziemy tak grać? Trudno powiedzieć. Na "czwórce" są też przecież Filip Dylewicz i Marcin Stefański, więc trener ma duże pole manewru. Jeśli będzie chciał posłać na parkiet mnie i Johna, będziemy gotowi.

- Twoim ostatnim zespołem był Rudupis Preny, gdzie grałeś - podobnie jak dwa lata temu w Treflu - obok Gintarasa Kadziulisa. Co u niego słychać?

- Ma się całkiem dobrze. W poprzednim sezonie miał dobre występy w czarnogórskiej Buducnosti Podgorica, więc byłem trochę zaskoczony tym, że wrócił na Litwę. Rudupis gra w tym sezonie naprawdę dobrze, udało się nam pokonać nawet Lietuvos Rytas Wilno. Drużyna wystąpiła też w EuroCup. Z Gintarasem rozmawiamy prawie codziennie przez skype'a i często pyta, jak wiedzie mi się po powrocie do Sopotu. On uważa, że to świetne miejsce do życia i gdyby po zakończeniu kariery miał mieszkać poza Litwą, wybrałby pewnie właśnie to miasto.

- W polskiej lidze będziesz miał okazję zmierzyć się z Donatasem Motiejunasem, który jest jednym z najbardziej znanych młodych koszykarzy z Litwy.

- Fakt, ale nie myślałem jeszcze o tym. Zabawne jest to, że Donatas uczył się koszykówki i grał w drużynach juniorskich razem z moim młodszym bratem Mindaugasem, więc widziałem, jak dorasta i dojrzewa koszykarsko. Teraz zmierzymy się w Polsce i na pewno będzie ciekawie.

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie