Sąd uniewinnił byłego prezesa Stoczni Gdynia Janusza Szlantę

    Sąd uniewinnił byłego prezesa Stoczni Gdynia Janusza Szlantę

    eMKa, AG

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Niewinni zarzucanych im czynów - tak zadecydował Sąd Rejonowy w Gdyni, po trwającym ponad 6 lat procesie, w którym na ławie oskarżonych zasiadali Janusz Szlanta, były prezes, oraz Hubert K. i Andrzej B., byli członkowie zarządu Stoczni Gdynia SA. Wyrok nie jest prawomocny.
    Proces Janusza Szlanty i jego zastępców trwał ponad 6 lat

    Proces Janusza Szlanty i jego zastępców trwał ponad 6 lat ©Robert Kwiatek/Archiwum

    Sprawa dotyczyła działania członków zarządu stoczni, które miało, zdaniem prokuratury, narazić spółkę na powstanie szkody majątkowej i spowodować straty sięgające kilkudziesięciu mln zł. Wyrok nie jest prawomocny.

    Janusz Szlanta, który od pierwszej rozprawy utrzymywał, iż jest niewinny, twierdzi, że innego wyroku się nie spodziewał.
    - Trudno, żebym nie był zadowolony z takiego wyroku. Byłem przekonany, że decyzja sądu będzie właśnie taka - komentuje Szlanta.

    Były prezes Stoczni Gdynia SA jest jednak daleki od stwierdzenia, iż "wszystko dobrze się skończyło".
    - Bo dobrze się nie skończyło. Jeden z liderów polskiego przemysłu uległ totalnej likwidacji, tysiące ludzi straciło pracę - dodaje Szlanta.
    - Przypomnę, że w 2003 roku nasza stocznia miała najwyższą produkcję na świecie! Japończykom, u których robocizna jest tak droga, opłacało się budować stocznię od podstaw, a u nas ten przemysł został doprowadzony do upadku i nikt za to nie odpowiada. W tym samym czasie kiedy my zasiedliśmy na ławie oskarżonych, to samo działo się w Szczecinie. Gdybym po prostu stracił posadę i zastąpiono by mnie kimś bardziej kompetentnym, powiedział bym sobie "Janusz, byłeś słaby, są lepsi" i cieszyłbym się, że stocznia trafiła w dobre ręce. Niestety, tak się nie stało.

    Natomiast prokuratura na razie nie chce komentować wyroku.
    - W piątek złożony zostanie do sądu wniosek o sporządzenie pisemnego uzasadnienia tego wyroku - poinformował nas wczoraj Krzysztof Trynka, rzecznik prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku. - Komentowanie nieprawomocnego wyroku przez prokuraturę przed zapoznaniem się z treścią jego uzasadnienia nie jest możliwe.

    Dodał także, iż decyzja w przedmiocie zaskarżenia wyroku również zostanie podjęta po zapoznaniu się z uzasadnieniem.

    Przypomnijmy, iż sprawa trafiła na wokandę w 2004 roku. Zdaniem prokuratury, Janusz Szlanta i jego dwaj zastępcy zaciągali w latach 1999-2000 wielomilionowe kredyty na konto swojej prywatnej firmy - Stoczniowego Funduszu Inwestycyjnego. Jak twierdzili oskarżyciele, mieli poręczać je majątkiem stoczni, mając świadomość, że nie będą w stanie spłacić zobowiązań. Całej trójce groziła kara do 10 lat pozbawienia wolności. Szlanta od samego początku twierdził, iż oskarżenia są bezpodstawne.


    Proces zarządu Stoczni Gdynia SA
    Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku oskarżyła Janusza Szlantę i dwóch członków zarządu Stoczni Gdynia SA: Konrada K. i Andrzeja B. Cała trójka oskarżona była o spowodowanie w zakładzie strat na co najmniej 31 mln zł. Prokuratura zarzucała im m.in., że w latach 1999-2000 zaciągali wielomilionowe kredyty na konto Stoczniowego Funduszu Inwestycyjnego, a zabezpieczali je majątkiem stoczni, choć musieli mieć świadomość, iż nie będą w stanie spłacić tych zobowiązań. Fakt takich poręczeń nie był też ujawniany w corocznych bilansach, trzymano go w tajemnicy przed radą nadzorczą. Dzięki temu stocznia, choć tonęła i popadała w coraz większe długi, mogła wykazywać zyski na papierze.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo