Rząd zaskarża unijną dyrektywą, bo chce „bronić wolności w internecie”. W konsekwencji może ją ograniczyć

Redakcja
fot. Aneta Żurek/ Polska Press
Artyści, wydawcy czy dziennikarze – to tylko niektórzy twórcy, którzy z niecierpliwością czekają na szybkie wdrożenie przez Polskę unijnej dyrektywy dotyczącej praw autorskich i pokrewnych. Tymczasem nieoczekiwanie polski rząd zaskarżył nowe prawo do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Zdaniem resortu, dyrektywa narusza podstawowe wolności i wartości UE. „To nieprawda! Jest wręcz przeciwnie” - przekonują eksperci i organizacje zrzeszające twórców.

Coraz niższa sprzedaż gazet wynikająca z cyfryzacji czy nieuczciwa konkurencja ze strony światowych gigantów internetowych wpływa bezpośrednio na trudną sytuację ekonomiczną wszystkich twórców – np. artystów. Problemy szczególnie dotykają wydawców mediów i dziennikarzy. Jeszcze nigdy tak wiele materiałów przygotowanych w redakcjach nie było udostępnianych przez różnego rodzaju podmioty. „Na rynku pojawia się coraz więcej firm, które korzystają z cudzej twórczości i na niej zarabiają. Nie ponosząc żadnych kosztów wytworzenia materiałów prasowych, muzyki, filmów itd. i nie wypłacając żadnych rekompensat bez trudu osiągają przewagę rynkową kosztem podmiotów, które finansują sektor kreatywny” - zauważa Izba Wydawców Prasy.

W konsekwencji mamy do czynienia z postępującą degradacją polskiej twórczości. Firmy medialne, zamiast inwestować w rozwój redakcji, muszę ratować upadające tytuły. Jednak, jak zauważa Izba Wydawców Prasy, procesy te – przynajmniej częściowo – mogą zostać zatrzymane.

Będzie to możliwe, jeśli w życie wejdzie unijna dyrektywa dotycząca praw autorskich i pokrewnych. Z ostrożnych szacunków wynika, że po wejściu w życie prawa pokrewnego wydawcy i dziennikarzy otrzymywaliby rocznie do równego podziału ok. 50 mln zł.

Nowe prawo chce zablokować jednak polski rząd. Politycy partii rządzącej określają dyrektywę mianem „ACTA2” i przekonują, że wprowadzi ona cenzurę w internecie. Kilka dni temu minister kultury zaskarżył przepisy do unijnego Trybunału Sprawiedliwości.

CZYTAJ WIĘCEJ: Rząd złożył skargę na unijną dyrektywę o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym

„To nieprawda!” - mówią zgodnie wydawcy, którzy uważają, że decyzja o zaskarżeniu przepisów „sprzyja interesom globalnych firm internetowych, głównie kosztem krajowych małych i średnich przedsiębiorstw, w tym wydawców i zatrudnianych przez nich dziennikarzy, a także kosztem start-upów i mniejszych krajowych portali internetowych – słowem wszystkich tych, którzy chcieliby tworzyć i kreować, ale nie mają ku temu podstaw ekonomicznych, gdyż już obecnie ulegają masowej przewadze zagranicznych koncernów technologicznych”.

Wydawcy podkreślają, że „dalsze godzenie się na niesprawiedliwe warunki narzucane przez wielkich graczy będzie miało nie tylko negatywne konsekwencje społeczne – postępująca degradacja kultury i twórczości oznacza słabszą kondycję społeczeństwa pozbawianego stale swojej tożsamości – ale także dewastujące skutki ekonomiczne: dalsze wyprowadzanie zysków z polskiego rynku reklamy i niepłacenie podatków oznacza straty dla polskich obywateli”.

Opinię wydawców podzielają wybitni prawnicy. „Rząd polski, ustawiając się w roli obrońcy wolności słowa i obrońcy internautów w gruncie rzeczy działa wbrew interesom tychże internautów” - czytamy w opinii prawnej prof. Elżbiety Traple, którą w całości prezentujemy poniżej:

„Zarzut wprowadzania cenzury w internecie podniesiony przez rząd polski pod adresem art.17 dyrektywy jest kompletnie bezpodstawny. Rząd polski, ustawiając się w roli obrońcy wolności słowa i obrońcy internautów w gruncie rzeczy działa wbrew interesom tychże internautów. Art. 17 dotyczy wyłącznie praw autorskich, nie dotyczy innych wypowiedzi takich jak krytyka polityczna i społeczna, poglądy polityczne, religijne czy wypowiedzi artystyczne, nie można więc uznać, że wprowadza cenzurę internetu. W zakresie zaś praw autorskich wprowadza obowiązek zawarcia umowy licencyjnej z uprawnionymi z tytułu praw autorskich (w praktyce z organizacjami zbiorowego zarządza), o ile portal udostępnia publicznie utwory, umieszczane przez użytkowników. Zawarcie takiej umowy wręcz zwalnia internautów od odpowiedzialności za ewentualne naruszenia praw autorskich, skarga dąży więc ewidentnie do pogorszenia sytuacji indywidualnych internautów. Co się dzieje dzisiaj, gdy obowiązku zawarcia umowy o korzystanie z praw autorskich nie ma? Każdy portal na żądanie odpowiednich organów musi udostępnić dane użytkownika i odpowiada on osobiście za naruszenie praw autorskich.

Rząd polski powołuje się na rzekome naruszenie przez dyrektywę prawa do wolności słowa, zagwarantowanego w art.11 Karty Praw Podstawowych . Art.11 Karty gwarantuje każdemu prawo wolności wypowiedzi oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych. Korzystanie z tych wolności, pociągające zresztą za sobą obowiązki , może podlegać ograniczeniom i sankcjom, jakie są niezbędne w państwie demokratycznym z uwagi m.in. na zapobieganie przestępstwom i poszanowanie praw innych osób. Art. 17 dyrektywy nie wprowadza w odniesieniu do portali internetowych żadnej ingerencji władz publicznych w rozpowszechniane przez użytkowników treści. Stosunki pomiędzy uprawnionymi z tytułu praw autorskich i portalami udostępniającymi treści ładowane przez użytkowników mają podlegać regulacjom umownym a nie kontroli jakiegokolwiek organu państwowego.

Zarzut nieważności aktu takiego jak dyrektywa musi dotyczyć: braku kompetencji danego organu do wydania aktu , w tym wypadku niewątpliwie Parlament taką kompetencje posiadał; naruszenia istotnych wymogów proceduralnych – nic o takim naruszeniu nie wiadomo; naruszenia Traktatu lub reguły prawnej związanej z jego stosowaniem - taki zarzut także nie pada, lub też nadużycia władzy. Z oficjalnego komunikatu MKiDN nie wynika, aby którykolwiek z wyżej wymienionych zarzutów został podniesiony”.

Spis Powszechny 2021: są pierwsze kary za odmowę spisania się

Wideo

Materiał oryginalny: Rząd zaskarża unijną dyrektywą, bo chce „bronić wolności w internecie”. W konsekwencji może ją ograniczyć - Polska Times

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

r
rew
PiS jak zwykle działa na szkodę Polski.
z
znawca
A świstak siedzi i zawija w papierki!!!
G
Gość
Przybywamy w pokoju mówili w Marsjanie Atakują, równo prawda.
n
niepatriota
2019-05-31T11:37:07 02:00, Antoni Adam:

Dlaczego autor tej manipulacji i oPOwieści dziwnej treści nie ma odwagi POdpisać się pod tym artykułem ??

Co dziwnego jest w tym treści artykułu? Kaczyński człowiek z XIX wieku straszy ciemny lud zagrożeniem wolności w sieci. Nie rozumiem, jak można wierzyć temu cynicznemu człowiekowi, który uważa, że internet służy do oglądania pornografii!

https://www.youtube.com/watch?v=GSMb_NOKm74

Wolność nie może odbywać się kosztem twórców. Złodziejstwo dóbr intelektualnych jest powszechne. Myślę nawet, że polscy prawdziwi patrioci i katolicy nawet z tego się nie spowiadają.

A
Antoni Adam
Dlaczego autor tej manipulacji i oPOwieści dziwnej treści nie ma odwagi POdpisać się pod tym artykułem ??
Dodaj ogłoszenie