Ryszard Trykosko: Nieraz próbowano mnie rozjechać [ROZMOWA]

Barbara Szczepuła
Ryszard Trykosko, prezes Gdańskich Inwestycji Komunalnych. Zbudował m.in. stadion PGE Arena, tunel pod Martwą Wisłą, Trasę Słowackiego, ECS. Magister inżynier, absolwent Wydziału Budownictwa Lądowego PG
Ryszard Trykosko, prezes Gdańskich Inwestycji Komunalnych. Zbudował m.in. stadion PGE Arena, tunel pod Martwą Wisłą, Trasę Słowackiego, ECS. Magister inżynier, absolwent Wydziału Budownictwa Lądowego PG Przemek Świderski
Okna gabinetu prezesa Ryszarda Trykosko wychodzą na stadion. Lśni jak bursztyn w słońcu. Rzeczywiście jest piękny, chyba najpiękniejszy z polskich, a może nawet europejskich stadionów. To jego dzieło. - Miałem szczęście - mówi Ryszard Trykosko - że mogłem zostawić taki ślad na ziemi. Dodajmy, że to niejedyny „ślad”. Kolejnym jest otwarty kilka dni temu tunel pod Martwą Wisłą. O nim rozmawiamy.

W telewizyjnych „Wiadomościach” w dniu otwarcia tunelu nie było żadnej informacji na ten temat.
Nie oglądam TVP. Najważniejsze, że gdańszczanie wiedzą i są zadowoleni.

Przespacerowałam się tunelem w sobotę wraz z tysiącami mieszkańców naszego miasta. Robi wrażenie. Nie chce mi się jednak wierzyć, że wykonawca nie tylko na tej budowie nie zarobił, ale jeszcze dołoży do interesu. To prawda?
Dołoży, bo źle oszacował koszty. Musi połknąć tę żabę. To efekt naszych dyplomatycznych zabiegów. Przekonaliśmy hiszpańskich właścicieli OHL, że zejście z budowy i zerwanie kontraktu będzie dla nich gorsze niż finansowa strata. Musieliby zapłacić kary, straty wizerunkowe byłyby ogromne.

Jak do tego doszło?

Do realizacji tunelu wystartowało konsorcjum składające się z poznańskiej firmy PBG, Hydrobudowy Polska oraz PRG Metro i OHL Madryt. Tylko firma OHL miała uprawnienia do budowy tunelu w technologii, którą wybraliśmy. Umowa została podpisana w 2011 roku. Jak pani zapewne pamięta, to samo konsorcjum budowało ulicę Słowackiego i tuż przed Euro 2012 upadła Hydrobudowa. A PBG, Hydrobudowa i PRG Metro to była „jedna stajnia”. Szczerze mówiąc, OHL mógł wtedy zabrać swoje manatki. Po upadku tamtych firm Hiszpanie zostali na lodzie. Nie mieli tu ludzi, nie byli przygotowani finansowo… Także miasto znalazło się w kłopotliwej sytuacji. Razem z prezydentem Adamowiczem udało się nam ich przekonać - zostali jednym z głównych graczy i okazali się wspaniałym partnerem. Pozbierali się w kilka miesięcy, ukończyli budowę ulicy Słowackiego, zabrali się do budowy tunelu.

Było łamanie kołem?

(śmiech) To zakulisowe sprawy. Prawda jest taka, że gdyby OHL zeszło z budowy w marcu 2012 roku, to tunel byłby dużo droższy, bo następna firma startująca w przetargu żądała o 250 milionów więcej, czyli w sumie miliard sto milionów złotych. Umowa z OHL opiewała na 885 milionów złotych. Ostatecznie Hiszpanie musieli dopłacić, bo nie udało się im zbudować tunelu w cenie, jaką zaproponowali w przetargu.

I tak była to ogromna suma…
W budżecie miasta zapisano kwotę 500 milionów. Na więcej Gdańska nie było stać. Wiedzieliśmy jednak, że minister Sławomir Nowak zabiega o dofinansowanie.

I załatwił. Chwaliliście go podczas otwarcia tunelu.

Wraz z minister Elżbietą Bieńkowską załatwił 385 milionów ze środków Unii Europejskiej. Pomógł nam też w innych sprawach. Chociażby wtedy gdy minister Woźniak uznał nagle, że realizację tunelu trzeba wykonywać według prawa górniczego.

Kto taki?
Wiceminister środowiska Piotr Woźniak.

Z Prawa i Sprawiedliwości?
Piotr Woźniak był ministrem środowiska w rządzie PiS, a w rządzie PO wiceministrem i głównym geologiem kraju. Działo się to w roku 2012.

A mówi się, że PO wyrzucała wszystkich PiS-owców…
Minister Woźniak zaczął forsować koncepcję wprowadzenia nadzoru górniczego nad budową. To oznaczało nowe analizy, nowe etaty. Słowem - dodatkowe koszty. Lobby górnicze ze Śląska naciskało, bo pewnie parę osób chciało zarobić. Poleciałem do Warszawy. Rozmowa z Woźniakiem nie była przyjemna. Dla wiceministra nie byłem partnerem, ale sprawę udało się załatwić - tylko dlatego że poparł mnie Nowak, którego pozycja była wówczas wysoka. Trzeci raz pomógł nam, gdy stało się jasne, że nie damy rady skończyć budowy w terminie, czyli do końca roku 2014. Sławomir Nowak, wówczas już były minister, dzięki swoim kontaktom sprawił, że pieniędzy z Unii nie straciliśmy.

Ścigało was CBA.
Przez trzy lata! Były przesłuchania, kontrole dokumentacji, nawet rewizje w mieszkaniach. Ktoś złożył donos. Zarzucono nam wybór niewłaściwej technologii oraz wydanie miliona dwustu tysięcy złotych na dodatkowe badanie gruntów pod Martwą Wisłą. Nieuzasadnione, ich zdaniem. CBA uważało, że badanie powinni zlecić projektanci albo wykonawcy. Tłumaczyłem, że jako szef Gdańskich Inwestycji Komunalnych nie mogę polegać tylko na ich wiedzy, bo odpowiadam za całość. Muszę więc kupić wiedzę ekspercką. Oczywiście w przetargu, legalnie… Trudno się kopać z koniem. Sprawy dla nas oczywiste funkcjonariuszom CBA wydawały się podejrzane.

A co z technologią budowy?
Zarzucono nam, że zmieniliśmy technologię budowy tunelu z zatapialnej na drążoną (TBM), przez co miasto zostało narażone na stratę kilkudziesięciu milionów złotych. To prawda, że koszt metra tunelu metodą zatapialną jest tańszy od metra tunelu wykonanego metodą TBM. Ale gdybyśmy chcieli zastosować metodę zatapialną, trzeba by kanał Martwej Wisły poprzedzielać szczelnymi ściankami, wstrzymać żeglugę, demolować nabrzeża w porcie, przenieść w inne miejsce całą bazę paliwową Orlenu… CBA nie uwzględniło dodatkowych kosztów związanych z tą demolką. Szarpało nas strasznie. Nie chciano na przykład uznać ekspertyz profesora Mazurkiewicza z Politechniki Gdańskiej, choć to w branży uznany autorytet. Zarzut: ekspertyza była wykonana za nasze pieniądze, więc w naszym interesie. Profesor strasznie się zdenerwował, to był dla niego dyshonor, kwestionowanie jego uczciwości. Zawiadomił mnie, że rezygnuje, że sobie nie życzy… Zapytałem CBA, czy płacą za ekspertyzy, które zamawiają. Okazało się, że płacą. - Są to zatem opinie robione na wasze zlecenie i nie można ich poważnie traktować - odpowiedziałem.

No i w końcu zrozumieli?
Ale skąd! Sprawę skierowano do prokuratury. Na szczęście trafiła w ręce pani prokurator, która po wnikliwym zbadaniu umorzyła postępowanie.

Czy wiercenie było trudne?
Nie bardzo, bo maszyna drążąca - TBM - robi prawie wszystko za człowieka. Człowiek tylko steruje. Ale emocje były wielkie.

A co to są tubingi?
To elementy, z których maszyna budowała ściany. Produkowano je w Zakładzie Prefabrykacji w Kokoszkach. Musiały być wykonywane z dokładnością do dwóch milimetrów. Mistrzowie z Kokoszek dali radę! Wzbudzili zachwyt specjalistów.

Jest więc tunel, jeżdżą nim samochody, skraca się droga do portu i wielu dzielnic Gdańska, ale poseł Andrzej Jaworski mówi: „Bizancjum”.
Nie będę się odnosił do tego „Bizancjum”. Jeżeli Polska, a więc i Gdańsk ma swoje pięć minut w Unii Europejskiej i może otrzymać środki finansowe na przedsięwzięcia infrastrukturalne, na które nigdy nas nie było i nie będzie stać, to trzeba korzystać ze sposobności. Na remonty ulic, ścieżki rowerowe, przedszkola, żłobki można znaleźć pieniądze w budżetach gmin i powiatów. Ale na takie kolosalne zadania - nie. Dziwię się, że niektórzy tego nie rozumieją.

Budowa tunelu trwała za długo - wydziwia opozycja. - Półtora roku opóźnienia.
Czy cztery lata to dużo na tak skomplikowaną inwestycję? Z ogromnym węzłem drogowym w dodatku. Owszem, budowa trwała dłużej, niż zakładał projekt, ale to pierwszy tego typu tunel w Polsce. Nie mieliśmy doświadczenia. No i te komplikacje, o których wspomniałem… Proszę spojrzeć na budowę portu lotniczego, którą Niemcy prowadzą pod Berlinem. Nie mogą jej skończyć latami… A cena? Powtórzę raz jeszcze: jesienią 2011 roku było 885 milionów złotych brutto i jest 885 milionów brutto wiosną 2016 roku. O czym więc rozmawiamy? Ktoś wymienia kwotę półtora miliarda złotych. Wystarczy zajrzeć do dokumentów, by się dowiedzieć, że miliard czterysta z ogonem kosztowała cała trasa. Tunel fantastycznie usprawnił komunikację w Gdańsku. Proszę zobaczyć, jaki już tam ruch!

Co dalej?

Koniec pięknej przygody. Dziękuję prezydentowi Adamowiczowi, że mogłem realizować takie przedsięwzięcia. Dla inżyniera to ogromna satysfakcja. Ponieważ cały mój staff tunelowy także zakończył pracę, zaproponowałem, by tych świetnych fachowców zatrudniono przy budowie tunelu w Świnoujściu. Pochwalę się jeszcze, że zaproszono mnie do dwóch komitetów PAN: Komitetu Inżynierii Lądowej i Wodnej oraz Komitetu Inżynierii Produkcji. Ja, zwykły inżynier, wśród uczonych profesorów… Wielki to zaszczyt. Żegnam się z Gdańskimi Inwestycjami Komunalnymi, ale w Gdańsku zostaję.

Co było dla Pana trudniejsze: stadion czy tunel?

Z punktu widzenia inżyniera - jednak tunel. Za to ciśnienie mediów było większe podczas budowy stadionu. Stałe napięcie, nerwy, nieraz próbowano mnie rozjechać, ale przeżyłem.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie