Rutkowski mówi o grupie i układach

    Rutkowski mówi o grupie i układach

    Darek Janowski

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Detektyw Krzysztof Rutkowski został wczoraj przesłuchany w związku ze sprawą zamordowanego przez porywaczy Krzysztofa Olewnika - syna podpłockiego biznesmena. Kiedy w 2001 roku doszło do uprowadzenia, rodzina Olewnika zaangażowała Rutkowskiego do jego poszukiwań.
    Detektyw był przesłuchiwany w sopockim biurze Prokuratury Krajowej, która prowadzi postępowanie w związku z błędami i uchybieniami prokuratury oraz policji, do jakich doszło w trakcie poszukiwań Krzysztofa Olewnika i jego oprawców. Rutkowski zeznawał przez trzy godziny.

    Co powiedział? Tego prokuratura nie chce zdradzić. - Poddamy ocenie ten materiał dowodowy - powiedział nam Zbigniew Niemczyk, naczelnik sopockiego oddziału PK. - Z oczywistych powodów nie mogę mówić o szczegółach.

    Jakiś czas temu media spekulowały, że Rutkowskiemu mogą być postawione zarzuty składania fałszywych zeznań w tej sprawie i współudziału w wyłudzeniu pieniędzy od Olewników. Czy to prawda? - Został przesłuchany w charakterze świadka - dodał prokurator Niemczyk.

    On sam kategorycznie temu zaprzecza. Twierdzi, że istniała wtedy grupa ludzi, która żerowała na nieszczęściu Olewników i utrudniała mu prowadzenie działań detektywistycznych. W sopockim śledztwie jest już pięciu podejrzanych. To policjanci, którym postawiono zarzuty niedopełnienia obowiązków służbowych.

    Porywaczy i morderców Krzysztofa Olewnika schwytano dopiero po pięciu latach, gdy śledztwo przejęła Prokuratura Okręgowa w Olsztynie. Po kilkunastu miesiącach w Płocku ruszył ich proces. W marcu br. dwóch zabójców sąd skazał na dożywocie (wkrótce po tym jeden z nich powiesił się w celi), a porywaczy i tych, którzy go wystawili i pilnowali, na kary od 8 do 15 lat więzienia.

    Procesu nie doczekał herszt bandy Wojciech Franiewski. On też zawisł na przygotowanym przez siebie stryczku.

    Krzysztofa Olewnika porwali w październiku 2001 roku. Więzili go w różnych miejscach, ale najwięcej czasu spędził w piwnicy domku letniskowego Franiewskiego. Przez 704 dni spał na materacu tapczanu, rzuconym na betonową posadzkę w nieogrzewanym pomieszczeniu.

    Za nogę i szyję przykuty był łańcuchem do ściany, mógł zrobić zaledwie kilka kroków do wiadra. Po dwóch latach porywacze zainkasowali 300 tys. euro okupu. Kilka tygodni później udusili ofiarę i zwłoki zakopali w lesie.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo