Ruiny Gdańska jak gruzy Babilonu. O Wiesławie Gruszkowskim,...

    Ruiny Gdańska jak gruzy Babilonu. O Wiesławie Gruszkowskim, który odbudował miasto

    Barbara Szczepuła

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Wiesław Gruszkowski
    1/5
    przejdź do galerii

    Wiesław Gruszkowski ©Archiwum DB

    Spotykamy się na Wydziale Architektury Politechniki Gdańskiej. Profesor Wiesław Gruszkowski podkreśla zaraz na wstępie, że choć urodził się we Lwowie i tam spędził młode lata, czuje się prawdziwym gdańszczaninem, takim do szpiku kości, i boli go, gdy ktoś traktuje go jako przybysza nie wiadomo skąd. Bo co to dziś znaczy - Małopolska Wschodnia?
    - To dawne dzieje, panie profesorze - oponuję. - Trzecie pokolenie już tu wyrosło, pańskie dzieci i wnuki. Soki się wymieszały.
    Ale profesor rzeczywiście jest gdańszczaninem szczególnym. Należy do tych, którzy podnosili z ruin Główne Miasto. Najpierw je odgruzowywał ("Ruiny Gdańska wyglądają jak ruiny Babilonu lub Niniwy" - pisał, Marek Żuławski), potem inwentaryzował to, co ocalało. Pracował jako technik budowlany.
    Był po trzecim roku architektury na Politechnice Lwowskiej i miał pewne doświadczenie budowlane, bowiem podczas okupacji sowieckiej we Lwowie kierował brygadą remontową złożoną m.in. z aktora, burmistrza Łucka, sędziego i dwóch prokurentów z banku! Sędzia przybiegł któregoś dnia roztrzęsiony, bo na ulicy spotkał człowieka, którego przed wojną wsadził na pięć lat do więzienia za przynależność do Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. - Proszę się nie bać, nie wydam pana, Sowieci w łagrach wyleczyli mnie z komunizmu - zapewnił go mężczyzna.
    - Nie mam "swoich" kamieniczek, jak inni koledzy architekci. Całe Główne Miasto jest moje - śmieje się profesor Gruszkowski i toczy ręką wkoło, dodając, że zaraz po wojnie ważniejsi od niego byli profesorowie Władysław Czerny, Jan Borowski i Marian Osiński. Ale on także, jako urbanista, przez lata zostawił tu swój ślad.

    Przeczytaj komentarze i felietony Barbary Szczepuły

    Spacerując w letnie popołudnia pachnącymi świeżym tynkiem ulicami Głównego Miasta, pokazywał małemu synkowi odbudowane domy i mówił z dumą: twój tata to zrobił! Któregoś razu spotkał murarza, którego znał z czasów odbudowy, bo wtedy wszyscy - jak to się trochę patetycznie mówiło - stanowili jedną wielką rodzinę: urbaniści, architekci, technicy, plastycy i murarze, więc ten murarz także prowadził swojego synka i też się chwalił: to twój tata stawiał te kamieniczki!
    Los dał im niezwykłą szansę. Tragedia miasta stała się okazją nie tylko do wielkiego dzieła odbudowy, ale także do stworzenia czegoś nowego, bo przecież nie odwzorowywali dokładnie przedwojennego układu miejskiego. Nie chcieli z Gdańska zrobić francuskiego Carcassone. Architekt Viollet-le-Duc zrekonstruował w XIX wieku to średniowieczne miasto, które podziwiają turyści, ale które nie nadaje się do życia.

    Główne Miasto nie było zresztą wcale tak piękne, jak wydaje się wspominającym je z łezką w oku wysiedlonym mieszkańcom. Gdańsk zeszpeciła ciężka, przytłaczająca i niejednokrotnie kiczowata architektura pruska. Swoje zrobił też dziki kapitalizm. Bogaci właściciele kamienic pobudowali sobie przestronne wille we Wrzeszczu, Oliwie i Sopocie, a mieszkania w Głównym Mieście wynajmowali. Aby zarobić jak najwięcej, zabudowywali podwórka, dzielili lokale na mniejsze, zagęszczali je ponad miarę. Prymitywne wychodki urządzano w komórkach albo bezceremonialnie wstawiano muszle klozetowe do kuchni. - Latem smród był niesamowity - dodaje profesor Gruszkowski. - Nie czuje się go, oglądając piękne albumy Tuska, ale tak właśnie było.
    Przypominam sobie innego architekta, Zygmunta Reinhardta, bohatera jednego z moich reportaży zamieszczonych w książce "Przystanek Politechnika". Znał Gdańsk z czasów wojny, chodził tu wtedy do szkoły. Też opowiadał o starych ruderach stojących ciasno jedna przy drugiej, o smrodzie, o zatłoczonych podwórkach. Do dziś przy Szerokiej przetrwała jedna z takich czynszówek i można podziwiać jej wątpliwą urodę.

    - Nasza Szeroka w niczym nie przypomina tej okropnej przedwojennej ulicy biedoty - konstatuje profesor. - Fotograficzne odwzorowanie tamtego miasta nie było ani możliwe, ani celowe.

    Gdańscy urbaniści odrzucili to, co psuło Główne Miasto i - co w dużej mierze jest zasługą inżyniera Gruszkowskiego - zachowując średniowieczny układ ulic, znacznie rozgęścili zabudowę, zaplanowali skwery między domami, wpuścili w miejski organizm światło i powietrze. Pomyślano także o żłobkach i przedszkolach, których wcześniej nie było. Fasady kamienic zrekonstruowano według materiałów archiwalnych, te, których zdjęć ani planów nie znaleziono, zaprojektowano tak, by pasowały do gdańskiej ulicy. Elewacje przyozdobiono malunkami, nie zawsze zresztą sensownymi. Polonizowano miasto, umieszczając na tynku portrety Reja, Kochanowskiego, Frycza Modrzewskiego.

    ***



    W 1945 roku Wiesław Gruszkowski ulokował się wraz z bratem w obszernym mieszkaniu przy Grobli Angielskiej (Englischer Damm). Nie była to elegancka ani spokojna dzielnica. Poprzedni lokatorzy, stare małżeństwo, czekali na transport do Niemiec i byli w gruncie rzeczy zadowoleni, że mają towarzystwo, bo czuli się bezpieczniej. Wiesiek i Heniek Gruszkowscy rozmawiali z nimi po niemiecku, uczyli się bowiem w gimnazjum tego języka.

    Staruszek ciągle narzekał: - Herr Grhuszkowski, co to za Polska, prądu nie ma, gazu nie ma, tramwaje nie kursują! Jak tu rządzili Niemcy - wszystko dobrze funkcjonowało!

    - A nie zauważył pan, Herr Keffer - pytał go Gruszkowski - że była wojna?
    - Ja, ja, naturlich - przytakiwał skonfundowany.
    Ale Wiesiek nie wdawał się w dalszą dyskusję. Pędził do pracy. Prom przewoził go przez Motławę do Głównego Miasta, nad którego gruzami unosił się straszny, trupi odór. Jeszcze dziś, gdy zamknie oczy, widzi zniszczony kościół Najświętszej Maryi Panny, z walającymi się po posadzce ludzkimi zwłokami.

    Oglądam zdjęcie, które wówczas zrobił. Przez las ruin brnie fotograf z facetem przebranym za białego niedźwiedzia i jeszcze z kilkoma osobami, prawdopodobnie członkami rodziny. Niosą "tło", czyli namalowaną na płótnie ulicę niezburzonego jeszcze Gdańska. Widok był surrealistyczny, ale jednocześnie napawał optymizmem. Świadczył o tym, że wojna definitywnie się skończyła, że życie zaczyna się toczyć w miarę normalnie, ludzie znowu się uśmiechają, choćby tylko do fotografa i "misia". Trzeba jeszcze tylko - bagatela - odbudować miasto i będzie fajnie.

    Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!



    1 3 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (6)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    JECHALI DO RAJU

    WSZY PLUSKWY (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 50 / 48

    ANTKI BOSE

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    NO TAK

    kociewiak (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 52 / 48

    Pmietam opowiesci starych ludzi zniszczenie Gdanska zawdzieczamy tzw armi czerwonej palili mordowali, gwalcili wszystko co na drzewa nie ucieklo.Dzicz a nie armia

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Już myślałem

    kkk (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 77 / 77

    że to będzie o Wiesławie Bielawskim :) Ale PIAR nie zadziałał!

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Taki tekst - w istocie autorstwa prof. Gruszkowskiego - czyta się z przyjemnością

    Krytyk (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 75 / 87

    w przeciwieństwie do propagandowych felietonów Szczepuły, które są po prostu wstrętne. Opinie ta nie jest tylko moją opinią. Im mniej Szczepuły tym lepiej dla tekstu - nie wiadomo dlaczego...rozwiń całość

    w przeciwieństwie do propagandowych felietonów Szczepuły, które są po prostu wstrętne. Opinie ta nie jest tylko moją opinią. Im mniej Szczepuły tym lepiej dla tekstu - nie wiadomo dlaczego sygnowanego jej nazwiskiem!zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    ..pamietam jaki czysty był Gdańsk w 1958 roku

    mieszkaniec (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 79 / 79

    .. a dziś, same śmieci i PO albo PiS

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Odbudowa Gdanska

    Gdanszczanin od 1945r. (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 77 / 86

    Jako 6-cio letni chlopiec w 1947r.razem z kolegami ze Szkoly Podstawowej Nr. 5 przy ul. Sw. Barbary ladowalem gruz na wagony,ktore podstawiane byly na zbiegu dzisiejszych ul.Grobla i Szeroka.Gdansk...rozwiń całość

    Jako 6-cio letni chlopiec w 1947r.razem z kolegami ze Szkoly Podstawowej Nr. 5 przy ul. Sw. Barbary ladowalem gruz na wagony,ktore podstawiane byly na zbiegu dzisiejszych ul.Grobla i Szeroka.Gdansk odgruzowywaly rowniez dzieci i warto o tym pamietac.zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo