Roy Einar Dreng: "Żyję blisko natury. Tak zostałem wychowany. Moje piosenki, jak drzewa, czerpią siły z ziemi"

Gabriela Pewińska
Gabriela Pewińska
- Nasza planeta daje miłość bezwarunkową i na taką miłość też zasługuje - mówi Roy Einar Dreng, norweski muzyk i poeta.

Dawno nie byłeś w Gdańsku. Pandemia pokrzyżowała plany koncertowe?

Tęsknię za Gdańskiem. Mam tu swoje miejsca, przyjaciół. To miasto inspiruje. Było bohaterem mojego teledysku. Gdańskie ulice są takie poetyczne. Szukaliśmy wtedy takich, które pięknie wpisałyby się w moją opowieść i znalazłem je! Zdjęcia powstały w środku nocy... Miło było włóczyć się tymi ulicami, gdy wszyscy spali, gdy nie było pandemii...Pokrzyżowała plany koncertowe, ale udało mi się wydać album AWARENESS/ Świadomość/. To hołd oddany naturze.

Natura. Masz w niej swoje miejsce?

Doświadczam jej nad norweskim fiordem, gdzie morze spotyka się z brzegiem lub kiedy jestem na rzeką. To każdy skrawek ziemi, skąd mogę popatrzeć na góry o zmierzchu. Wtedy wszystko do mnie przychodzi. Wtedy jestem w domu. Moje piosenki jak drzewa czerpią siły z ziemi. Żyję blisko natury. Tak zostałem wychowany. W bliskości i szacunku do tego, co mnie otacza. Ale świadomość ta przyszła do mnie z wiekiem. Dla dziecka to było naturalne. Jak miłość do matki. Dziś to ja troszczę się o przyrodę jak o własne dziecko. I szanuję ją jak matkę. Nasza planeta daje miłość bezwarunkową i na taką miłość też zasługuje.

Kto jest bohaterem Twoich tekstów? Czy to ty?

Jestem tylko posłańcem, słów, idei. Ale jeśli śpiewam o bohaterach, to przywołuję kobiety. Dla mnie to one są bohaterkami tego świata.

Kim byłeś, gdy zacząłeś pisać wiersze, kim jesteś teraz?

Wciąż się zmieniam. A wraz ze mną moje pisanie. Teraz patrzę na świat inaczej niż kiedyś. Nie wierzę we wszystko, co czytam lub słyszę. A już kompletnie straciłem wiarę w politykę i polityków. Rzucają tylko wielkie puste słowa. W moim kraju narastają różnice klasowe. Nie poprawia się problem w opiece zdrowotnej, wciąż lekceważy się kwestie ochrony środowiska. To są fakty.

Kiedy zauważyłeś, że coś jest nie tak ze światem?

Dorastałem chroniony, nie martwiąc się o nic. Nagle zacząłem dostrzegać, że niewielu ludzi to, co się dzieje z przyrodą, obchodzi tak samo jak mnie. Im częściej widziałem takie postawy, zacząłem się budzić ze snu dziecka. A gdy dziki łosoś zniknął nagle z naszych rzek, gdy usłyszałem o zanieczyszczeniach farm rybnych, o kruszejącej strukturze naszych fiordów, wtedy naprawdę zrozumiałem to szaleństwo.

Szaleństwo?

Tak mogę podsumować to, co robimy światu niszcząc wszystko, co nam się nawinie pod rękę, bez przejmowania się konsekwencjami.

„Jeszce nie noc, lecz już ściemnia się” - te słowa Boba Dylana są dla ciebie ważne.

To rodzaj odpowiedzi na śmierć. Rozwalająca nerwy piosenka... To utwór o pesymistycznej stronie naszego istnienia, jest jak ostrzeżenie. Jeszcze nie jest ciemno, choć się ściemnia! Czy jest promyk nadziei? Nie jestem pewien.

Jak powstał twój nowy album?

Ma wiele warstw. To muzyka, przy której dorastałem. Słucham bluesa, piosenek ludowych, country, rock and rolla. Blues odzwierciedla tu życie w dwunastotaktowych sekwencjach. To jest dusza tego albumu.

Pojawia się tu melodia, którą ponoć można usłyszeć w starych wiejskich kościołach w Norwegii.

Stary fortepian, fisharmonia, kontrabas i skrzypce towarzyszące wokalowi. Kiedy słyszę ten tandem czuję, jakby moja dusza płonęła.

Twoja muzyka budzi nostalgię.

Tak chyba działa moja wyobraźnia i miłość do opowiadania starych historii.

Co to za historie?

Marka Twaina. Historie z Biblii. Piosenki o Emmetcie Tillu czy Hattie Carrol mają na mnie duży wpływ. Dzieła Hemingwaya. Historie, które można usłyszeć w brytyjskich balladach. Wiersze Yeatsa.

Sztuka może pomóc ocalić przyrodę?

Sztuka jest moją bronią w tej walce. Nie jestem zbyt dobry w dyskusjach, w walkach na słowa.

Piosenka „Anywhere” została napisana na schodach wiejskiego kościoła w Norwegii. Co to za miejsce?

Ważne tu było światło.

Światło?

Promienie słoneczne płynące przez wielkie dęby, które otaczały stary przykościelny cmentarz. Odbijały się od nagrobków, oświetlały otoczenie. Była tam kobieta z dzieckiem. Układała kwiaty. Poczułem się częścią czegoś większego i piękniejszego, jak koniec początku. Albo początek końca. Akurat przechodziłem obok i piękny widok spłynął na mnie jak błogosławieństwo. W tej piosence opisałem, czym jest dla mnie piękno.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie