Rosjanie rozgrywają sprawę katastrofy Tu-154, bo rząd im pozwala

rozm. z Jackiem Kurskim
Jacek Kurski
Jacek Kurski Przemek Świderski
Z Jackiem Kurskim, europosłem Solidarnej Polski, rozmawia Ryszarda Wojciechowska

Znowu nie ma przełomu w sprawie odzyskania wraku Tu-154M od Rosjan.
Ja się przełomu nie spodziewałem.

Dlaczego?
Dlatego że polski rząd przez 30 miesięcy od katastrofy nie zachowywał się jak partner wobec Rosjan. A Rosja liczy się tylko z silnymi. Co więcej, rząd Donalda Tuska przekonywał nas, że postąpił dobrze, godząc się na konwencję chicagowską czy też na memoriał, podpisany piórem ministra Jerzego Millera, w którym polski rząd wyraził zgodę na powrót wraku dopiero po zakończeniu rosyjskiego śledztwa. Więc sam się pozbawił wpływu na datę wydania tak ważnego dla nas dowodu. To niebywałe i absurdalne ustępstwo, deprecjonujące pozycję Polski. I rząd Tuska bronił tego przez dwa i pół roku.

To dlaczego teraz minister Radosław Sikorski tak się uaktywnił?
Chodzi o ratowanie twarzy. I zdjęcie z siebie przed historią odium hańby, że nic się w sprawie wraku wcześniej nie robiło. Moim zdaniem, to tylko rozpaczliwa próba ratowania swojego wizerunku. Te zapowiedzi o staraniach nie brzmią zresztą poważnie. Nie ma żadnej nowej przesłanki w tej sprawie, na którą Sikorski czy Tusk mogliby się powołać. Śledztwo rosyjskie przecież nadal trwa. Oni sobie zdają sprawę z tego, jak ciężki błąd polityczny oraz moralny popełnili. I teraz próbują to tylko nadrabiać.

Donald Tusk jednak dystansuje się od tej aktywności ministra Sikorskiego.
Zachowuje się w sposób dla siebie modelowy. PR i socjotechnika zastępują realia. Gdyby Sikorskiemu się w tej sprawie powiodło, to oczywiście Tusk ogłosiłby, że rozmowy prowadzono na jego polecenie. I mówiłby o własnym sukcesie. Ale skoro Siergiej Ławrow kpi, twierdząc, że propozycje Sikorskiego przyjmuje z niebywałym zdumieniem, a Catherine Ashton daje do zrozumienia, że ma w nosie nasze prośby, sygnalizując jedynie, że przyjmuje je do wiadomości, to Donald Tusk udaje zaskoczonego i odcina się od Sikorskiego.

Pan jest w tej grupie, która twierdzi, że Rosjanie nas rozgrywają tym wrakiem w Polsce?
Oczywiście, że jestem. Ale to Tusk i Platforma zgodzili się na to, żeby Rosjanie nas, Polaków, rozgrywali.

Jakbym słyszała Prawo i Sprawiedliwość. Znowu mówi Pan jednym głosem z PiS. Trudno się Panu od nich odciąć.
Ja się odcinam od utożsamiania katastrofy z zamachem. Dla mnie śladowe cząstki to jeszcze nie trotyl. Trotyl to jeszcze nie wybuch. A wybuch to jeszcze nie zamach. Teoria zamachu, od której się odcinam, dopóki nie ma przekonujących dowodów, jest idealna dla Rosjan. Bo kiedy Polacy wierzą w zamach, to Rosjanie mogą się czuć zwolnieni z wszelkiej odpowiedzialności za tę katastrofę. Bo jeśli bomba, to nie lotnisko, to nie oczywiste błędy w naprowadzaniu i nie wieża kontroli lotów, która wyglądała jak szalet w upadłym PGR. Bo jeśli bomba, to musiałaby być podłożona w Warszawie. Ale to tylko jedna płaszczyzna zdejmowania z Rosjan odpowiedzialności. Jest jeszcze coś równie ważnego, o charakterze historiozoficznym. Rosjanie z lubością chcą słuchać wersji o zamachu w Europie Wschodniej, dlatego że na przywództwo dawnych krajów bloku wschodniego - Litwy, Łotwy, Estonii, Ukrainy, Białorusi, Gruzji czy Mołdawii, błyskawicznie rozciąga się przekonanie, że Rosja dorwie każdego, kto prowadzi politykę niezależną od niej. To tylko wzmacnia imperialny apetyt Rosji.

Może jednak nie warto kruszyć teraz kopii o wrak? Skoro on wzbudza takie emocje.
Nie zgadzam się z pani tezą. Emocje czy napięcia nie mają tu nic do rzeczy. Ten wrak to wartość Polski. Zginęła duża część polskiej elity państwowej, zginął polski prezydent. I wrak powinien znaleźć się jak najszybciej po katastrofie w Polsce.

Traktowanie jednak wraku jak relikwii nie jest, Pana zdaniem, przesadą?
Wiemy, jakie ta katastrofa wzbudziła w społeczeństwie emocje. Więc wrak również będzie je wywoływał. Ale do relikwii to mu jeszcze daleko.

Jak się ta sprawa zakończy?
Kiedyś wrak odzyskamy. Ale gdyby Tusk i Sikorski natychmiast, po pierwszych tygodniach śledztwa, zażądali jego zwrotu jako ważnego dowodu, pewnie by już w Polsce był. Licznik presji międzynarodowej biłby od samego początku. A tak bije dopiero od kilku dni, w dodatku z pewnym szyderstwem i śmiechem, bo to staranie poniewczasie brane jest w cudzysłów przez dużą część Polaków i przez dyplomację oraz opinię międzynarodową. Sam polski rząd obniżył pozycję w tej sprawie. I to jest jego historyczna odpowiedzialność, której nie zdejmą teraz starania Sikorskiego. Ale lepiej późno niż wcale.

Rozmawiała Ryszarda Wojciechowska

Wideo

Materiał oryginalny: Rosjanie rozgrywają sprawę katastrofy Tu-154, bo rząd im pozwala - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie