18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Retrokuchnia, czyli cztery pancerne puszki śledzia w tomacie,które najlepiej otwierało się siekierką

Gabriela Pewińska
Śledzik po swojsku
Śledzik po swojsku
Mamy ostatki, za chwilę post, więc od dziś bohaterem niech będzie śledź. W każdej postaci. Ktoś kręci nosem? A ponoć, gdzieś czytałam, jeśli śledź nie byłby tak pospolity, płacono by za niego złotem.

Zwyczaj ucztowania „na śledzika” już nie jest tak popularny, ale ponoć każda okazja jest dobra, by... zjeść rybę.
Z dawnych opowieści śledzikowych przytoczę tę Bene Rychtera, aktora, mistrza epizodu filmowego, przyjaciela słynnego Jana Himilsbacha. O swojej uczcie śledzikowej Bene opowiada tak:

Za głębokiej komuny, tak gdzieś w okolicach wczesnego Gierka wylądowałem w fabryce z nakazem pracy. Liczyłem na lepszą fuchę, bo Komendant Straży Przemysłowej gdy zobaczył, że mam trzy klasy ogólniaka,  walczył o mnie, bo taki WYKSZTAŁCONY człowiek by mu się przydał - ale nie: w nakazie wyraźnie było napisane też stanowisko pracy: PLACOWY. To taki człek co sprząta teren, drogę z przystanku do fabryki i zamiata plac - słowem śmieciarz. Pogoda onego roku przed Popielcem była iście barowa. Zimnica i potężnie wiało. Chowaliśmy się więc gdzieś po kątach, by jaki kierownik nas nie nakrył, że się obcyndalamy - ale jak tu robić, gdy potężne wietrzysko wzbijało tumany śmieci do góry i ciskało gdzie popadnie na fabryczne klomby. No i śledzika trza przecież jakiegoś zorganizować. Było akurat po wypłacie. Do sklepu polecieli Władek-zakapior co dopiero z kicia wyszedł i Antoni-profesor co mu się ustrój nie podobał. Władek był od dźwigania, a profesorek od kasy składkowej. My nacięliśmy baziek zza płotu i wstawiliśmy w słoik po ogórkach, wyrzuciliśmy pety z puszek i ustawiliśmy miotły równo pod ścianą. Pięknie było. Był wśród nas ksiądz, to znaczy tak go nazywaliśmy, bo z jakiegoś seminarium go wywalili czy innego KUL-u - ale za co - nie mówił. No i Zenobiusz coś zaczął nam zasuwać o poście, że mięsa nie wolno i o umartwieniu, ale go szybko zgasiliśmy, skoro taką radosną tradycję za chwilę mieliśmy uskuteczniać. Chłopaki przynieśli cztery pancerne puszki śledzia w tomacie, które najlepiej otwierały się siekierką, dwa słoiki śledzia "zmarnowanego" - taki był octowany, że ryj wykrzywiało i bochenek chleba. O procenty się nie martwiliśmy, bo kombinowaliśmy na miejscu od dziewczyn spirytus skażony, co używany był przy produkcji - przepuszczało się go przez razowca i pychotka gotowa!
Po latach w wiejskim domu Bene Rychtera Śledzik wygląda inaczej. Zwykle schodzą się tu świętować tubylcy.
- Co serwujesz? - pytam aktora.
- Śledzia, rzecz jasna...
- Tylko?
- I ciasto. Bo to będzie śledzik na słodko.

***
W latach 60., bywało, Śledzik to było często wielkie ucztowanie połączone z tańcami. Uczestnicy zabawy przychodzili na ubaw odświętnie ubrani, każdy miał na głowie czapkę z papieru, a w ręku balon. Stół uginał się od jedzenia. O północy wszyscy przerywali objadanie się i każdy z tym, co miał na widelcu ruszał w tany! To był słynny Taniec ze Śledziem. A gdy wracali do stołu, zaczynała się biesiady część druga. Postna. Same ryby. Niektórzy autentycznie płakali, że to już koniec prawdziwego obżarstwa i balowania...

Nam na otarcie łez zostaje jeszcze literatura. Poczytajmy jak biesiadowano w XIX - wiecznym dworze szlacheckim:
"Dzień rozpoczynano od kawy ze śmietanką. Około godziny dziesiątej szło się napić po kieliszku anyżówki, kminkówki lub pomarańczówki. O jedenastej gospodarz, przepiwszy do gości dużym kieliszkiem ajerówki  dla zaostrzenia apetytu, z kolei każdego częstował, po czym na lekką zakąskę zapraszał, ale ta zakąska składała się z kołdunów, bigosu, kiełbas i zrazów, a dokoła półmiski z rozmaitą wędliną i serem. Porter i piwo towiańskie gasiło pragnienie. O drugiej podawano do stołu. Obiad z kilkunastu potraw złożony poprzedzała wódka, a towarzyszyło wino. Po obiedzie roznoszono kawę ze śmietanką, w parę godzin później frukta i konfitury. O szóstej następowała herbata z ciastem, a potem ochoczy gospodarz wołał: - Panowie, zawód życia krótki, napijmy się wódki! O dziewiątej wieczerza złożona z pięciu lub więcej suchych potraw z bojaźni, aby się z głodu nie przyśnili Cyganie. Koło północy, chcąc nie na czczo pójść do spoczynku, dawano wereszczakę, po czym parę lampeczek krupniku lub ponczyku wypić wypadało..."

Przepis retro
Masło śledziowe postne (Przedwojenny przepis z „Kucharki litewskiej” Wincenty Zawadzkiej”)

2-3 śledzie, 1/3 bułki francuskiej, oliwa
wymoczone i ociągnięte ze skóry śledzie oczyścić z ości, pokrajać, wymieszać z tartą, postną bułką i utłuc w moździerzu dolewając po trochę oliwy. Skoro należycie się zmasuje przefasować przez sito, ułożyć na talerzu i postawić w chłodnym miejscu.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

R
Robol
No i wyszło kłamstwo styropianowców. Jak miał się stół uginać od jedzenia, gdy aktualna propaganda aktualnego sukcesu wmawia nam, że za komuny był tylko ocet, musztarda i woda sodowa? Ktoś tu kłamie, tylko kto?
Dodaj ogłoszenie