"Ręką boga" Maradona ośmieszył na zawsze ideę uczciwości i sprawiedliwości w futbolu

Dariusz Szreter
Dariusz Szreter
Skłonność do wybaczania Maradonie licznych grzechów, kompromitacji, groteskowości i bufonady, to kolejny fenomen związany z tą postacią. Był bardziej teflonowy niż rządy PiS.

Przyznaję uczciwie: nie lubiłem typa. Ale cóż, ktoś kto jak ja, jest beznadziejnie i nieuleczalnie zakochany w angielskiej piłce nożnej, ma prawo nie wybaczyć tego upokorzenia sprzed 34 lat w ćwierćfinale meksykańskiego mundialu. W dodatku doznanego dokładnie w dniu swoich urodzin. Upokorzenie było zresztą podwójne. Maradona ośmieszył bowiem wtedy nie tylko połowę angielskiego zespołu, mijając ich niczym narciarz tyczki na stoku, nim zdobył drugiego gola. Wcześniej jednak wydrwił ideę uczciwości i sprawiedliwości w futbolu. Jeżeli najlepszy piłkarz świata, prawdziwy magik, ucieka się do zwyczajnego cwaniactwa - nie, sorry - nie zwyczajnego, tylko wyjątkowo chamskiego - żeby „zaliczyć” gola, to to jest koniec fair play i to w wymiarze światowym. Teraz już każdemu byle kopaczowi wolno z czystym sumieniem nurkować na polu karnym i co tam jeszcze. A do tego wszystkiego sędzia, na takim poziomie rozgrywek, nie zauważył wtedy blagi i uznał gola! Ten mecz to była kompromitacja futbolu.

„Gdzie był VAR, kiedy potrzebowaliśmy go najbardziej?” - pyta na okładce czwartkowego wydania „Daily Star”. Moja miłość do angielskiego futbolu nie rozciąga się wprawdzie na tamtejsze tabloidy, ale uważam ten tytuł, zamieszczony tego akurat dnia - za trafiony w punkt. To o niebo lepsze od napuszonego hasła: „najbardziej ludzki z nieśmiertelnych” na czołówce „New York Timesa”. Teraz ja popadnę w nieco podniosły ton: czy naprawdę „bycie ludzkim” polega na nieograniczonym folgowaniu swoim kaprysom i słabościom?

Swoją drogą ta skłonność do wybaczania Maradonie nie błahych grzeszków przecież, ale grzechów kardynalnych, a także licznych kompromitacji, groteskowości i bufonady, to kolejny fenomen związany z tą postacią. Rzec by można, że był bardziej teflonowy niż rządy PiS. Argentyńczyków można jeszcze zrozumieć. W końcu zawdzięczają mu jedyne prawdziwe mistrzostwo świata. Bo na ich wcześniejszym zwycięstwie, u siebie, w 1978, kładzie się cieniem krwawa dyktatura generała Vidala i jej zakulisowe działania w trakcie turnieju. Choćby rzekomy szantaż, połączony z przekupstwem przed wygranym 6:0 meczem z Peru, co umożliwiło Albicelestes przeskoczenie Brazylii i wejście do finału. Osiem lat później meksykański mundial Maradona wygrał dla swojego kraju niemal w pojedynkę. A tego żaden inny piłkarz nie może o sobie powiedzieć.

Rekordowy PIT. Tyle jeszcze nie płaciliśmy

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie