Rejsy po gospodarce. Zawód - ekonomista

Piotr Dominiak
To zupełny przypadek - w tym samym dniu ukazał się w „Polityce” artykuł Rafała Wosia, w którym pojawiło się pytanie, czy minister finansów musi koniecznie być ekonomistą, oraz wypowiedź jednego z czytelników na moim blogu Dominiakana, w której wyraża on wątpliwość co do możliwości uzyskiwania doktoratów z ekonomii przez ludzi kończących studia nieekonomiczne. W gruncie rzeczy chodzi o zawód ekonomisty. Na czym on polega?

Sądzę, że trzeba rozdzielić dwie sprawy - zawód uprawiany w gospodarczej praktyce i zawód uprawiany jako profesja naukowa. Rafał Woś podaje przykłady ministrów finansów, którzy nie kończyli studiów ekonomicznych, a całkiem dobrze sobie radzili na tym stanowisku. Wymienia Oskara Lafontaine’a - fizyka, i Wolfganga Schaeuble - prawnika ((RFN), George’a Osborne’a - historyka (W.Brytania), Jacka Lew - prawnika (sekretarz skarbu USA). Prawniczka Christine Lagarde była ministrem finansów Francji, a od 2011 roku jest szefową Międzynarodowego Funduszu Walutowego. W Chinach, Korei Płd., na Tajwanie funkcję tę pełnili często inżynierowie. Z drugiej strony, w wielu krajach Ameryki Łacińskiej resortami finansów kierowali wykształceni w najlepszych uczelniach ekonomiści, a budżety ich krajów były w opłakanym stanie. Czyli wykształcenie szefów nie przesądza o wyniku ich pracy. Trzeba też wziąć pod uwagę poziom wykształcenia pracowników całego aparatu administracji finansowej. Tak naprawdę to oni przesądzają o wynikach.

W biznesie prywatnym mamy bez liku przykładów pełnienia funkcji pozornie zarezerwowanych dla ekonomistów przez absolwentów najróżniejszych studiów. Szefowie korporacji, menedżerowie wysokiego szczebla, odpowiedzialni np. za finanse, sprzedaż itp., często są inżynierami, fizykami itd. Prezes Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej Teresa Kamińska jest magistrem inżynierem, Grażyna Piotrowska-Oliwa (była prezes PGNiG, obecnie kierująca Virgin Mobile Polska) jest absolwentką Akademii Muzycznej.

A w nauce? Przyjrzyjmy się laureatom Nagrody Nobla z ekonomii. Większość, rzecz jasna, ma dyplomy studiów ekonomicznych, ale… Jan Tinbergen studiował najpierw matematykę i fizykę. John Hicks - matematykę, literaturę, historię, politologię i historię. Kenneth Arrow studiował matematykę. Friedrich von Hayek - politologię i filozofię. Daniel Kanneman jest psychologiem, Vernon Smith inżynierem elektrykiem.

Ztego nie wynika, że studia ekonomiczne nie są potrzebne. Morał jest tylko taki, że trzy- lub nawet pięcioletni okres nauki nie przesądza o całej karierze i że nauka przez całe życie (również zdobywana w praktyce) nie jest czczym hasłem. O tym powinni pamiętać wszyscy ci, którzy wylewają łzy z powodu tego, że absolwenci studiów nie zawsze pracują w swoim zawodzie.

Wideo

Dodaj ogłoszenie