Rejsy po gospodarce. O tych, co pod wiatr

Piotr Dominiak
Udostępnij:
Film Adama McKaya „Big Short” z plejadą gwiazd jest kinowym przebojem w wielu krajach. Plejada gwiazd to mocny atut. Co do problematyki - nie jestem pewny, czy jest aż tak fascynująca dla szerokiej publiki.

Z jednej strony tak, bo pokazuje od kuchni świat współczesnych finansów, jego cynizm, obłudę, iluzje, na jakich buduje swą pozycje. Z drugiej, to trudny temat, wymaga pewnej wiedzy, która potrzebna jest, by zrozumieć, dlaczego stało się tak, jak się stało, czyli dlaczego rynki finansowe załamały się tak gwałtownie w 2008 roku. Byłem zaskoczony (pozytywnie), gdy w pierwszą sobotę roku wieczorem wybrałem się do kina i okazało się, że sala jest niemal pełna. To dobrze, bo poza wszystkimi walorami ten film ma dużą wartość dydaktyczną. I to z kilku powodów.

Po pierwsze, bo pokazuje inne, bardziej prawdziwe oblicze instytucji, które kreują się na wszechwiedzące, przestrzegające standardów etycznych i zawodowych, godne powszechnego zaufania itd.

Po drugie, z „Big Short” powinniśmy wyciągnąć wniosek, że wszystko należy sprawdzać. Jedną z najważniejszych części filmu jest dla mnie ta, w której reprezentanci jednego z funduszy, dostając informację, że w istocie znaczna część instrumentów opartych na kredytach hipotecznych jest nic nie warta, jadą „w teren”, by sprawdzić, jaka jest sytuacja właścicieli budowanych na kredyt domów. W papierach, w księgach rachunkowych można wiele ukryć - realia życia pozwalają nam na trzeźwą ocenę. Przypomniało mi to słowa promotorki mojego doktoratu prof. Zofii Moreckiej, która upominała nas zawsze: „Chodźcie po ziemi!”. Sprawdzam! Tak jak w pokerze.

Po trzecie, w filmie widzimy, jak bardzo twardym, odpornym psychicznie trzeba być, by grać przeciw rynkowi, pod wiatr, nie ulegać owczemu pędowi. Niby wiadomo, że na tym można wiele zarobić. Ale też wiele stracić, co pewnie częściej się zdarza. Film nie opowiada o tych, którzy być może też grali „na kryzys”, ale nie wytrzymali i wycofali się przedwcześnie.

Historia, choć fabularyzowana, jest autentyczna. Główny bohater, dr Michael Burry, to postać autentyczna. Naprawdę był lekarzem, choć licencjat miał z ekonomii, założył fundusz SCION, zarobił mnóstwo forsy. Część innych postaci w filmie też jest autentycznych. Choć oczywiście to paradokument, a raczej fikcja z elementami realistycznymi.

Zachęcam do obejrzenia filmu, do przeczytania książki Michaela Lewisa, na której jest oparty. Bez względu na nasze opinie i poglądy spróbujmy zrozumieć świat, w którym żyjemy, bez względu na to, czy nam się on podoba, czy nie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

j
j...
Mnóstwo forsy, żeby to zrozumieć można być: robotnikiem kwalifikowanym lub profesorem zwyczajnym. Ale żeby ocenić film to tylko profesorem nadzwyczajnym.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie