Rejsy po gospodarce: Chwalmy dotacje z UE z taktem

    Rejsy po gospodarce: Chwalmy dotacje z UE z taktem

    Piotr Dominiak, ekonomista

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    W kwestii wykorzystywania przez Polskę europejskich funduszy strukturalnych są dwie wiadomości: dobra i zła.
    Pierwsza, dobra - podobno wydaliśmy już niemal 90 proc. funduszy strukturalnych, jakie dostaliśmy od UE na lata 2004-2006. Druga, zła - mocna złotówka i przyspieszająca inflacja oznaczają, że pieniędzy nie starczy na to, co zamierzaliśmy zrobić.

    Co do naszych zdolności w zagospodarowaniu przydzielonych nam unijnych pieniędzy było wiele wątpliwości. Czy mamy pomysły, na które te środki można by przeznaczyć? Czy potrafimy właściwie napisać wnioski i przygotować dokumentację? Czy potrafimy sprawnie zrealizować zgłaszane projekty?

    Dziś statystyki dowodzą, że na dwa pierwsze pytania można odpowiedzieć twierdząco. Pomysłów nie zabrakło, a i projekty nauczyliśmy się pisać sprawnie.
    O dobrej realizacji będzie można mówić po zamknięciu wszystkich zadań. Nie sądzę jednak, by były na tym polu jakieś wielkie wpadki. Mimo koszmarnej unijno-rodzimej biurokracji. Ta pochłania nie tylko ogromną ilość czasu, ale prowadzi do wielkich stresów beneficjentów, których obarcza się wciąż nowymi sprawozdaniami, formularzami, druczkami itp. Koszt obsługi wszystkich projektów jest potwornie drogi. Wynika to z totalnego braku zaufania pomiędzy wszystkimi zaangażowanymi w przepływ unijnych funduszy instytucjami i osobami.

    Z mocną złotówką sprawa jest paradoksalna i wieloaspektowa. Wreszcie ziściło się marzenie kilku pokoleń Polaków - nasz narodowy pieniądz jest mocny jak nigdy. Teraz wysoki lot złotówki nie potrwa zapewne bardzo długo, ale jeszcze w latach 90. (nie wspominając o czasach PRL) sytuacja taka jak obecnie była niewyobrażalna. Jednak duma dumą, a rachunek ekonomiczny to rzecz inna. Droga złotówka bije w eksporterów, a także właśnie w beneficjentów unijnych funduszy. Milion euro na inwestycje to jeszcze niedawno były cztery miliony złotych. Dziś tylko nieco więcej niż trzy. Skąd wziąć brakujące 25 proc.? A tak naprawdę dużo więcej, bo w tym czasie poszły w górę koszty materiałów, urządzeń i pracy.
    Milion euro na inwestycje jeszcze niedawno znaczył cztery miliony złotych. Dziś to tylko nieco więcej niż trzy
    Unia Europejska bardzo dba, i słusznie, o to, by każda rzecz sfinansowana z jej budżetu była opatrzona informacją, kto za nią zapłacił. Ma to znaczenie propagandowe. Nie widzę w tym nic złego. Ludzie powinni wiedzieć, co z tej "Europy" mają, a czego by bez niej, być może, w ogóle nie mieli. Tylko, jak ze wszystkim, tak i z tym propagowaniem europejskich środków, trzeba zachować umiar.

    W miejscu, w którym nikomu nie jest do śmiechu, w nowej kaplicy na gdańskim cmentarzu Srebrzysko jest na bardzo widocznym miejscu spora tabliczka. Napisano na niej, że piec krematoryjny został sfinansowany z Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego "Wzrost konkurencyjności przedsiębiorstw". Maciej Zembaty się kłania ze swoim czarnym humorem. Czyja konkurencyjność wzrosła? - chciałoby się zapytać. I o ile wzrósł przerób na tymże cmentarzu. Pytania nie na miejscu? Tak, ale przede wszystkim nie na miejscu jest tabliczka. Są przecież jakieś granice propagandy, zwykłego taktu. Jeśli je przekraczamy, śmiech odbiera powagę łzom.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo