Reforma oświaty. Minister zatrzęsła polską edukacją

Anna Mizera-NowickaMonika JankowskaZaktualizowano 
Zdaniem minister Zalewskiej zmian w szkolnictwie uczeń „nawet nie zauważy”
Zdaniem minister Zalewskiej zmian w szkolnictwie uczeń „nawet nie zauważy” Jacek Smarz/Polskapress
Likwidacja gimnazjum, 8-letnia szkoła powszechna, wydłużone liceum i technikum oraz - w miejsce zawodówek - dwustopniowa szkoła branżowa. Takie reformy zapowiedziała minister edukacji i rozpętała burzę wśród ludzi związanych z oświatą.

Już od dawna w wakacje tak żywo nie dyskutowano o polskiej szkole. Choć ostatni dzwonek zabrzmiał tydzień temu, uczniowie, nauczyciele, ale też samorządowcy, związkowcy i niezależni eksperci głowią się, jak w najbliższym czasie zmieni się edukacja. Wszystko za sprawą minister Anny Zalewskiej, która w pierwszy dzień wakacji rzutem na taśmę zapowiedziała m. in. likwidację gimnazjów, wprowadzenie czteroletniego liceum i pięcioletniego technikum czy zmiany w kształceniu wczesnoszkolnym.

Czytaj: [a]https://dziennikbaltycki.pl/anna-zalewska-w-toruniu-bedzie-8klasowa-szkola-powszechna-i-4letnie-lo-zdjecia/ga/10342107/zd/19289995;Anna Zalewska w Toruniu: Będzie 8-klasowa szkoła powszechna i 4-letnie LO [zdjęcia] [/a]

Polskie gimnazja najlepsze

Najbardziej zelektryzowała wiadomość o - jak mówi minister - „stopniowym wygaszaniu gimnazjów”. Według MEN, paradoksalnie, reforma ma uratować te szkoły. - Mimo drastycznego spadku liczby uczniów, liczba gimnazjów rośnie. Sytuacja ta doprowadzi do powstania trudności finansowania gimnazjów. Jednostki samorządu terytorialnego rozpoczną masowy proces likwidacji gimnazjów - mówi minister.

Zamiast 6-letniej podstawówki i 3-letniego gimnazjum, będziemy mieli 8-letnią szkołę powszechną. Zmiana dokona się szybko - już ci uczniowie, którzy we wrześniu zaczną naukę w klasie szóstej, po niej nie trafią do gimnazjum, ale do klasy siódmej. To budzi obawy.

- Reforma strukturalna to bardzo trudna zmiana. Wprowadzanie gimnazjów trwało ładnych parę lat. Dopiero teraz one „okrzepły”, a zespoły nauczycieli wyspecjalizowały się w pracy z dziećmi z tej grupy wiekowej. I tylko gdy to jakoś się poukładało, mamy kolejną zmianę strukturalną. Sama minister jasno zdefiniowała, że te zawirowania będą trwały do 2023 r. - ocenia była minister edukacji i przewodnicząca Gdańskiej Rady Oświatowej, Katarzyna Hall.

Na korzyść gimnazjów przemawiają przeprowadzane wśród 15-latków międzynarodowe badania PISA. W Polsce odbyły się m. in. w 2000 roku, kiedy to dopiero co wprowadzono tego typu szkoły i w 2012. W ciągu tych kilkunastu lat wyniki diametralnie się zmieniły. „Wyniki polskich uczniów w zakresie umiejętności matematycznych dają im pierwsze miejsce w Unii Europejskiej, na równi z uczniami Holandii, Estonii i Finlandii. Średni wynik z matematyki polskich uczniów wzrósł aż o 23 punkty. Polska jest jedynym krajem europejskim, który tak znacznie poprawił wyniki”- czytamy w raporcie o PISA. Poprawę widać także w naukach przyrodniczych i w umiejętnościach czytania i interpretacji. Z badań wynika też, że znacznie zmniejszył się odsetek uczniów mających bardzo niski poziom umiejętności, czyli zagrożonych wykluczeniem społecznym.

Natalia Skipietrow, rzecznik prasowy Instytutu Badań Edukacyjnych zastrzega jednak, że to nie zmiany strukturalne decydują o poziomie nauczania. - Na jakość edukacji ma wpływ przede wszystkim to, co się dzieje na lekcji, a więc najważniejszymi rzeczami są podstawa programowa oraz kompetencje nauczycieli - mówi.

Innego zdania jest Franciszek Potulski, były wiceminister edukacji w rządzie Leszka Millera i członek Związku Nauczycielstwa Polskiego, który nie ukrywa, że kiedyś jako poseł głosował przeciwko gimnazjom, a dziś widzi ich sens. - Gimnazjum miało być małą maturą wiejską, miało nobilitować gminy wiejskie i być dla nich dźwignią cywilizacyjną - tłumaczy. - I dziś wyniki egzaminów gimnazjalnych w wielu gminach wiejskich są porównywalne z wynikami uzyskiwanymi w większych miejscowościach.

Siatka z lat dziewięćdziesiątych

Nie mniejsze emocje zapowiadana reforma budzi w miastach. Tuż po konferencji, na której minister Anna Zalewska ogłosiła zmiany, wiceprezydent Gdańska, Piotr Kowalczuk na swoim profilu facebookowym opublikował dokładne wyliczenia (pisownia oryginalna): „Co tylko jeden pomysł MEN oznacza dla Gdańska. Likwidacja 46 gimnazjów (10 samodzielnych, 36 w zespołach). W placówkach pracuje 951 pracowników administracji i obsługi co stanowi 838 etatów oraz 3405 nauczycieli w wymiarze 1249 etatów. Pożegnanie 46 dyrektorów. Inwestycje w nową sieć i dostosowanie infrastruktury do potrzeb starszych uczniów w SP”.

Zaroiło się od komentarzy. Głos zabrali m. in. dyrektorzy szkół, w tym Tomasz Zbierski, dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 6 w Gdańsku: „Trzymanie w tym samym środowisku przez 8 lat dzieci w 21 wieku, przy autorytarnej jednolitej podstawie programowej to skazanie dzieci na horror. To tresura posłusznych i niekreatywnych. To nuda. Zbudowanie sprawnego zespołu nauczycieli w nowej szkole, to co najmniej 10 lat. Dobrej szkoły jeszcze dłużej. W tej zmianie o to wcale nie chodzi.”

Samorządowcy tłumaczą natomiast, że likwidacja gimnazjów oznacza także problemy organizacyjno-lokalowe. Będzie trzeba w budynkach po gimnazjach, gdzie trafią młodsi uczniowie, wymienić meble, dostosować toalety.

- Musimy zbudować całkowicie nową sieć szkół w Gdańsku, która pomieści osiem roczników. Dlatego przyjrzymy się uważnie sieci z lat 90. - mówi Piotr Kowalczuk.

Jego zdaniem najprawdopodobniej zmieni się sposób rejonizacji szkół. - Ale postaramy się, by dzieci, które zaczęły już edukację w jednej szkole, mogły skończyć ją w tej samej, a nie innej, do której będzie należał ich obwód - dodaje wiceprezydent.

Z kolei Wojciech Książek z gdańskiej Solidarności, który współtworzył reformę wprowadzającą gimnazja, wylicza następne konsekwencje związane z pomysłami MEN. - To zagrożenie dla 30-40 tys. etatów nauczycieli w skali całego kraju - mówi. - Uczniowie też nie mogą być niewolnikiem eksperymentu, więc do całej sprawy trzeba podchodzić delikatnie.

Liceum to nie kurs do matury

Resort edukacji na gimnazjach się jednak nie zatrzymał. Zapowiadany przewrót dotknie też szkoły ponadgimnazjalne. Znikną zawodówki, a w ich miejsce powstaną dwustopniowe szkoły branżowe. Po nich będzie szansa na maturę zawodową, która uprawnia do wybranych studiów licencjackich. Technikum będzie trwało pięć lat, a liceum cztery.

- Chcemy powrócić do idei liceum ogólnokształcącego w miejsce „kursu przygotowawczego do egzaminu maturalnego” -przekonuje Anna Zalewska. - 26 z 37 rektorów szkół wyższych wyraziło negatywną ocenę przygotowania absolwentów do podjęcia studiów, wskazując na zbyt krótki czas nauki w liceum.

Tymczasem prof. Marek Rocki, członek Polskiej Komisji Akredytacyjnej, senator PO, mówi, że największym problemem przyszłych studentów nie jest czas spędzony w LO. - Dla mnie najważniejszą kwestią będzie tutaj nowa podstawa programowa. To od niej, a nie od tego, ile czasu uczeń spędzi w liceum czy w technikum, będzie zależało, jakim będzie studentem. Jeszcze ważniejszy jest system rekrutacji. Obecna matura nie jest doskonałym narzędziem do selekcjonowania kandydatów na studia.

Ale Katarzyna Hall zwraca uwagę, że jeszcze gorszą konsekwencją zmian będzie chaos związany z nowymi egzaminami dojrzałości. - Martwi mnie wielość matur, jaka się pojawi. Ledwo zaczął się zmodernizowany model egzaminu dojrzałości, a już od 2017 roku ma być powrót do poprzednich egzaminów. Trzy lata później wprowadzone będą matury przygotowane pod czteroletnie licea. Szkoły zawodowe miałyby pisać jeszcze inną. Podejrzewam, że komisje egzaminacyjne „rozkrzaczą” nam się kompletnie. Szczególnie, że każdy ma prawo przez kilka lat do poprawy matury. Uczelnie przy rekrutacji też nie będą wiedziały, jak wyniki poszczególnych matur porównywać.

Dodatkowo szkoły średnie będą musiały zmierzyć się z problemem „podwójnego rocznika”. W 2019 roku czeka je wielka kumulacja. W tym samym czasie do pierwszej klasy będą aplikować dwa roczniki - kończący trzecią gimnazjum i kończący 8 klasę.

Czwarta klasa do zmiany

Póki co najmniej mówi się o zmianach, które dotkną kształcenie wczesnoszkolne. A tam też wiele się wydarzy. Obecnie ten etap obejmuje klasy 1-3. W przyszłości zostanie do niego włączona także klasa czwarta. - Dziś w czwartej klasie dziecko staje w nowej rzeczywistości, czasem z nowymi uczniami i nowymi wyzwaniami. Pozostaje samo. Po zmianach do nauki przedmiotów wprowadzą go inni nauczyciele, ale pozostanie ten sam wychowawca, który będzie towarzyszył uczniowi na nowym etapie kształcenia. Przejście między poziomami będzie łagodne - przekonuje Monika Kończyk, pomorski kurator oświaty. - W klasach 1-4 będą lepsze podstawy matematyki, zostanie wprowadzona nauka programowania i edukacja przez zabawę.

Więcej obaw mają za to nauczyciele klas początkowych. - O pomyśle czteroletniego liceum i likwidacji gimnazjum było głośno już wcześniej, można się było tego spodziewać. O nauczycielach nauczania początkowego, którzy mieliby uczyć także w czwartej klasie, nie było mowy, nikt tego z nami nie konsultował - żali się Małgorzata Koszykowska, doradca metodyczny w Ośrodku Kształcenia Ustawicznego Nauczycieli w Gdańsku i nauczycielka klas 1-3. - Czy jednocześnie z klasą czwartą dostaniemy także klasę pierwszą? A może będziemy prowadzić tylko jedną klasę aż do klasy czwartej?

Pomysł nie podoba się też Sławomirowi Broniarzowi, przewodniczącemu ZNP. - W moim odczuciu to infantylizacja dzieciństwa. Lepiej by było, gdyby dzieci w klasie trzeciej kończyły etap wczesnoszkolny.

Broniarz narzeka też na tempo zmian. I nie jest w tym odosobniony. Razem z nim narzekają chociażby wydawcy. - Przygotowanie dobrego podręcznika wymaga znacznie więcej czasu niż kilku miesięcy, o czym przekonali się twórcy Naszego Elementarza, krytykowanego przecież przez obecne kierownictwo MEN. Nie wiemy, jak głębokie zmiany zajdą w podstawach programowych i w związku z tym trudno też określić, czy ten czas będzie wystarczający na przygotowanie nowych i dobrych podręczników. Trzeba również pamiętać o procesie dopuszczania podręczników, który bywa czasochłonny - mówi Paweł Mazur z Gdańskiego Wydawnictwa Oświatowego.

- Ogłoszenie zmian w czasie wakacji także było pewną socjotechniką MEN. Ludzie przecież mają prawo do wypoczynku - mówi Wojciech Książek. - Spokoju w oświacie na pewno nie wyczuwam.

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

z
zupak

Minister zatrzesla KODziarzami, oszolomy z Komitetu Obalania Demokracji nie chca poznac dobrej woli Polakow ?

T
Tylko z jakiego powodu?

Ale jaki optymizm? Jaka przyszłość? Byłem pierwszym rocznikiem tej reformy i to była porażka. Po młodszej o 10 lat siostrze widzę ze to jednak zdaje egzamin i tylko brakuje sensownych zawodówek i większej ilości techników. A teraz co - wracanie do starego i wywracanie wszystkiego do góry nogami? I to bez zwiększenia budżetu, bo reforma ma być "bezkosztowa" ?

P
Przyszłość i optymizm

To co ma sens rozpętało burzę... Młode pokolenie trzeba uczyć i wychowywać. Ale...jak to - to już koniec "róbta co chceta"? Oto co was boli!

Z
Zenon

Gimnazja o rok opużniają

k
kola

Wracamy do starego ..... komunizmu!!

Dodaj ogłoszenie