Recenzja nowej płyty Kultu - "Hurra"

Dariusz Szreter
Kult zagra w Gdańsku już 10 października
Kult zagra w Gdańsku już 10 października Archiwum
Dla fanów Kultu, którzy nie zdążyli jeszcze kupić ich najnowszej płyty, a pod groźbą klątwy Kazika nie odważyli się wcześniej ściągnąć jej nielegalnie z sieci, mam dwie wiadomości - dobrą i złą.

Dobra jest taka, że "Hurra!" jest najlepszym albumem zespołu od co najmniej 10 lat. Zła natomiast jest taka, że wbrew tytułowi płyty, sytuacja grupy wciąż jest daleka od hurraoptymizmu.

Wyjściem z impasu, którego wyrazem był tzw. dyptyk hiszpański (płyty "Salon Recreativo" i "Poligono Industrial"), okazało się rozstanie z jednym z filarów grupy, Krzysztofem "Bananem" Banasikiem. Brzmienie waltorni Banana od 20 lat było niejako firmowym znakiem Kultu, a on sam, także jako gitarzysta i kompozytor, wyrósł na numer 2 w zespole. To on był producentem wspomnianych "hiszpańskich" płyt. Zastąpili go aż dwaj instrumentaliści - gitarzysta Wojciech Jabłoński oraz puzonista Jarosław Ważny, a w roli producenta nowego krążka wystąpił sam Kazik.

W odnowionym składzie zespół wszedł do studia z założeniem nagrania płyty bardziej bezpośredniej w przekazie, nawiązującej do początków kariery zespołu. Do pewnego stopnia to się udało. Otwierająca płytę "Maria ma syna", a także "Nowe tempa", "Marysia" czy "My chcemy trzymać w garści świat" (z refrenem podejrzanie przypominającym "Go West" Village People), są pełne owej pierwotnej energii, która emanowała z wczesnych koncertów i nagrań Kultu. "Podejdź tu proszę" brzmi jakby wyjęty z najlepszej płyty zespołu - "Spokojnie" z 1988 roku, tyle że zagrany jest z dużo większą swobodą i wirtuozerią. Klasą dla siebie jest "To nie kraj moich snów". Rozlewające się brzmienie organów, ciężkie akordy Mrowca, cyzelowane solówki Jabłońskiego i punktująca w refrenach sekcja dęta, w której zastąpienie waltorni puzonem nie razi aż tak, jak można by się spodziewać - wszystko to każe oceniać muzyczną zawartość płyty bardzo wysoko. Gdyby muzycy potrafili przeprowadzić bardziej surową selekcję i zamiast 15 wybrali na krążek 9-11 piosenek, bylibyśmy blisko ideału. Ale po spełnieniu jeszcze jednego warunku...

Chodzi o teksty Kazika. Lider Kultu do tej pory uchodzi za jednego z najlepszych rodzimych tekściarzy. W utrzymaniu tego miana nie zaszkodziło mu nawet nagranie dwóch płyt z piosenkami ojca, Stanisława Staszewskiego, obrazujących przepaść między literackim talentem juniora i seniora, na korzyść tego ostatniego. Językowe nieporadności rekompensował jednak Kazik siłą emocjonalnego przekazu i trafnością spostrzeżeń. Szczególnie w latach 80., kiedy w takich kawałkach jak "Polska", "Wspaniała nowina", "Hej czy nie wiecie", "Patrz"czy "Arahja" kilkoma wersami trafiał w sedno spraw, o których nikomu innemu nie przyszłoby do głowy w ogóle śpiewać. Ale i Kazik lat 90. bywał bystrym obserwatorem i zjadliwym krytykiem zarówno nowego systemu, jak i ujawnianych postaw ludzkich.
Niestety, to już historia. Kazik Anno Domini 2009 niepokojąco często krąży w pobliżu banału i pustosłowia. Wątki religijne brzmią nieprzekonująco, jajcarskie ("Marysia", "Idiota stąd") są nieszczególnie śmieszne, a liryka to już kompletna porażka. Jak można było napisać taki bzdet: "Znowu siedzę w pokoju coraz bardziej najebany, ty w tym czasie udajesz, że ścierasz kurz ze ściany. Razem a nawet osobno żyjemy pod dachem jednym tu"? Czyżby Kazik zapomniał, jak pięknie z podobnym tematem zmierzył się jego tata we "W czarnej urnie"?

Stosunkowo najlepiej wypada Kazik publicysta. "Amnezja", "Nie mamy szans" i "Chodźcie chłopaki" celnie punktują takie zjawiska jak wyzysk na rynku pracy czy mitologizowanie przeszłości. Niestety, akurat one wypadają najsłabiej muzycznie.

Po płytach "45-89" i "Your Eyes" Kazika krytykowano za próby śpiewania po angielsku. Szkoda, że "Hurra!" nie zostało nagrane w tym języku. Albo jeszcze lepiej po węgiersku. Wtedy spokojnie można by ten album ocenić o jakieś dwie gwiazdki wyżej.

Legal w sklepie, pirat w sieci

Kult - "Hurra" (wyd. S.P. Records, cena ok. 30 zł) to 13 studyjna płyta Kultu. Początkowo, podobnie jak dwie poprzednie, miała nosić hiszpański tytuł - "Concentrazion Gigantica". Dwa tygodnie przed premierą materiał nielegalnie wyciekł do internetu, co wywołało furię Kazika.

Najnowsze informacje o epidemii koronawirusa

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

I
Icek Fiutenberg

Szlomo szlangbaum - ku Twojej wiadomosci plyte mozna sciagnac np w Empiku, z półki, za jedyne 28 zl (cena trzech paczek fajek).

s
szlomo szlangbaum

dobre pióro PS gdzie można ściągnąć płytę ?

Dodaj ogłoszenie