Ratownik miał molestować dziewczynki na basenie w Opolu. Proponował im też wspólne wyjścia na piwo i spotkania w domu

Mateusz Majnusz
Mateusz Majnusz
Rodzice dzieci uczęszczających na krytą pływalnię w Opolu boją się o swoje pociechy. Jeden z ratowników miał tam od dłuższego czasu molestować dziewczynki, których był instruktorem na kursie pływackim. Ofiary mówią o niemoralnych propozycjach, wyjazdach sam na sam, erotycznym komentowaniu ich wyglądu. Prokuratura początkowo odmówiła wszczęcia śledztwa, nie przesłuchując nawet poszkodowanych. Gdy sprawa ujrzała światło dzienne były już dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji przeniósł ratownika z jednej pływalni na drugą, gdzie… do dzisiaj prowadzi zajęcia z dziećmi.

Trener, którego rodzice oskarżają o molestowanie ich dzieci, jest pływakiem, mogącym pochwalić się międzynarodowymi sukcesami. Od kilku lat zatrudniony był na stanowisku ratownika na jednej z opolskich pływalni, a w wolnych chwilach dorabiał prowadząc szkółkę pływacką dla najmłodszych.

W mediach społecznościowych chwali się osiągnięciami swoich kursantów, z których zdecydowana większość to młode, kilku-kilkunastoletnie dziewczynki. Na setkach opublikowanych zdjęć z zawodów widać radosne twarze dzieci i ich rodziców. Pomiędzy nimi cieszący się dużym autorytetem ratownik, który chętnie pozuje do zdjęć z medalistami.

Nikt nie mógł się spodziewać, że ci sami rodzice, którzy tak chętnie pomagali mu w organizacji zawodów sportowych, dzisiaj będą oskarżać go wykorzystywanie seksualne swoich dzieci.

- Córka zaczęła uczęszczać na zajęcia w wieku 10 lat. Początkowo wszystko wydawało się normalne. Po szkole jechała na basen, a gdy wracała to ze szczegółami opowiadała o swoim treningu. Nie było mowy, że coś dzieje się niepokojącego. Dopiero po pięciu latach, gdy była już bardziej świadoma, zauważyła, że zachowanie trenera względem niej oraz niektórych koleżanek jest co najmniej dziwne i niepokojące. Choć nawet wtedy trudno było pomyśleć, że nasz zaufany i zaprzyjaźniony trener mógłby mieć jakieś nieczyste intencje. Przecież sami widzieliśmy, że ma z kursantami świetny kontakt, a dzieci go bardzo lubią. Gdy usłyszeliśmy, że przytula się z nimi na powitanie, w pierwszej chwili pomyśleliśmy, że to nic takiego, bo przecież trenuje je od tylu lat i żadnej skargi nie słyszeliśmy. Stopniowo jednak zaczęliśmy łączyć fakty, baczniej go obserwować i wkrótce okazało się, że sytuacja jest bardziej poważna niż moglibyśmy przypuszczać - mówi pan Adam (imię zmienione), ojciec jednej z kursantek.

Trener zgotował im piekło

Dziewczyna opowiedziała rodzicom o sposobie przywitania z instruktorem na basenie, kiedy była w skąpym stroju kąpielowym. Mężczyzna przytulał ją „ciało do ciała”, dodatkowo podczas treningu zachodził od tyłu, łapał ją za biodra lub uda w momencie, gdy się tego nie spodziewała. Jak tłumaczyła rodzicom, nigdy żaden trener tak się wobec niej nie zachowywał ani nie stosował podobnych technik podczas nauki pływania.

- Z opowieści córki wynika, że trener zaczął zachowywać się inaczej w momencie, gdy zaczęła być widoczna jej zmiana wyglądu spowodowana dorastaniem. Tłumaczył jej, że jest piękna, ma piękne ciało i emanuje seksem. Nawet wtedy, gdy przypadkowo spotkał ją na mieście, zawsze chciał wiedzieć, gdzie idzie. Córka czuła się osaczona, podobnie jak jej koleżanki - tłumaczy ojciec.

Instruktor nie traktował wszystkich kursantów jednakowo, ponieważ czule witał się jedynie z niektórymi dziewczynkami. Relacje ofiar, z którymi rozmawialiśmy, są przerażające. Kilkunastoletnie już dzisiaj dziewczyny tłumaczą, że czasem „przytulasek” trwał chwilę, czasem chciał przytulać się dłużej, a w tym czasie mogły zauważyć u niego erekcję.

Mężczyzna bez skrupułów łamał granicę intymności, niebezpiecznie skracał dystans i próbował wzbudzić sympatię. Proponował dziewczynom wspólne robienie naleśników, zwierzał się im z trudności w małżeństwie. Kilka razy prosił o spotkanie sam na sam, żeby mógł spokojnie porozmawiać czy oferował podwózkę do szkoły.

- Gdy ten człowiek zaczął kierować w stronę córki teksty o podłożu seksualnym, zaczęła czuć się niekomfortowo i zrozumiała, że jego zachowanie jest niewłaściwe. Nie była w stanie zrozumieć, dlaczego otrzymuje od niego propozycje wyjścia na piwo. Albo dlaczego komentuje jej wygląd, podkreślając, że ma długie i seksowne nogi – relacjonuje ojciec.

Zdaniem rodziców, ratownik stosując różne metody socjotechniki próbował „urabiać” małe dziewczynki, rozkładając ten proces na wiele lat. Zaczynał, gdy miały zaledwie 10 lat. Budował z nimi bliską więź, zaprzyjaźniał się, testował ich reakcje, chcąc przekonać się, jak daleko może się posunąć się i czy dziecko zachowa zażyte interakcje w tajemnicy. Traktował swoich podopiecznych jak osoby dorosłe, bez wyraźnych powodów skracał dystans, stwarzając klimat poufności relacji.

- Uwodził je regularnie, od dłuższego czasu. Być może jego intencją było to, aby w przyszłości móc z nimi nawiązać kontakt erotyczny – uważa rodzic.

Ratusz zapewnił ofiarom psychologa

Sprawa ujrzała światło dzienne w połowie października 2020 roku. Wówczas jeden z rodziców ofiar skontaktował się z wiceprezydentem Opola Przemysławem Zychem, którego poinformował o nieprawidłowościach, do jakich miało dochodzić na basenie. Wiceprezydent zarzuty wobec ratownika potraktował poważnie i zapewnił rodzica, że zajmie się sprawą.

Wyjaśnić sytuację miała wskazana przez urząd miasta Joanna Dzido, ówczesny kierownik Zespołu Obiektów w Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji w Opolu i jednocześnie prezes Szkolnego Związku Sportowego UKS MOS Opole.

- Stawiane przez rodziców i ich dzieci zarzuty były bardzo poważne. Zachodziło duże prawdopodobieństwo, że dziewczynki rzeczywiście mogły doświadczyć opisywanego zachowania ze strony swojego opiekuna, który w ten sposób naruszył ich osobiste granice intymności. Z tego powodu o całej sprawie postanowiłam poinformować policję i prokuraturę – tłumaczy Joanna Dzido.

Jednocześnie opieką psychologa zostały objęte trzy dziewczynki, które postanowiły opowiedzieć, jaką gehennę zgotował im trener.

Nikomu na razie nie postawiono zarzutów

Prokuratura Rejonowa w Opolu początkowo odmówiła jednak wszczęcia postępowania wyjaśniającego, argumentując to tym, że brak jest dostatecznego uzasadnienia podejrzenia popełnienia czynu. Problem w tym, że śledczy nie przesłuchali żadnej z potencjalnych ofiar, a swoją decyzję oparli na relacji osób trzecich.

- Byliśmy zaskoczeni, że prokuratura tak szybko rezygnuje z wyjaśnienia sprawy. Z tego powodu razem z rodzicami napisaliśmy zażalenie i ostatecznie śledztwo ruszyło – mówi prezes UKS MOS.

Póki co postępowanie prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko komuś. Oznacza to, że nikomu nie postawiono zarzutów, a ratownik, którego rodzice oskarżają o molestowanie, jest na tę chwilę świadkiem w sprawie.

- Prokuratura Rejonowa w Opolu nadzoruje postępowanie prowadzone w sprawie seksualnego wykorzystania małoletnich poniżej 15. roku życia. W tym postępowaniu odebrano już zeznania od trzech małoletnich z udziałem psychologa, została opracowana również opinia biegłego psychologa. Materiał dowodowy jest w tym momencie analizowany przez prowadzącego sprawę, który podejmie ostateczną decyzję, czy postawi komuś zarzuty. Niestety z uwagi na charakter sprawy nic więcej nie mogę powiedzieć – wyjaśnia rzecznik opolskiej prokuratury Stanisław Bar.

Gdzie podział się monitoring?

Rodzice ofiar duże pretensje mają w stosunku do Krzysztofa Machały, byłego dyrektora Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Opolu, który nie zabezpieczył nagrania, które mogło przesądzić o winie sprawcy. Jak tłumaczy w rozmowie z "nto", monitoring nie został zabezpieczony, ponieważ nie wnioskowała o niego policja, a gdy zwrócił się o niego urząd miasta – zapis monitoringu był już nadpisany.

- Postanowiłem zobaczyć fragment monitoringu i żadnego niestosownego zachowania ratownika wobec uczestniczek pływalni nie widziałem. Jedna z dziewczynek sama podeszła do ratownika, przytuliła się na przywitanie, a potem rozmawiali 10 minut. W tym czasie nie widziałem żadnych niepokojących gestów – zapewnia Krzysztof Machała.

Jednocześnie podkreśla, że choć od początku sprawy oferował chęć pomocy i wsparcia, to jako ówczesny przełożony ratownika nie mógł ingerować w sposób spędzania czasu przez niego poza godzinami pracy, gdy ten prowadził prywatną szkółkę pływacką.

- Do tej pory żadne zarzuty nie zostały udowodnione, więc również wtedy, kiedy pracowałem w MOSiR-ze nie mogłem zakazać ratownikowi przychodzenia do pracy – dodaje.

Jednak z uwagi na pojawiające się skargi rodziców ówczesny szef MOSiR-u podjął decyzję o przeniesieniu ratownika z jednej pływalni na drugą. Na drugim obiekcie nadal prowadził zajęcia dla dzieci.

Dorośli nie mogą być obojętni na krzywdę dzieci

Takim obrotem spraw zaskoczeni byli nie tylko rodzice, ale także Joanna Dzido, będąca wówczas podwładną Krzysztofa Machały.

- Gdyby rodzice reagowali od razu, dzisiaj tej sprawy najprawdopodobniej by nie było. Niestety w naszym społeczeństwie nadal pokutuje przeświadczenie, że skoro udało nam się zabezpieczyć nasze własne dziecko i nic już mu nie grozi, to lepiej o sprawie zapomnieć i nie wywlekać jej na światło dzienne. Bo po co nam problemy, chodzenie na przesłuchania, zainteresowanie prokuratury i policji. W ten sposób dajemy tylko ciche przyzwolenie na takie zachowanie w przyszłości – ocenia Joanna Dzido, prezes UKS MOS Opole.

Jej zdaniem, jeśli zarzuty rodziców się potwierdzą, potencjalnych ofiar ratownika może być dużo więcej. Aby nie dopuścić do kolejnych, na miejskich basenach w Opolu przeprowadzone będą szkolenia, które mają uczulić pracowników, aby reagowali za każdym razem, gdy widzą niepokojące sytuacje.

- Naszym podstawowym obowiązkiem jako dorosłych jest ochrona dzieci. Nie można odwracać wzroku, gdy jakiś obcy dorosły bierze dziecko na kolana, niepotrzebnie skraca dystans albo dotyka po ciele, gdy sytuacja tego nie wymaga. Żeby zło zatriumfowało na świecie, wystarczy tylko obojętność ludzi dobrych – dodaje Joanna Dzido.

Ratownik nadal ogłasza się w internecie i przyjmuje zapisy na kurs pływacki na opolskim basenie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Stanisław Żaryn o ruchach prorosyjskich

Komentarze 10

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
molestował..hmmm...pewno jakaś mama chciała się umówić z ratownikiem, ten odmówił więc go podkablowała...

...to jest coś takiego jak ksiądz...wszyscy wiedzą, ale dalej na religię dziecko prowadzę...

trzeba też pamiętać, że wiele dzieci w tych czasach mają coraz lepszą wyobraźnię, aby szantażować dorosłych..
G
Gość
Już kilkadziesiąt lat temu temat molestowania dzieci był medialny. Uczulalam nauczycieli a szczególnie nauczycieli w-f aby byli ostrożni w kontaktach z uczniami, gdyż nawet prawidłowa asekuracja podczas gimnastyki mogła być uznana za molestowanie.
I
Igma
Małoletnie PiSdziawki POtrafią prowokować.

Nie udało się, to na skargę do tatusia.
G
Gość
Polowanie na czarownice trwa w najlepsze.
G
Gość
Jeżeli policja nie chce się bawić to wiecie jak się takie sprawy załatwia..
G
Gość
29 października, 9:45, Gość:

Najpierw powinno być doniesienie do prokuratury. Czy tu się znowu osądza bez sądu? Nie będę oceniał tego przypadku ale kto pracuje ze płcią żeńska w dzisiejszych czasach jest sobie sam winien. Dla wielu kobiet prawda nie jest ważna, ważne jest co ona chce osiągnąć. Że się zniszczy niewinnego człowieka nie gra żadnej roli. Ona ma rację bo jest kobieta.

I to już od wieku nastolatki.

29 października, 10:46, Gość:

Ale przecież jest napisane, że było zgłoszenie do prokuratury.

I to nie prawda, że kobieta ma zawsze rację. Trzeba się odnosić do danej sytuacji. I nikt nie ma prawa dyskredytować ofiar. Nie wolno generalizować, ale zawsze należy reagować na złe i krzywdzące zachowania, bez znaczenia kto jest ich sprawcą.

29 października, 11:21, Gość:

I prokuratura nie widziała powodów do postawienia zarzutów. Dziwię się że ratownik nie oskarżył ich jeszcze o zniesławienie.

Kobiety mają zawsze rację w ich mniemaniu.

A ja się dziwię ludziom tak reagującym... Ciekawe ile jest osób, które by bez powodu zgłaszały taką sprawę? A ile jest takich, które będąc krzywdzonymi nie zrobiło tego z obawy przed takimi krzywdzącymi osądami?

G
Gość
Dzisiaj kobieta może sobie przypomnieć po pięciu latach że tak właściwie to ona sexu nie chciała i byłego partnera o gwałt oskarżyć. Z Me Too jest wszystko możliwe.
G
Gość
29 października, 9:45, Gość:

Najpierw powinno być doniesienie do prokuratury. Czy tu się znowu osądza bez sądu? Nie będę oceniał tego przypadku ale kto pracuje ze płcią żeńska w dzisiejszych czasach jest sobie sam winien. Dla wielu kobiet prawda nie jest ważna, ważne jest co ona chce osiągnąć. Że się zniszczy niewinnego człowieka nie gra żadnej roli. Ona ma rację bo jest kobieta.

I to już od wieku nastolatki.

29 października, 10:46, Gość:

Ale przecież jest napisane, że było zgłoszenie do prokuratury.

I to nie prawda, że kobieta ma zawsze rację. Trzeba się odnosić do danej sytuacji. I nikt nie ma prawa dyskredytować ofiar. Nie wolno generalizować, ale zawsze należy reagować na złe i krzywdzące zachowania, bez znaczenia kto jest ich sprawcą.

I prokuratura nie widziała powodów do postawienia zarzutów. Dziwię się że ratownik nie oskarżył ich jeszcze o zniesławienie.

Kobiety mają zawsze rację w ich mniemaniu.

G
Gość
29 października, 9:45, Gość:

Najpierw powinno być doniesienie do prokuratury. Czy tu się znowu osądza bez sądu? Nie będę oceniał tego przypadku ale kto pracuje ze płcią żeńska w dzisiejszych czasach jest sobie sam winien. Dla wielu kobiet prawda nie jest ważna, ważne jest co ona chce osiągnąć. Że się zniszczy niewinnego człowieka nie gra żadnej roli. Ona ma rację bo jest kobieta.

I to już od wieku nastolatki.

Ale przecież jest napisane, że było zgłoszenie do prokuratury.

I to nie prawda, że kobieta ma zawsze rację. Trzeba się odnosić do danej sytuacji. I nikt nie ma prawa dyskredytować ofiar. Nie wolno generalizować, ale zawsze należy reagować na złe i krzywdzące zachowania, bez znaczenia kto jest ich sprawcą.

G
Gnido
Sprawdzić czy nie ksiądz skoro przeniesiony, a tak serio skoro tak tropicie afery to żeby wam znowu nie zabrakło pary w kotle jak podczas tej afery z warowaniem i bedziecie latać z podkulonym ogonem :)
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie