reklama

Raport z saksofoniki - Złota dwunastka

Henryk TronowiczZaktualizowano 
Henryk Tronowicz
Henryk Tronowicz
Kiedy mistrzowie saksofonu ustalają hierarchię wśród instrumentów, saksofony wysuwają na drugie miejsce. Rzecz jasna tuż po królujących w muzyce fortepianach (mają co prawda rywali w szeregach wirtuozów trąbki, którzy wyżej saxa stawiają trąbkę właśnie).

Amatorzy muzycznego eksperymentu wysłuchali w gdańskim Ratuszu Staromiejskim niezwykłego koncertu - bez fortepianu (i bez trąbek). To był koncert jedynie na saksofony. Ale co tam jedynie! To była zmasowana bateria samych saksofonów!

Spodziewany w Gdańsku od dawna występ The European Saxophone Ensemble (orkiestra została uhonorowana zaszczytnym tytułuem Ambasadora Kultury Unii Europejskiej), przyciągnął nadkomplet słuchaczy. Ratuszowa Sala Mieszczańska z trudem pomieściła wszystkich chętnych. Zespół dwunastu
młodych saksofonistek i saksofonistów z 12 krajów pod dyrekcją Cezariusza Gadziny wykonał osiem utworów.

Pamiętam, jak w swoim czasie saksofonista Tomasz Szukalski opowiadał, żepewien mały Jasio krzyknął na widok jego saxa ze zdziwieniem: "O, jaki dziwny siewnik!". Patrząc we wtorek na sześć saksofonistek i sześciu saksofonistów z zespołu Cezariusza Gadziny, poczułem się jak mały Jasio,
chociaż całkiem z innego powodu.

Pewnie nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że w salonie tych "złotych siewników" błyszczy aż tak ogromna różnorodność. Oto na sali pojawiły się trzy piękne dziewczyny, Niemka Miriam Dirr, Austriaczka Cornelia Högl i Polka Alicja Wołyńczyk. Wszystkie trzy w kategorii saksofonów
sopranowych, a każda z nich z saxem innej odmiany. To samo w trójce sax-altów, z udziałem Węgierki Zofii Maszáros, Holenderki Ilse Bies oraz Alana Luzara ze Słowenii. Także każde z trojga sax-tenorów
- z Włochem Manuelem Pramottonem na czele - dzierżyło instrument o innej budowie. I wreszcie trio ostatnie - barytony. W tej kategorii zróżnicowane okazało się największe. Hiszpan Kenny Talkowski
wystąpił z saxem barytonowym-altowym, zaś Francuz Xavier Caillet przytaszczył instrument wielkości słonia z wielką trąbą.

Przez dwie godziny zasłuchana wielopokoleniowa publiczność płci obojga podziwiała wyszukaną saksofonową klasykę Luca Mishalle, Macieja Małeckiego, Dana Dediu oraz Cezariusza Gadziny. W finale, zmieniając konwencję, orkiestra nawiązała do tradycji jazzowych i odegrała utwór zadedykowany - również obecnemu na koncercie - sopockiemu saksofoniście Przemysławowi Dyakowskiemu, powitanemu owacyjnie przez salę. To natchnęło Pramottona do pięknej popisowej improwizacji. A kiedy do "dialogu" z Włochem przystąpił Talkowski, obaj wprawili publiczność w nastrój przypominający niepowtarzalne klimaty Jam Session.

Chyba zacznę ciułać na zakup saksofonu.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie