reklama

Raport z romansu - Miłość magiczna

Henryk TronowiczZaktualizowano 
Henryk Tronowicz
Henryk Tronowicz
Paulina Neugebauer z Miłości Blondynki wspomina, że zanim wybrała się po raz pierwszy na projekcję do owego DKF-u, usłyszała, że w klubie to są "sami dziwni ludzie". Z kolei światoburczo zorientowana Lena Dula nie ukrywa, że należała w Miłości Blondynki do postrzelonych pasjonatów, którzy hołdowali idei łamania stereotypowych wyobrażeń o klasycznym klubie filmowym.

Łamanie polegało na całonocnym turlaniu się po wykładzinie pod biurkami, albo - na przykład - na ekstrawagancjach typu konsumpcja różowych cycków z budyniu (Pani Leno, odmieniec ze mnie, akurat do budyniu mam absmak!). A jeszcze ktoś inny kombinował, jak by do foteli na widowni podłączać prąd elektryczny...

Przeglądam wydane na 15-lecie wspomnienia założycieli DKF-u. Patrzą na świat przez szerokokątny obiektyw. Ich kino to nie tylko Tarantino. To generacja Almodóvara, Greenewaya, Lyncha, z szaleńczym młodzieńczym uwielbieniem dla kina grozy. Z tego się na szczęście wyrasta, ale to już tak jest, miłość do sztuki filmowej niejedno ma imię.

Chciałbym przy tym piętnastoleciu cofnąć się o ponad pół wieku. Do Wielkiego Wybuchu DKF-ów.

Albowiem umyka to pamięci, tymczasem pierwsze dekaefy powstały na wiele miesięcy przed Październikiem '56. Może ktoś kiedyś wyjaśni, jak do tego doszło, że władza ludowa przystała wtedy na pomysł tworzenia tej klubowej formy z dyskusją w nazwie? W awangardzie ruchu był gdański DKF Żak, który ukonstytuował się jako drugi w kraju, kilka tygodni po starcie stołecznego klubu, utworzonego przy redakcji tygodnika "Po prostu". Temu ostatniemu kark skręcono szybko (i oto z DKF Po prostu, klub stał się DKF-em Zygzak).

Z pewnością najbardziej aktywne polskie kluby filmowe formowały się w środowiskach akademickich. Niektóre wybiły się na znaczną samodzielność. Funkcjonujący przy Politechnice Warszawskiej DKF Kwant, gościł niejedną sławę kina, choćby Michelangelo Antonioniego, który przyjechał do Warszawy na światową premierę własnego "Zawodu reporter".

W ruchu klubowym były lata tłuste i chude. Ruch ten do dennej posuchy doprowadził stan wojenny, chociaż - według filmoznawcy dr. Mirosława Przylipiaka - DKF-y nawet wtedy bywały swoistymi oazami wolności, a jak uważa dr. Krzysztof Kornacki, były one kontynuacją tradycji drugiego obiegu.

Po roku 1989 - wraz z transformacją - DKF-y popadły w dotkliwe kłopoty ekonomiczne. Przetrwały nieliczne. Ich sytuację pogarszał rozkwit telewizji. Na te tarapaty nałożyła się rynkowa inwazja kaset wideo.

Założony w roku 1994 - DKF Miłość Blondynki bywał raz na wozie, raz pod wozem. Mimo to przetrwał. Dzięki postrzelonym pasjonatom. Tych nigdy za dużo.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie